James P. Hogan: Najazd z przeszłościVoyage from Yesteryear |
|
|
|
|
|||||||||||||||||||||||||
Najazd z przeszłości fragmenty; tłum. Juliusz Garztecki |
" Czy ten, kto nie lubi zabijać innych, jest dobrym
żołnierzem? "Not liking killing people makes a good soldier?" Raz wreszcie być traktowanym jak ktoś odpowiedzialny, szanowany, jako istota obdarzona rozumem i umiejąca go używać " było to przeżycie nowe i krzepiące.... Lecz Sirocco nie mógł się zmusić, by armię traktować naprawdę serio. Oczywiście wielomiliardowej wartości przemysł, stworzony do zabijania ludzi, był sprawą nader poważną [...] Wojsko było po prostu grą, w którą lubił się bawić. [...] A przy tym Sirocco nie zamierzał przejmować się oficerami ani ich gry brać na serio. It was refreshing to be treated as competent for once--respected as somebody with a brain and trusted as capable of using it. [...] but Sirocco seemed incapable of taking the Army seriously. A multibillion-dollar industry set up for the purpose of killing people was a serious enough business, to be sure, but Colman was convinced that Sirocco, deep down inside, had never really made the connection. It was a game that he enjoyed playing. And because Sirocco refused to worry about them and wouldn't take their game seriously [...] Życie było jak wojsko, brało ludzie, łamało ich na drobne kawałki i układało z powrotem tak, jak chciało. [...] Brało umysły dziecięce w okresie ich plastyczności i paraliżowało je mówiąc, że są głupie; dezorientowało je przy pomocy ludzi, którzy z założenia wszystko mieli wiedzieć lepiej, ale nic z tego im nie przekazywali; na koniec terroryzowało je przy pomocy Boga, który kochał wszystkich. A wtedy musztrowało je i ćwiczyło, dopóki słusznym nie stało się tylko to, co kazało im myśleć. Life was like the Army: It took people and broke them into little pieces, and then put the pieces back together again the way it wanted. Except it did it with their minds. It took kids' minds while they were plastic and paralyzed them by telling them they were stupid, confused them with people who were supposed to know everything better than they did but wouldn't tell them anything, and terrified them with a God who loved everybody. Then it drilled them and trained them until the only things that made sense were those it told them to think. Biznesmenom nie zależało na pokoju po to, by Colman i jemu podobni nie zostali zabici ani by Chirończycy podobni do Jaya zostali inżynierami, albo uprawiali farmy zamiast ginąć pod dywanowym nalotem. Chcieli pokoju po to, by móc nająć Chirończyków za połowę płacy Ziemian i by zbudować dla swych dzieci dobre ekskluzywne szkoły. Chirończykom nie można pozwolić chodzić do szkół, bo wtedy zażądają równych płac z Ziemianami. A zresztą na takie szkoły nigdy nie będzie ich stać " przecież to w końcu nie są ludzie. Był całkiem pewien, że większość ludzi, którzy zabijali się tam na Ziemi, ani nie chciała tych obszarów, ani nie przejmowała się aż do tego stopnia, kto będzie nimi władał. Czy ktoś w ogóle przetrwa na dłuższą metę? " Colman nie był tego taki pewny. Czy kukiełki, które myślą to, co się im każe i zabijają się nawzajem z przyczyn, które ich nie powinny obchodzić? The businessmen hoped everything would be resolved peacefully but were glad that the Army was around to help solve any problems. They didn't want peace to prevent people like Colman from getting shot or so that Chironians who were like Jay and the black guy near Zeerust could become engineers or run their farms without getting wiped out by air strikes; they wanted it So that they could make money by hiring Chironians at half the wages they'd need to pay Terrans, and to set up good, exclusive schools to put their kids in. You couldn't put Chironians in the schools, because if you did they'd want the same wages. And in any case they'd never be able to afford it. The Chironians weren't really people, after all. ( O wychowaniu dzieci) To ma sens. Traktuj je tak, jakby były odpowiedzialne,
a będą się zachowywać odpowiedzialnie; daj im do zabawy kawałek taniego
plastyku, a tak się będą zachowywały, jak na to zasługuje plastyk. Powinni ryzykować ludzie, którzy są przekonani, że warto to robić. Zadziwiająco często się okazuje, że nie warto się bić o coś, gdy wiesz, że to ty masz być tym, który się bije. "At least we don't give out orders for other people to take our risks for us," [...] "The people who take the risks are the ones who believe it's worth it. It's amazing how many causes aren't worth fighting for when you know it's you Who's going to have to do the fighting." Chirończyk: " Prawda, oznacza to, że musimy sobie dawać radę bez żadnych
