Co pomyślałbyś o człowieku, który powie: "Chcę mieć kota, ale pod warunkiem, że będzie szczekał"? Twoje twierdzenie, że chciałbyś rząd, ale pod warunkiem że będzie funkcjonował w sposób, jaki ty uważasz za dobry - jest równie zabawne. Reguły polityczne, które kształtują zachowanie agend rządowych po tym jak zostaną utworzone są nie mniej sztywne niż biologiczne prawa determinujące zachowanie kota. Sposób, w jaki działa rząd i konsekwencje tego nie są przypadkowe, nie są skutkiem łatwego do skorygowania ludzkiego błędu, ale konsekwencją natury rządu w takim samym rozumieniu, w jakim miauczenie, a nie szczekanie, jest konsekwencją natury kociej.
Wydarzenia, których jesteśmy świadkami na Bliskim Wschodzie, nie są w tym rejonie niczym nowym. Przyczyn konfliktu arabsko-żydowskiego należy szukać w czasach, gdy państwo Izrael jeszcze nie istniało.
Turyści przyjeżdżający do Izraela mają zazwyczaj w programie wycieczkę do ruin Masady, żydowskiej twierdzy, która w 73 r. broniła się przed Rzymianami. Legioniści Tytusa trzy lata wcześniej zdobyli zbuntowaną Jerozolimę i zburzyli drugą Świątynię. Władzę w niespokojnej Palestynie mieli sprawować aż do roku 395, czemu nie przeszkodziło kolejne żydowskie powstanie, na czele którego stanął w 132 r. Szymon Bar Kochba. Po Rzymianach przyszli Bizantyjczycy, muzułmańska dynastia Seldżuków, krzyżowcy z Zachodu, egipscy Mamelucy, wreszcie – Turcy Osmańscy.
SĄSIEDZI CZY KONKURENCI?
Wybitny przedwojenny historyk żydowski, profesor Uniwersytetu Warszawskiego Majer Bałaban pisał o średniowiecznej Palestynie: „W roku 1267 odwiedził ją Nachmanides i zastał w niej ledwie 3000 rodzin muzułmańskich i około 300 chrześcijańskich. Żydów w kraju prawie nie było, bo już to wyginęli, już to uciekli...”. Na początku XIX w. mieszkało na tym terenie ok. 300 tys. osób, w tym tylko 5 tys. Żydów. I właśnie wtedy w dalekim Sarajewie powstała idea powrotu do Erec Israel. W 1834 r. sarajewski rabin Jehuda Alkalai zdołał przekonać Sir Mosesa Montefioriego, że budowa osad w Palestynie przyspieszy przyjście Mesjasza na ziemię. Montefiori, żydowsko-brytyjski polityk i finansista podjął się mediacji z rządem tureckim oraz materialnie wspierał osadników. Za nim poszli inni, choćby słynny francuski baron Edmond de Rothschild. Żydzi, wobec rosnącego w Europie antysemityzmu, napływali z roku na rok coraz liczniej nad Morze Martwe. Po pogromach w Rosji nastąpiła pierwsza alija, czyli wielka fala żydowskiego wychodźstwa. W 1840 r. było w Palestynie 10 tys. osadników, w 1881 r. – już 24 tys. Pod koniec wieku stanowili oni większość mieszkańców Jerozolimy.
Jednocześnie u europejskich Żydów rodziło się silne – świeckie – poczucie odrębności narodowej. Na ten grunt padały słowa wiedeńczyka Teodora Herzla, zawarte w książce wydanej w 1896 r. pod znamiennym tytułem „Państwo żydowskie” („Der Judenstaat”). Rodził się nowy ruch polityczny – syjonizm, którego zasady skodyfikowali rok później uczestnicy kongresu w Bazylei. Nadszedł czas syjonizmu romantycznego. Spalona słońcem palestyńska ziemia stawała się podstawowym celem i dobrem. Dla syjonistów stanowiła zapowiedź żydowskiego państwa. Niedaleko Jaffy od 1870 r. działała świetna szkoła rolnicza, Mikwe Israel. Powstawały pierwsze kibuce – o dziwo, często zwalczane przez komunistów, którzy widzieli w nich objaw syjonistycznego nacjonalizmu. W pustynnej dolinie Dżezril zakwitły oliwne gaje. Wyrastało skromne żydowskie przedmieście arabskiej Jaffy – Tel Awiw. Dziś Jaffa jest dzielnicą wielkiego Tel Awiwu.
