Czy można zwyciężyć człowieka XX wieku?
(Moje wypracowanie AD 1996) |
Kim jest człowiek współczesny? Kim jest człowiek w ogóle?
Te pytania nurtują wszystkich, którym nie jest obojętna przyszłość.
To, czy przetrwamy jako gatunek epokę technicznej rewolucji zależy od
wydarzeń najbliższych lat. To, jacy będziemy, zależy od nas samych.
Według Jeana Paula Sartre "Człowiek jest tylko tym, czym sam siebie
uczyni." Sartre, egzystencjalista, za jedyny pewnik uznaje egzystencję
człowieka. To, że człowiek istnieje to fakt. Jako byt niezależny od
niczego, istota ludzka przeżywa leki egzystencjalne, czyli ciągłe poczucie
zagrożenia i samotność. Jak sobie z tym poradzi - oto pytanie.
Dzisiaj jednak interesuje mnie kwestia, czy można zwyciężyć człowieka
XX wieku. Co to znaczy "zwyciężyć człowieka"? W jaki sposób? Czy "zwyciężyć"
znaczy wziąć do niewoli, pobić? Czy może złamać jego kodeks moralny?
Może zrobić z niego kukiełkę, a może wreszcie udowodnić mu, że to, co
kocha i ceni jest bez wartości? Uważam, ze człowiek jest zwyciężony,
gdy traci wiarę w dobra naturę ludzi, gdy stwierdzi, ze nie istnieją
ideały, dla których gotów jest poświęcić życie. Przy tym założeniu,
człowiek jako ludzkość przegrał w dniu wybuchu pierwszej i drugiej wojny
światowej. Zanim jednak pokażę, w jaki sposób tak się stało, chce zadać
jeszcze jedno pytanie: "Jacy jesteśmy i dlaczego właśnie tacy?" Aby
odpowiedzieć na to, muszę przedstawić w zarysie drogę, jaka przeszła
nasza cywilizacja w ciągu ostatnich stuleci.
Najbardziej znamienną cechą gatunku ludzkiego jest jego zdolność do
samo odnowy i do tworzenia. Zdolność ta immanentnie tkwiła w Europejczyku
od Renesansu aż do XVIII wieku. W okresie tym, mimo że historia pełna
była okrucieństwa i przerażenia, człowiek potrafił się od tych koszmarów
uwalniać, tak jak zmęczone dziecko zasypia po trudach dnia. Okres elżbietański
w Anglii wspominany jest często jako "zloty wiek", a to z powodu bogactwa
twórczości, jakie niósł ze sobą. To prawda, ludzi torturuje się wówczas
i pali żywcem. Żydom obcina się uszy, dzieci katuje na śmierć albo pozwala
się im umierać w niewiarygodnie brudnych slumsach. Jednak epoka ta przesiąknięta
jest optymizmem - i tak silna jest w niej zdolność jednostki do samo
odnowy, że chaos staje się stymulacja do nowych osiągnięć. Każda następna
epoka uznawana jest za wielką: wiek Leonarda, wiek Chaucera, wiek Szekspira,
wiek Newtona, wiek Mozarta... Nikt wówczas nie kwestionuje tego, ze
człowiek jest równy bogom i ze potrafi przezwyciężyć każda przeszkodę,
jaka się przed nim spiętrzy.
Raptem, pod koniec XVIII wieku, następuje w historii gatunku ludzkiego
dziwna przemiana. Wspaniała i tętniąca życiem twórczość Mozarta znajduje
swa przeciwwagę w koszmarnym okrucieństwie powieści de Sade'a. Nagle
znajdujemy się w epoce ciemności, w wieku, w którym geniusze nie tworzą
już na podobieństwo bogów, a zamiast tego cierpią. Rodzi się epoka samobójstw,
zwątpienia. W rzeczywistości zaczyna się historia nowożytna - wiek porażek
i nerwicy. Ludzkość ogarnia bezdenny pesymizm, który znajduje swe odbicie
w sztuce, muzyce i literaturze. Literatura przestaje obfitować w chwile
wielkich uniesień, nie ma już Wielkich Improwizacji, nikt nie rzuca
wyzwań Bogu i światu.
To wcale nie oznacza, ze człowiek wydoroślał. Obserwujemy bowiem, jak
nagle traci swe zdolności do samo odnowy. Nowy człowiek, człowiek XX
wieku, nagle utrącił wiarę w sens życia i ufność w potęgę wiedzy. Człowiek
współczesny, zgodnie z Faustem, powtarza: "Kiedy wszystko zostało powiedziane
i dokonane, to nie pozostaje nic".
W człowieku tkwi coś więcej, niż zespół wyuczonych zachowań. Spośród
wszystkich innych stworzeń na Ziemi wyróżnia go jedna rzecz - umiejętność
tworzenia. A ze wszystkich przeciwieństw, które napotykamy w naszym
życiu, najgłębiej tkwi moim zdaniem stwarzanie i niszczenie. Tak głęboko,
ze mało kto dostrzega, iż jest to najważniejsze przeciwieństwo. Pokonać
człowieka, to znaczy odebrać mu wiarę w sens tworzenia.