wielkich nadnaturalnych braci, którzy by dla nas kierowali przyrodą
i rozwiązywali nasze problemy. [...] Z drugiej jednak strony nie musimy
obawiać się wszystkich nonsensów, które wymyślono wraz z nimi. Oznacza
to więc, że mamy całkowitą wolność podejmowania decyzji co do naszych
losów i ufania własnemu rozsądkowi. Nie jest to aż takie złe samopoczucie,
jak sądzę. "Arrogant?" Adam smiled to himself. "They're the ones who are so sure they 'know,' not me. I'm just making the
best interpretation I can of the facts I've got." He thought for a moment longer. "Anyhow, arrogance and pride are
not the same thing. I'm proud to be a human being, sure." Na Chironie sprawy osobiste uważane są za sprawy osobiste. Niektóre pary mogą zdecydować się na trwałe związanie ze sobą i swymi rodzinami, inne nie, ale ani społeczeństwo, ani ktokolwiek inny nie ma prawa wypowiadać się na ten temat. Jeśli zaś idzie o jego zdanie - oświadczył Adam - pomysł, że ktokolwiek mógłby orzekać o standardach moralnych dla innych ludzi, a tym bardziej próbować je narzucać w drodze ustawowej, jest nieprzyzwoity. [...] on Chiron personal affairs were considered personal business. Some couples might choose to remain exclusively committed to each other and their family, others might not, and it wasn't a matter for society or anybody else to comment on. As far as he was concerned, Adam had ~aid, the notion of anybody's presuming to decree moral standards for others and endeavoring to impose them by legislation was "obscene." Później Colman pomyślał o Anicie, którą przywieziono z powrotem w worku na zwłoki, ponieważ wolała trzymać się pomyleńca, zamiast użyć własnego rozumu dla decydowania o swoim życiu... Chirończycy [...] nie uczą swoich dzieci, że zaszczytnie jest umierać za upartych starców, którzy nigdy w życiu nie oglądali wylotu lufy. Nie wysyłali ich też daleko, by były tysiącami wyżynane, broniąc szaleństw innych ludzi. Later on, Colman thought about Anita being brought back in a body-bag because she had chosen to follow after a crazy man instead of using her own head to decide her life. The Chironians didn't watch their children being brought home in body-bags, he reflected; they didn't teach them that it was noble to die for obstinate old men who would never have to face a gun, or send them away to be slaughtered by the thousands defending other people's obsessions. Przewrotna logika, która zawsze go dziwiła, nie była cechą jedynie umysłów wojskowych; po prostu z taką tylko Colman dotychczas się stykał. Przewrotność była produktem całego obłąkańczego systemu, którego wojsko było tylko częścią " systemu, który toczył wojny, by bronić pokoju, i zniewalał narody wyzwalając je; który podawał nienawiść i chęć odwetu za wolę wszechmiłującego Boga, a w umysły dzieci wbijał litanie do tegoż Boga, który palił i torturował heretyków, głosząc wszechwybaczenie; uczynił grzech z miłości, a cnotę z morderstwa i wynosił do władzy szaleńców, wymagając od rządzących takich cech, jakich nie mógł mieć zdrowy umysł. Chirończycy nieubłaganie zdzierali z rzeczywistości zasłonę i mnóstwo rzeczy stawało się jasne. Kurtyna zaś, którą podnoszono, była także tłem dla sceny, na której tańczyły kukiełki. Gdy kurtyna znikła i znikły sznurki, którymi kukiełki poruszano, one tańczyły nadal. Tańczyły bez sznurków, bo nigdy nie było żadnych sznurków, z wyjątkiem tych, które kukiełki pozwoliły przywiązać do swych mózgów reżyserom. Ale sznurki te podtrzymywały reżyserów, nie kukiełki, bo reżyserzy padali, a kukiełki tańczyły nadal. The inverted logic that had puzzled him had not been something peculiar to the military mind; it was just (W czasie walki): A po obu stronach " kto miałby szansę zyskania czegokolwiek, na czym mu zależy? Nie miał sporów z ludźmi obsadzającymi tę pozycję obronną, oni nie mieli sporów z nim, czy kimkolwiek z jego ludzi. Czemu więc leżał tu z bronią w ręku, starając się wymyślić najlepszy sposób, by ich zabić? Dlatego, że oni tam też mieli broń i zapewne spędzili dużo czasu na obmyślaniu najlepszego sposobu, by zabić jego. Żaden z niech nie wiedział, czemu to robi. Po prostu zawsze się tak robiło. Who on either side would stand to gain