Osadnicza ekspansja wiązała się jednak z usuwaniem sąsiadów, zakorzenionych tu od wieków Arabów, a to nieuchronnie doprowadzić musiało do konfliktu. Naprzeciw siebie stanęli konkurenci do ziemi, nie partnerzy. Dawid Ben Gurion, działacz marksistowskiej partii Robotnicy Syjonu, rozpoczynał karierę polityczną jako robotnik rolny, chcąc dowieść, że praca Żyda jest efektywniejsza od pracy Araba. Ten sam Ben Gurion widział w arabskich robotnikach „naturalnych” komunistów, którzy powinni przeciwstawić się swoim rodzimym ciemiężycielom. Tymczasem arabscy właściciele sprzedawali ziemię w ręce przybyszów, którzy usuwali arabskich dzierżawców i nie chcieli arabskich robotników. Procesu tego nie zahamuje nawet koraniczna klątwa, którą zgromadzenie muzułmańskich uczonych zagrozi w 1935 r. każdemu Palestyńczykowi pozbywającemu się ziemi na rzecz Żyda.
„SIEDZIBA NARODOWA”
Historia nabrała tempa, gdy podczas I wojny światowej Bliskim Wschodem zainteresowały się walczące mocarstwa. Turcja opowiedziała się po stronie Niemiec, nic więc dziwnego, że alianci starali się pozyskać zarówno antyosmańskich Arabów, jak i Światową Organizację Syjonistyczną. W 1916 r. przewodniczący Organizacji Chaim Weizman (późniejszy prezydent Izraela) uzyskał brytyjskie poparcie dla żydowskich projektów, zapisane w tzw. Deklaracji Balfoura. 9 grudnia 1917 r. do Jerozolimy wjechał – zdobywszy wcześniej Gazę i Jaffę – marszałek Edmund Henry Allenby. Rozpoczął się trzydziestoletni, usankcjonowany uchwałą Ligi Narodów okres administracji brytyjskiej. Językami oficjalnymi stały się angielski, arabski i hebrajski.
Zarówno w Deklaracji Balfoura, jak i w uchwale Ligi Narodów mowa jest o stworzeniu w Palestynie „siedziby narodowej” Żydów (przy zachowaniu pełnych praw innych zamieszkałych tu społeczności). Konsekwencją było powstanie Agencji Żydowskiej – organu doradczego współpracującego z administracją brytyjską oraz Rady Rabinicznej, a później także Zgromadzenia Narodowego i Rady Kraju. Znaczącym wydarzeniem było powołanie naczelnego rabina aszkenazyjskiego. Do tej pory w Palestynie „wystarczał” rabin sefardyjski, teraz jednak trzeba było odpowiedzieć na potrzeby imigrantów przybywających masowo z krajów Europy Środkowej i Wschodniej.
Palestyńscy muzułmanie nie mieli skutecznie reprezentujących ich organizacji. Zbyt niechętnie odnosili się do władz mandatowych, a tutejsze wielkie rody zanadto były ze sobą skłócone, by stworzyć wspólny front. W 1920 r. powstała uznana przez Brytyjczyków Najwyższa Rada Muzułmańska, na czele której stanął wpływowy jerozolimski ród Husajnich. Jej głównym zadaniem była kontrola sądów koranicznych, regulujących prywatne życie wyznawców. Z członków Rady wyłonił się Arabski Komitet Wykonawczy, który długo nie uznawał w ogóle mandatu Brytyjczyków, a później pozostawał wobec nich w opozycji. Przeciwko Husajnim występował w dodatku inny arabski ród – Naszaszibi, wspierany potajemnie przez Agencję Żydowską. Jednocześnie Palestyńczycy mogli porównywać swoją sytuację z tym, co działo się w ościennych krajach wyzwolonych spod okupacji ottomańskiej – choć również pozostawały one pod protektoratem państw zachodnich, do głosu dochodzili tam Arabowie. W Damaszku koronowany właśnie został Fajsal z rodu Haszymidów. To pogłębiało frustrację Palestyńczyków.