W dziewiętnastym wieku coś odebrało ludziom ta wiarę i ludzie pogrążyli
się w zwątpieniu i chaosie. Jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy?
Dlaczego geniusze tacy jak Nietzsche, który głosił apoteozę życia, pogrążają
się w szaleństwie, niezrozumiani. Dlaczego wieszcze, zamiast być czczonymi,
umierają w nędzy i niedostatku? Jakie przemiany w społeczeństwie ludzkim
sprawiły, ze strach, agresja i totalitarne idee wypełniły umysły ludzkie
chaosem, przyziemnością i brakiem wiary.
Uważam, ze złożyło się na to wiele czynników. Pierwszym jest nagły wzrost
liczby ludzi. W siedemnastym stuleciu było nas na Ziemi około 500 milionów
w dwieście lat później - dwa razy więcej. Kolejne podwojenie nastąpiło
w jedno stulecie, następne - w zaledwie czterdzieści lat. Feudalne stosunki
pomiędzy ludźmi stopniowo były wypierane przez tendencje bardziej egalitarne.
Wiedza, sztuka i twórczość przestały należeć wyłącznie do wysoko urodzonej
elity. Co więcej, gwałtowny rozwój wiedzy sprawił, że jeden człowiek
nie był już w stanie posiąść całej wiedzy nawet z jednej własnej dziedziny.
Powoli, acz nieuchronnie, postęp ogólny wymknął się spod kontroli jednostki.
Nie jest już ona panem swoich poczynań. Porywa ja bieg wydarzeń, na
które nie ma już ona wpływu. Nic dziwnego, ze modernizm to okres załamania
i epoka moralnego zwątpienia. Młodopolski twórca pozbawiony jest celu.
"Nie wierzy w nic" i nic dal niego nie ma sensu. Przerwa-Tetmjer na
nowo wypowiada myśl Fausta: "Cóż pozostało nam, co wszystko wiemy, dla
których żadna z wiar już nie wystarcza". Wiek dwudziesty, a zwłaszcza
jego początek, stal się idealnym gruntem dla powstawania ruchów totalitarnych.
Ludzie, pozbawieni nadzoru, wolni, szukają jakiegoś punktu zaczepienia
w rzeczywistości. Myślę, ze najlepszego wyjaśnienia tego fenomenu dostarczył
Erich Fromm w swojej książce Ucieczka od wolności.
Według Fromma cecha społeczeństwa nowoczesnego jest to, ze jednostka
uwalnia się od ograniczeń społecznych - od autorytetu Kościoła i kontroli
przez społeczności lokalne. Urasta sfera "wolności od", która Fromma
określa mianem wolności negatywnej. W jednostce narasta poczucie izolacji
i samotności. człowiek jest niejako skazany na indywidualizacje poprzez
rozpad grup nieformalnych, które dotychczas zapewniały mu poczucie bezpieczeństwa.
Fromm mówi: "W każdym z nas tkwi indywidualność". Pytanie jest tylko,
czy mamy odwagę wyruszyć na poszukiwanie własnego Ja. Na te właśnie
poszukiwania pozwala nam wolność pozytywna, czyli "wolność do". Większość
ludzi wybiera jednak ucieczkę od wolności - boi się stawić czoła swojej
własnej twórczości, dotrzeć do "szczytu, na którym jest tylko światło,
chłód i samotność" (Jerzy Drobnik). Fromm opisał trzy drogi ucieczki:
autorytaryzm, konformizm i destrukcyjność. Na pierwszej z tych dróg
jednostka zyskuje poczucie siły, kosztem jednak rezygnacji z własnej
niezależności, z własnej tożsamości. Osoba, która wybrała konformizm,
traci zdolność do myślenia krytycznego. Pozwala, aby jej własne myśli
zostały zastąpione przez społeczne schematy i stereotypy. Destrukcyjność
to unikanie własnej bezsilności wobec świata poprzez niszczenie go.
Zdanie, które podsumowuje doskonale pierwsza polowe naszego stulecia,
to słynne "Maszerujemy, choć świat się wali." Glosy zadające pytania
o sens ludzkiej egzystencji zagłuszane są przez spadające bomby i transporty
wojska. Człowiek pokonał sam siebie. Nie mogąc stawić czoła własnej
wielkości i wspaniałości, pogrążył się w destrukcji.
Wiek dwudziesty to z jednej strony przemiany sposobu życia spowodowane
przez rozwój technologii, a z drugiej całkowity brak świadomości tego
faktu. Zawsze problem stanowiło to, że tradycyjny system uwarunkowywania
ludzi tak, aby byli przekonani, iż nie do uniknięcia jest zjawisko ograniczonych
środków, przechodził z pokolenia na pokolenie jako nie kwestionowana
mądrość potoczna, aż w końcu zaczął być uważany za niepodważalna prawdę.
Bogactwo zawsze było czymś, o co trzeba współzawodniczyć i walczyć.
