W wigilię poszukiwań wraku był zbyt podniecony, by odczuwać zmęczenie. W większości ludzkich dusz natrętna myśl o skarbach wywołuje niezwłocznie taką przemianę, jakiej podlegał doktor Jekyll, stając się panem Hyde'em, Pittem wszakże nie powodowała pazerność, lecz pragnienie by wkroczyć w nieznane i tam podążyć śladami, pozostawionymi przez takich samych awanturników jak on sam, ludzi, którzy żyli i umierali w innej epoce, darowując potomnym dziedzictwo tajemnic ze wszech miar godnych rozwikłania.
Jacy byli ci ludzie, którzy stali na pokładach szesnastowiecznych żaglowców? Co, oprócz łaknienia przygody i mętnej często perspektywy zdobycia fortuny, pchało ich w owe rejsy, trwające często trzy lata albo nawet dłużej, rejsy, w dodatku, odbywane na stateczkach niewiele większch niż współczesne jednopiętrowe budynki na przedmieciach? Całe miesiące bez widoku ziemi, zęby wypadające z powodu szkorbutu, choroby i niedożywienie dizesiątkujące załogi... Z niejednej wyprawy powracali tylko oficerowie, którym przypadły większe i lepsze racje aniżeli zwykłym marynarzom. Z osiemdziesięciu ośmiu ludzi, z jakich miał pod sobą Drake, przechodząc Cieninę Magellana na Pacyfik, pozostało przy życiu pięćdziesięciu sześciu, gdy "Złota Lania" przybijała do nabrzeża w Plymouth.
- Złoto Inków

Drugą poza jedzeniem namiętną pasją Perlmuttera były statki i wraki: zgromadził, zgodnym zdaniem najwybitniejszych archiwistów świata, niezrównany pod względem kompletności zbiór książek i dokumentów na temat historycznych statków. Muzea morskie pod wszystkimi szerokościami i długościami geograficznymi niecierpliwie liczyły dni pozostałe do owej szczęsnej chwili, gdy Perlmutter skona z obżarstwa, one zaś, na kształt ścierwojadów, spadną na jego zbiór i wyszarpniętymi kąskami wzbogacą własne biblioteki.
- Złoto Inków

Major Gowan otrzymał wreszcie meldunek, na który czekał od wielu godzin. [...]Wiedział już, gdzie ukrywa się jego zdobycz. Raz jeszcze skontaktował się z Kazimem i potwierdził wcześniejszą ocenę sytuacji. Zachwycony zwierzchnik natychmiast awansował go na pułkownika i obiecał wysokie odznaczenie za ofiarną służbę.
Gowan odłożył słuchawkę i odetchnął głęboko, z satysfakcją. Udany dzień. Otworzył szafkę przy biurku i wyjął z niej butelkę Remy Martin, którą trzymał na specjalne okazje. A to niewątpliwie była specjalna okazja. Nalał sobie obficie i wypił - i wyszedł z biura. Następnie czterdzieści osiem godzin postanowił spędzić z dala od trudów służbowej rutyny, w swojej willi nad Nigrem, w towarzystwie kochanki Francuzki.
Nie była to decyzja szczęśliwa dla jego Wodza Naczelnego. W chwili, gdy generał Kazim potrzebował pomocy swojego asa wywiadu bardziej niż kiedykolwiek przedtem, świeżo mianowany pułkownik robił ze swych talentów zwiadowczych całkiem inny użytek.
- Sahara

[...] Nie miał w zwyczaju często się uśmiechać, ale kiedy Pitt i Giodino weszli pod eskortą do gabinetu, jowialny uśmiech rozjaśnił jego twarz. Podobnie mógłby się uśmiechać przedsiębiorca pogrzebowy na wieść, że w okolicy wybuchła epidemia tyfusu."
- Sahara

"[...]Parking dla gości był zastawiony wozami transmisyjnymi, wysyłającymi tyle mikrofal, że starczyłoby ich na potrzeby sporej opiekalni kurczaków."
- Zabójcze Wibracje