DWA ŚWIATY
Nic więc dziwnego, że pogłębiał się rozłam między Arabami, a tzw. olim – imigrantami żydowskimi. Oto nagle zetknęły się ze sobą dwa światy. Z jednej strony – społeczność przedkapitalistyczna oparta na zależnościach rodowych, w której większość stanowili analfabeci (bo imperium ottomańskie nie pozwalało Palestyńczykom na edukację), uprawiająca ziemię metodami pamiętającymi nierzadko starożytność. Z drugiej – bardzo zróżnicowana, przywożąca z krajów pochodzenia dawne spory i napięcia grupa imigrantów, w której znaleźli się zarówno ortodoksyjni przybysze z Europy Środkowej, jak i młodzi socjalistyczni entuzjaści. Osadników charakteryzowała jednak umiejętność sprawnego współdziałania i świadomość wspólnego celu.
Musiał nastąpić wybuch. W kwietniu 1920 r. – gdy chrześcijanie świętowali Wielkanoc, Żydzi Paschę, a Arabowie z okazji Nebi Musa pielgrzymowali do grobu Mojżesza – doszło w Jerozolimie do rozruchów. Tłum zaatakował żydowskie domy na Starym Mieście. Polała się krew. Po trzech dniach w więzieniu znaleźli się zarówno Władimir Żabotyński – przywódca radykalnych syjonistów, jak i Hadżi Amin al-Husajni – późniejszy mufti Jerozolimy i zwolennik Hitlera. Brytyjczycy próbowali ratować sytuację za pomocą tzw. pierwszej Białej Księgi, powstałej z inicjatywy ówczesnego ministra ds. kolonii Winstona Churchilla, a stanowiącej interpretację Deklaracji Balfoura: „Rząd chciałby zwrócić uwagę na fakt, że odpowiednie zwroty deklaracji nie mówią, że Palestyna jako całość ma być zamieniona na żydowską siedzibę narodową, lecz że w Palestynie ma być utworzona taka siedziba”. Dokument nie mógł oczywiście zmienić niczego. Rozruchy stały się codziennością: powracały, gdy Wysoki Komisarz zezwalał kolejnej grupie osadników na osiedlenie się w Palestynie albo gdy zapowiadał imigracyjne ograniczenia, gdy gospodarcza koniunktura rosła i gdy malała. Wybuchały nawet wtedy, gdy wydawało się, że Brytyjczykom udało się zmusić obydwie społeczności do współpracy. W 1935 r. powstała w Jerozolimie rada miejska, w której równy udział mieli Arabowie i Żydzi. We wrześniu 1936 r. sytuacja w mieście była jednak już tak groźna, że dla utrzymania spokoju trzeba było sprowadzić dodatkowe oddziały wojska.
Na politykę i ekonomię nakładały się różnice religijne. Wzgórze, na którym znajduje się Mur Zachodni oraz zespół meczetów Haram al-Azarif, stało się od 1928 r. miejscem nieustannych demonstracji. Jeśli Żydzi stawiali przed świętem Jom Kipur ogrodzenie przy „Ścianie Płaczu”, muzułmanie zaczynali roboty remontowe, aby przeszkodzić modlitwom. Jeśli ortodoksyjna młodzież żydowska ruszała w pochodzie na wzgórze, naprzeciwko pojawiał się tłum młodych Arabów. Podczas zamieszek 16 sierpnia 1929 r. zginęło w tym świętym dla obydwu religii miejscu 133 Żydów i 87 Arabów. I tak bez końca...