anything that mattered to them? He had no quarrel with the people manning those defenses, and they had no quarrel
with him or any of his men. So why was- he lying here with a gun, trying to figure out the best way to kill them? - Dysponujemy kompletnym arsenałem strategicznym, [...] a jedyna broń,
zdolna się nam przeciwstawić, jest obecnie zneutralizowana. [...] Ja
nie muszę prowadzić układów ponieważ siła jest wyłącznie po mojej stronie,
ale jednak jestem skłonny się układać. W zamian za uznanie mego zwierzchnictwa
i lojalność ofiarowuję wam opiekę tej siły [...] |
Giants' Star
|
"You are wise," Showm commented. "You understand truth. So why don't Terrans allow people like you to lead?" Mildred laughed delightedly. "We've been through that! I'd never be appointed. They don't want to hear what's true. They want to hear whatever justifies their prejudices." "Like children who think they can change reality by wishing it so. On Thurien you would be listened to." "So what exists beyond Thuriens and humans?" Things happen in their own time," he said. "The job descriptions call us managers, but you can't manage creative people. What we really are is gardeners. We put them in a place where the soil is right, make sure they get enough water and sun, and then wait for them to do their own thing. This was their true nature: generosity; sympathy and empathy; helping others to succeed; finding security to face the world in companionship. It always had been. In themselves, they knew nothing of hatred or fear, mistrust and treachery. Such things had to be taught to them, by adults. Overcoming the selfishness and destructiveness of infancy to prepare for a fulfilling life was the proper business of youth. But on Earth, selfishness and destructiveness were idealized as virtues. Earth had things backward. It suppressed the spontaneous expression of life seeking to mature, and taught regression back to infancy instead. Then it twisted reality to fit by manufacturing cultural myths enshrined in what it believed was science. Like all organisms forced to live against their nature, nations, empires, or whole cultures that sought life by killing, wealth by destroying, security by preying upon each other, would rebel, sicken, and eventually die. The whole of Earth's history was a testimony to it. "I saw . . . I'll tell you what I saw. I saw young people who were not sitting in rows and being lectured to know their place, when they could speak, and what they were allowed to believe. They weren't being taught to hate or to despise, or whom they were superior to and whom they must obey. They weren't learning to recognize and submit to authority, in preparation for accepting the authority that would exploit them for the rest of their lives, and command them into believing it was natural. I saw minds that were free to grow into everything they could become. . . . Maybe for the first time." This time it was Showm's turn to fall silent before answering. Eventually, she sighed. Her breath made white vapor in the air. "We've talked this way before. Those are not the values that rule Earth. Terrans like you are so few—who can feel and think the way you do." Mildred shook her head. "No. They are the majority. But they are silent and invisible: the poor, the hungry, the defenseless, the oppressed. Perhaps these are things you can have no concept of, Frenua. How can people think of the stars when they labor morning to night day after day, and all they have to show at the end will barely put a meal on the table for their children? How do people who can't even imagine escaping from crushing debt or the fear of destitution discover their inner selves? How can they build boats when every morning they might be dragged out of their homes and thrown into prisons?" "But why can't they see the things you see?" Showm asked.
|
Operacja "Proteusz" 'Proteus' Operation |