Kiedy niewolnictwo i obszar terytorialny stały się przestarzałymi czynnikami
wobec tego, ze głównym źródłem bogactwa stała się technika, walczyliśmy
o jej posiadanie tak, jak poprzednio walczyliśmy o wszystko inne, a
wszyscy myśleli, ze jest to nieuniknione i naturalne. Nie umieli rozdzielić
starych metod od nowych faktów. "Wyzwolona energia atomu zmieniła wszystko
za wyjątkiem naszego sposobu myślenia." Rozważmy te słowa Alberta Einsteina.
Pierwsza, a potem druga, wojna światowa to załamanie się wszelkich wartości
i ideałów. Dla wielu to kres pokładania nadziei w dobra naturę człowieka.
Tadeusz Borowisk pisze: "Nie ma zbrodni, której by człowiek nie popełnił,
aby siebie ocalić. Ocaliwszy siebie, człowiek popełnia zbrodnie dla
coraz błahszych powodów, potem popełnia je z obowiązku, potem z przyzwyczajenia,
w końcu zaś - dla przyjemności." Ludzie, którzy byli świadkami wojny,
widzieli, jak ziemia staje się Piekłem. Postęp techniczny, zamiast zapewnić
godne warunki życia, został obrócony przeciwko nim. Rzezie o niespotykanej
dotąd skali zostały uwieńczone przerażająca świadomością, że z chwilą
ujarzmienia energii atomu możliwe jest całkowite i ostateczne zniszczenie
całej ludzkiej cywilizacji. Największy niepokój budzi we mnie fakt,
ze w przeciwieństwie do wieków wcześniejszych, wynalazca to nie człowiek,
który korzysta z nowego osiągnięcia inwencji. Wiąże się to z kolosalnymi
konsekwencjami. Ktoś dysponujący narzędziem nie ma już wypływającej
z własnego trudu samodyscypliny, ani poczucia odpowiedzialności, aby
użyć swoich możliwości w sposób rozważny. Najłatwiej oczywiście jest
niszczyć, toteż ucieczka w destrukcję stała się przyczyną wybuchu obu
wojen. Człowiek przegrał swoja walkę o człowieczeństwo. Jednak nie do
końca. Zimna Wojna nie skończyła się Holocaustem. Nadzieja przetrwała.
Jeszcze w czasie II wojny światowej Tadeusz Różewicz nawoływał w wierszu
pt. "Ocalony": "Szukam nauczyciela i mistrza; Niech przywróci mi wzrok,
słuch i mowę; Niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia; Niech oddzieli
światło od ciemności". Sam Rózewicz zatrącił już swoją wrażliwość i
osąd. "A wszystko to za sprawa najstraszliwszej rzeczy, która mogła
przydarzyć się człowiekowi - wojny. Jest ona czymś wbrew ludzkim dążeniom
i pragnieniom, bo przecież nikt z nas nie chce wojny, gdyż przynosi
ona śmierć i cierpienie wielu ludziom, w okrutny sposób rozdziela ich
na zawsze." Władysław Broniewski mówił: "Człowiek jest dobry, mądry,
spokojny (...) Głodu, powietrza ognia i wojny nie chce".
Wojna niszczy również ludzką psychikę - ci którym udało się przeżyć,
już nigdy nie będą tymi samymi ludźmi. Patrzą na swoje twarze odbite
w brudnych kałużach i chcą odzyskać utraconą niewinność. Później, widmo
ostatecznej zagłady w nuklearnej pożodze sprawiło, ze ludzie otrząsnęli
się z długiego koszmaru. Powoli następuje kres epoki autorytaryzmu,
ludzie nie pozwalają już zwieść się niespełnialnym wizjom szaleńców..
W drugim liście do Koryntian czytamy: "Chociaż niszczeje w nas człowiek
zewnętrzny, to jednak ten, który wewnątrz jest, odnawia się z dniem
każdym". Ludzkość, bogata w gorzka wiedze i pomna swojej przeszłości,
kieruje się wreszcie ku lepszej przyszłości, przyszłości świetlanej
i obiecującej. Człowiek nigdy tak do końca nie został zwyciężony. "Człowiek
nie jest stworzony do klęski (...) Człowieka można zniszczyć, ale nie
pokonać" - pisze Ernest Hemingway w swojej powieści Stary człowiek i
morze. Tak wiec droga, którą wędrujemy zawsze sięgać będzie aż po horyzont.
Nie sposób wyjaśnić teraz natury problemów, w obliczu których staniemy.
A gdybyśmy mogli je zrozumieć, nie byłoby potrzeby ich wyjaśniać.
Jedno jest pewne - duch ludzki jest niezłomny i niezniszczalny, nie
można go zwyciężyć. A gdy nadejdą chwile zwątpienia i klęski, przypomnijmy
sobie Galileusza, który wychodząc z sali rozpraw po publicznym wyparciu
się teorii Kopernika w1663 powiedział: "E pur si mouve!" - A jednak
się kreci!
|