Istniała już wtedy nielegalna organizacja zbrojna Hagana („Obrona”) – młodzież żydowska, wspierana przez Agencję Żydowską, odbywała ćwiczenia wojskowe, przemycała i produkowała broń. Po drugiej stronie stanął wielki mufti Jerozolimy – Hadżi Amin al-Husajni, cieszący się coraz większym autorytetem wśród rodaków. I nie pomogły wysiłki uczonych związanych z Uniwersytetem Hebrajskim – m. in. Gershoma Sholema, Martina Bubera, Judasa Magnesa, którzy powołali do życia stowarzyszenie Przymierze Pokoju, zmierzające do powołania państwa dwunarodowego. W latach 1936–1939 trwała w Palestynie niewypowiedziana żydowsko-arabska wojna, podczas której doszło do 10 tys. starć zbrojnych – skierowanych także przeciw Brytyjczykom.
MEDIATORZY
W listopadzie 1936 r. przybyła do Palestyny specjalna królewska komisja kierowana przez lorda Williama Roberta Wellesleya Peela. Po rocznej pracy przedstawiła raport, w którym po raz pierwszy przyznano oficjalnie, że Żydów i Arabów nie da się pogodzić i że jedynym rozwiązaniem jest podział kraju na dwie części. Kongres Syjonistyczny, który odbył się w 1937 r. w Zurychu, a także Liga Narodów uznały, że projektu Brytyjczyków nie da się zrealizować. Arabowie zapowiedzieli walkę aż do powołania własnego niepodległego rządu. W lutym 1939 r. znów podjęto negocjacje, tym razem w Londynie. W maju opublikowano kolejną Białą Księgę, zapowiadającą utworzenie państwa palestyńskiego w ciągu 10 lat, ograniczenie imigracji żydowskiej i uzależnienie jej od zgody Arabów. Pomysł był kompletnie nierealistyczny – zbliżała się II wojna światowa, a w III Rzeszy trwały już prześladowania Żydów.
Koniec wojny, w której największą ofiarę ponieśli Żydzi, postawił przed światem dramatyczne pytanie: co zrobić z tymi, którym udało się przeżyć Zagładę, i którzy nie chcą dłużej pozostać w Europie. W Palestynie przez całą wojnę obowiązywał limit imigracyjny, a Brytyjczycy, nie chcąc narażać się Arabom, okazali się nieugięci wobec nacisków międzynarodowej opinii publicznej. Symbolem tej powojennej sytuacji stała się historia statku „Exodus 1947”, na którego pokładzie przybyło 4,5 tys. uchodźców. Okręt został zatrzymany przez straż graniczną (doszło do starć, podczas których zginęło kilka osób), a następnie odesłany z powrotem do Europy. Najpierw znalazł się w Marsylii, a potem w Hamburgu, gdzie policja siłą usunęła pasażerów z pokładu. Już wcześniej Hagana ostrzegała rząd brytyjski, że „jeśli nie wypełni swych obowiązków wynikających z mandatu, przede wszystkim kwestii imigracji – Żydowski Ruch Oporu podejmie wszelkie wysiłki, by powstrzymać przenoszenie baz brytyjskich do Palestyny”. 22 września 1946 roku żydowska organizacja Ecel, na czele której stał Menachem Begin, wysadziła jerozolimski hotel King David, siedzibę brytyjskiej policji.
W czasie gdy „Exodus 1947” powracał do Europy, Brytyjczycy przekazali już kwestię palestyńską do rozstrzygnięcia Organizacji Narodów Zjednoczonych. Ta 29 listopada 1947 roku przegłosowała kres mandatu brytyjskiego na tym terytorium i jego podział na dwa państwa. Działacze syjonistyczni, umiejętnie wykorzystując międzynarodową koniunkturę, przyjęli rezolucję, choć nie zaspokajała ich oczekiwań (poza granicami nie istniejącego jeszcze państwa żydowskiego miały pozostać Judea i Samaria, Zachodni Brzeg Jordanu, a przede wszystkim Jerozolima). Wiedzieli, że otworzyła się droga do stworzenia niepodległego państwa. Tymczasem politycy arabscy zbojkotowali niekorzystną dla siebie uchwałę. Niektóre kraje arabskie miały zresztą własne plany wobec tych terytoriów i wcale nie były zainteresowane powstaniem państwa palestyńskiego.