— Świat naprawdę nie ma pojęcia, czym jest nauka i uczeni. Większość ludzi widzi w nich tylko szaleńców w białych laboratoryjnych fartuchach, szaleńców, którzy na przykład chętnie eksperymentowaliby, powiedzmy, z jakimś nowym gatunkiem olbrzymiej kapusty, która pożerałaby ludzi... Nauka natomiast nie jest rzeczą, przedmiotem, tak jak nie jest rzeczą prąd elektryczny, siła ciążenia czy atomy. To raczej tematy, które można poddawać studiom naukowym. Sama nauka to proces, p r o c e s, na który składają się badania i studia, p r o c e s, w wyniku którego dochodzi się do wniosku, że coś jest prawdopodobnie prawdziwe, a coś innego... fałszywe. I tylko tyle. Produktem nauki jest informacja, na której można polegać. Kwestia wiedzy, w co należy wierzyć, co jest prawdziwe, a co nie, to najważniejszy problem, z jakim zmaga się ludzkość od swojego zarania. Ileż to wymyślono izmów i logii, w których ma się zawierać odpowiedź na to pytanie? I co właściwie owe odpowiedzi są warte? — Przerwał patrząc po kolei na obecnych. Ci zaś milczeli, nie chcąc przerywać. — Większość teorii, które się formułuje, żeby coś wykazać albo objaśnić, opiera się i tak na apriorycznym przekonaniu, że tak właśnie jest. I jest to bezsensowny sposób postępowania, jeśli rzeczywiście chce się dojść do prawdy. Nauka postępuje inaczej. Jej celem jest zrozumienie świata, jego rzeczywiste poznanie. Nauka przeto musi zakładać, że czymkolwiek by była owa rzeczywistość, pozostanie taką bez względu na to, co wy lub ja będziemy o niej myśleć, i bez względu na to, co myśleć o niej będą inni, przekonani przez nas lub nie. Dlatego też uczeni nie przywiązują specjalnej wagi do sztuki prowadzenia sporów. Elokwencja i talent przekonywania, zdolność do atrakcyjnego przedstawienia spraw i idei nie mają najmniejszego wpływu na to, czy coś jest racją, czy też nią nie jest. [...] — I to właśnie jest istotą nauki. — rzekł Einstein. — Nauka to po prostu zdrowy rozsądek ujęty w pewne formalne ramy. I jej celem jest zrozumienie świata, takim jakim on jest, a nie przekonanie kogokolwiek do czegokolwiek. Nie ma w niej więc miejsca na fałsz, a tym bardziej na nie uświadomione samookłamywanie się. Po prostu nie wolno się oszukiwać, w przeciwnym bowiem razie, jeśli w porę nie dostrzeżesz błędów i ich nie wyeliminujesz, nie dojdziesz do niczego. Nie można bowiem zwieść praw natury. Tak więc istnieje ważna zasada etyczna wpisana w proces poznania, w naukę, problem, do którego często przywiązuje się zbyt małą wagę. Myślę, że byłoby dobrze, gdyby owa zasada etyczna funkcjonowała także w innych dziedzinach ludzkiej działalności. — Einstein powoli odstawił kubek, poprawił się na krześle i wsparł ręce na stole. — Tak więc miast wskazywać na rzeczy i sprawy, które chciałoby się traktować jak prawdę, prawdziwa nauka czyni coś wręcz przeciwnego... otóż stara się ze wszystkich sił obalać własne teorie. Temu właśnie służą wszelkie eksperymenty. Ich celem jest przeprowadzenie dowodu, że jakaś teoria jest fałszywa. Jeśli jednak jakaś teoria przetrwa eksperyment, to wyjdzie zeń umocniona. Przeto, jak w ewolucji, istota nauki polega na tym, że nauka ciągle poddaje się weryfikacji i ciągle sama siebie poprawia i koryguje. Jej filarami są pytania, wyzwania, krytyka i podawanie w wątpliwość. Ciągle podlega bezlitosnej samoweryfika-cji. Staje się przez to zdrowsza i mocniejsza. Jednocześnie jednak pomyślmy, jak kruche i ułomne stają się systemy myślowe, które nie pozwalają na to, aby wśród ich wyznawców pojawił się element zwątpienia, odejścia od obowiązującej linii, próba innego wyjaśnienia spraw i rzeczy. Takie systemy skazują na niebyt wszystko to, czego nie potrafią objaśnić i odrzucają wszystko, z czym nie są zdolne rywalizować. W konsekwencji same także więdną i umierają. Zawsze tak się dzieje, że niedoszłe ofiary grzebią swoich ciemiężycieli. — Einstein wyjął fajkę z ust i pokiwał z powagą głową. — Tak też będzie z Hitlerem i jego „tysiącletnią Rzeszą" — zapewnił słuchaczy. — I właśnie dlatego, moi panowie, ciągle jeszcze wierzę w rodzaj ludzki. |
| Lista polecanych do przeczytania książek znajduje się w dwóch miejscach: pełna lista wszystkich książek w dokumencie wprowadzającym do każdego działu. Książki dotyczące konkretnej tematyki z reguły są pokrótce przedstawione u dołu dokumentu. | |
| Myśli i aforyzmy ku pobudzeniu ducha, Opus - myśli wg ktrych y trzeba, Wiersze - także ze Stowarzyszenia Umarłych Poetów i o śmierci, Niech Stanie się Czowiek - słowa sawiące wolność i potęgę człowieka, Książki piękne,wartościowe i te które warto przeczytać, Piękne opowieści - Anthony DeMello i inni, Wolność - nieustanne czuwanie |
![]() |
E-mail: peter . gavagai at gmail . com (at=@) Ten dokument znajduje się w: http://www.gavagai.pl (c) 1997-2010 Pomóż mi w poszukiwaniach i przyczyń się do rozwoju portalu Gavagai.pl! Więcej informacji tutaj. Dział "Chiny i język chiński" ma nową lokalizację |