Początkowo mieszkańcy Palestyny gotowi byli – acz z poczuciem krzywdy – zaakceptować uchwałę ONZ w imię spokoju. Zdarzało się nawet, że arabscy chłopi zawierali swoiste „pakty o nieagresji” z kibucnikami... Dochodziło do strajków i manifestacji, ale partyzantka, którą dowodził Abd al-Kadir (uczestnik irackiego powstania przeciw Brytyjczykom w 1941 r.), nie była zbyt silna. W styczniu 1948 roku weszły jednak do Palestyny wojska Arabskiej Armii Wyzwoleńczej, w której znalazło się 8 tys. ochotników z Syrii, Iraku, Libanu, Arabii Saudyjskiej, Transjordanii i Egiptu.
WOJNA O DROGI
Rozpoczęła się wojna o drogi i osiedla. Hagada zakazała osadnikom opuszczania siedzib, które zamieniły się w twierdze. Krwawe walki toczyły się na szosie między Tel-Awiwem a Jerozolimą. W okrążonym przez Arabów świętym mieście „w sklepach wyprzedano nieomal wszystkie zapasy. Racjonowane porcje chleba zredukowano stopniowo do 120 g dziennie na osobę (...) władze tymczasowe opieczętowały wszystkie istniejące cysterny i same zarządziły dostarczanie i podział wody po wiaderku na głowę mieszkańca przez 5 dni w tygodniu”.
Żydzi zaczęli zdawać sobie sprawę, że oddziały nieprzyjaciela mogą prowadzić działania na wielką skalę wyłącznie dzięki pomocy arabskich mieszkańców okolicznych wsi. W tej sytuacji Hagana rozpoczęła kontratak – operację „Nachszon” (od imienia biblijnego bohatera, który podczas ucieczki z Egiptu jako pierwszy wszedł do Morza Czerwonego). 9 kwietnia doszło do masakry: terroryści z Ecel zamordowali 250 arabskich mieszkańców wioski Dajr Jasin (kilka kilometrów na zachód od Jerozolimy), nie zaangażowanych w wojnę. Przez cały czas trwały zażarte – i nie rozstrzygnięte – walki w Jerozolimie. 25 kwietnia Żydzi ruszyli na Jaffę. Przed atakiem Begin mówił do żołnierzy: „Obowiązuje was tylko jedna komenda – naprzód!”. Londyn żądał pozostawienia miasta w rękach arabskich. Na ulicach pojawiła się angielska piechota i artyleria – szybko powstrzymana przez Żydów. 13 maja Brytyjczycy odeszli, a wraz z nimi wszyscy niemal Palestyńczycy. Arabska Jaffa przeszła w ręce Żydów.
W sobotę 15 maja 1948 r. Brytyjczykom wygasał mandat w Palestynie. Dzień wcześniej, tuż przed rozpoczęciem szabatu Ben Gurion odczytał deklarację niepodległości: „my, członkowie Rady Ludowej, reprezentujący lud żydowski Palestyny oraz światowy ruch syjonistyczny, zebraliśmy się na uroczystym posiedzeniu, w dniu ustania brytyjskiego mandatu Palestyny, na mocy naturalnych i historycznych praw ludu żydowskiego oraz uchwały Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych. Proklamujemy niniejszym utworzenie państwa żydowskiego w Palestynie, które nazywać się będzie Państwo Izrael”. W Deklaracji nie było mowy o kształcie terytorialnym nowego państwa. Gdy odpływały brytyjskie statki, konflikt żydowsko-arabski rozpalał się coraz bardziej. Nadchodziła kolejna wojna.
Przy pisaniu tego artykułu korzystałam z książek: „Izrael” Andrzeja Chojnowskiego i Jerzego Tomaszewskiego (Warszawa, 2001) oraz „Żydzi i Arabowie. Historia współczesnego Izraela” Doris Bensimon i Eglala Errery (Warszawa, 2000).
Politycy i żołnierze
Allenby Edmund Henry Hynman (1861–1936), brytyjski marszałek polny, ostatni dowódca królewskiej kawalerii; w 1917 r. jako dowódca brytyjskich Egipskich Sił Ekspedycyjnych zdobył Palestynę; do 1920 r. – jej wojskowy gubernator; w latach 1919–25 Wysoki Komisarz Egiptu.
Balfour Arthur James (1848–1930), w latach 1916–1919 minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, autor tzw. Deklaracji Balfoura.
Begin Menachen (1913–1992), prawnik, działacz syjonistyczny, polityk izraelski; w 1939 r. uciekł z Warszawy do Wilna; w 1940 aresztowany przez władze sowieckie i zesłany na Syberię; w 1943 przybył z armią gen. W. Andersa do Palestyny gdzie pozostał i stanął na czele paramilitarnej organizacji żydowskiej Irgun Cwai Leumi; w 1948–83 przewodniczący partii Herut; od 1977 premier Izraela; w 1978 podpisał porozumienie z Egiptem w Camp David, za co przyznano mu Pokojową Nagrodę Nobla (wraz z A. as – Sadatem); w 1983 wycofał się z życia politycznego.
Ben Gurion Dawid (1886–1973), pierwotnie Grün; urodzony w Płońsku polityk izraelski; student Uniwersytetu Warszawskiego; od 1906 w Palestynie; w latach 1911–14 studiował
w Stambule: podczas I wojny światowej prowadził działalność syjonistyczną w USA; w 1920 r. zakładał Powszechną Organizację Robotników Żydowskich Ziemi Izraela (Histadrut); w latach 1935–48 przewodniczył Komitetowi Wykonawczemu Agencji Żydowskiej; w latach 1948–53 i 1955–63 był premierem Izraela; kilkakrotnie pełnił również funkcję ministra obrony; w 1970 r. wycofał się z życia politycznego.
Husajni al-Hadżi Amin (1897–1974), polityczny i duchowy przywódca palestyński wywodzący się ze spokrewnionej z Mahometem rodziny Husajni; od 1921 r. wielki mufti Jerozolimy; w 1936 założył Wysoki Komitet Arabski; w latach 1936–39 przewodził powstaniu arabskiemu, pozostając od 1937 r. na emigracji w Syrii, Libanie i Iraku; od 1941 r. przebywał we Włoszech i Niemczech, nawołując rodaków do wsparcia państw Osi; aresztowany w 1945 r. przez Francuzów, uciekł rok później do Egiptu, gdzie został uznany za reprezentanta ludności palestyńskiej; w 1948 r. współtworzył rząd i parlament palestyński z siedzibą w Gazie; od 1959 r. przebywał w Libanie; od 1964 r. zwalczał Organizację Wyzwolenia Palestyny.
Weizmann Chaim (1874–1952), urodzony koło Pińska chemik i polityk żydowski; w 1919 r. brał udział w paryskiej konferencji pokojowej; w latach 1920–31 i 1935–46 był przewodniczącym Światowej Organizacji Syjonistycznej; w 1929 współzakładał Agencję Żydowską; był zwolennikiem ugody z Wielką Brytanią; w 1947 r. reprezentował interesy zwolenników powstania państwa żydowskiego w ONZ; w latach 1948–49 tymczasowy prezydent Izraela; w latach 1949–52 – prezydent.
„TP” nr 16/2002, 21 kwietnia
Żydzi i Arabowie: dzieje konfliktu (2)
Młode państwo rośnie w siłę
AGNIESZKA SABOR
Aby zrozumieć tragedię, która rozgrywa się dziś na Bliskim Wschodzie, trzeba sięgnąć do historii ostatnich stu lat. Przed tygodniem przedstawiliśmy wydarzenia, które doprowadziły do powstania państwa Izrael. Dziś – historia żydowsko-arabskich zmagań, jakie towarzyszyły jego istnieniu. Za tydzień trzecia część historii konfliktu żydowsko-arabskiego.
Kilka godzin po tym, jak 14 maja 1948r. Ben Gurion odczytał deklarację założycielską Izraela, do Palestyny weszły wojska pięciu krajów Ligi Arabskiej. Premier młodego państwa oświadczył, że do walki stanie „jeden przeciwko czterdziestu”, Dawid przeciwko Goliatowi. Arabowie powtarzali, że ich celem jest „zepchnięcie Żydów do morza”.
KIBUCNICY I LEGIONIŚCI
Tymczasem obie strony nie były przygotowane do wojny na tak szeroką skalę. W obozie arabskim trwały nie kończące się waśnie. Ambicje króla Transjordanii Abdullaha, który chciał po prostu zająć część Palestyny, rozmijały się z interesami unikającego zatargów z Żydami króla Egiptu. Faruk do końca zastanawiał się, czy wziąć udział w inwazji, a kiedy wreszcie się na nią zdecydował, zrobił to niemal wyłącznie w celu pokrzyżowania planów konkurentowi. Trwał odwieczny spór między dwiema spokrewnionymi z Prorokiem Mahometem rodzinami – Haszymidów i Husajnich. Najmniej chodziło o stworzenie zagwarantowanego decyzją ONZ państwa palestyńskiego.
Konflikty pojawiały się także po stronie żydowskiej. Nie istniała przecież jeszcze podporządkowana rządowi regularna armia. Dopiero 26 maja 1948 r. utworzono Siły Obronne Izraela, w które wcielono członków różniących się między sobą politycznie organizacji paramilitarnych Hagana, Ecel i Lehi. Niedawni bojówkarze z trudem przemieniali się w żołnierzy. Kiedy dowództwo armii chciało przejąć przeznaczony dla Ecel transport broni, który pod koniec czerwca przypłynął z Francji, doszło do rozruchów, na czele których stanął Menachem Begin. Premier Ben Gurion rozkazał ostrzelać statek. Byli zabici i ranni.
W pierwszej fazie wojny, gdy młode państwo wydawało się jeszcze efemeryczną mgławicą, jego najbardziej skuteczną formacją wojskową okazali się uzbrojeni mieszkańcy kibuców. Tak było chociażby wtedy, gdy wojska syryjskie chciały otworzyć sobie drogę do Doliny Jordanu: nie dopuścili do tego obrońcy Deganii (na południe od Jeziora Tyberiadzkiego), miejscowości, w której na początku XX w. narodził się ruch kibuców.
BITWA O ŚWIĘTE MIEJSCA
Najważniejszym miejscem tej wojny stała się jednak Jerozolima. Rezolucja ONZ z listopada 1947 r. gwarantowała miastu status międzynarodowej enklawy na terytorium arabskiego państwa. Początkowo wydawało się, że wszystkie strony konfliktu akceptują tę decyzję. Jeszcze w kwietniu 1948 r. przedstawiciele Agencji Żydowskiej i palestyńskich Arabów spotkali się w Nowym Jorku, gdzie uzgodnili przerwanie walk w mieście i respektowanie jego ponadpaństwowego charakteru. Ale kiedy kilka dni później stojący na czele Legionu Arabskiego brytyjski oficer kontraktowy Glubb Pasza zaatakował okoliczne osiedla żydowskie, dowództwo Hagany odczytało to (wbrew intencjom generała) jako zapowiedź arabskiego ataku na Jerozolimę. Po wyjściu brytyjskich żołnierzy Żydzi – łamiąc rozejm – zajęli kluczowe punkty w śródmieściu. W tej sytuacji król Abdullach postanowił wystąpić jako obrońca świętych miejsc islamu (tu znajdował się zresztą także grób jego ojca) i 16 maja zmusił Glubba, by wkroczył do Jerozolimy. Następnej nocy Legion Arabski zajął Górę Oliwną, rankiem sforsował Bramę Lwów. 24 maja rozpoczął się szturm na Stare Miasto. Po czterech dniach walk pozbawieni żywności i amunicji Żydzi skapitulowali. Przez kilkanaście najbliższych lat nie będą mieli dostępu do najważniejszego dla judaizmu miejsca kultu – Muru Zachodniego...
Pomimo zdobycia Starego Miasta przez Arabów, inicjatywa na wszystkich frontach zaczęła jednak stopniowo przechodzić w ręce Żydów. Kolejne rozejmy Izrael wykorzystywał bowiem na rozbudowę armii. W lipcu 1948 r. liczyła już ona 60 tys. żołnierzy, w październiku – 90 tys. W Czechosłowacji, później także we Francji i USA kupowano broń, sprytnie omijając wszelkie obowiązujące zakazy. Dochodziło do spektakularnych akcji, chociażby wtedy, gdy kilka brytyjskich bombowców sprowadzono do Izraela najzupełniej legalnie – jakoby na potrzeby produkcji dokumentalnego filmu o historii RAF-u.
NEGOCJACJE
W połowie maja 1948 r. wiadomo już było, że konflikt żydowsko-arabski rozwija się tak dynamicznie, że rezolucji ONZ z listopada 1947 r. w żaden sposób nie da się zrealizować. Niewiele pomógł uczciwy, ale zupełnie nie znający Bliskiego Wschodu szwedzki dyplomata Folke Bernadotte – mediator z ramienia Organizacji. 18 września, w dzień po napisaniu raportu, który miał zostać przedstawiony na zbliżającej się właśnie paryskiej sesji Zgromadzenia Ogólnego, Bernadotte zamordowany został w Jerozolimie przez terrorystyczną grupę Sterna.
Dopiero w styczniu 1949 r. – gdy Zachód dostrzegł już w Izraelu najsilniejsze państwo regionu – podjęte zostały na wyspie Rodos, przy współudziale nowego mediatora ONZ Ralpha Bunche, rozmowy pokojowe. Znów ujawniły się spory wśród Arabów – tak jak jeszcze niedawno każde z państw Ligi prowadziło działania wojenne osobno, tak teraz osobno zasiadały do stołu rokowań. Te zakończyły się jedynie rozejmem. Choć państwa arabskie nie chciały uznać istnienia państwa Izrael, to praktycznie nastąpił jednak podział Palestyny. Transjordania otrzymała Judeę i Samarię, Egipt – Strefę Gazy. 77 proc. terytorium przypadło w udziale Izraelczykom – o 21 proc. więcej niż przewidywała to rezolucja ONZ z listopada 1947 r.
WYGNANIE CZY UCIECZKA?
Kiedy sto lat wcześniej w Europie rodził się syjonizm, nikt z jego przywódców nie zaprzątał sobie głowy kwestią mieszkających na terenie nie istniejącego jeszcze państwa żydowskiego Palestyńczyków. Stanowili oni wyłącznie pewien nieistotny margines, nie mieszczący się w romantycznych marzeniach przyszłych Izraelczyków. Realny problem dostrzeżono dopiero wtedy, gdy muzułmanie okazali się przeszkodą na drodze do Erec Israel. Josef Weitz, dyrektor departamentu osadnictwa Żydowskiego Funduszu Narodowego myślał o masowym przesiedleniu Arabów do państw ościennych już w czasie palestyńskiego powstania w latach 1936–1939. W kwietniu 1948 r. – gdy muzułmańscy mieszkańcy pogrążonych w wojnie wiosek zaczęli je w popłochu opuszczać, gdy rzesze arabskich robotników wybierały emigrację, obawiając się o swoje miejsce pracy w środowisku, w którym władzę sprawowali już Żydzi – Weitz mówił, że „stworzony przez uciekinierów stan anarchii winien być wykorzystany dla uwolnienia Palestyny od problemu arabskiego”. Wkrótce potem przedstawił plan ewakuacji, który szybko spotkał się z aprobatą dowódców Hagany i (co oczywiste) osadników. Dodajmy, że wciąż bardzo żywa była pamięć Holokaustu, a Arabowie uważani byli za popleczników nazistów.
Izraelskie ataki na osiedla arabskie miały przede wszystkim cele militarne. Chodziło o pozbawienie palestyńskiej partyzantki zaplecza. Jednocześnie niszczono jednak pola uprawne, rujnowano handel i rzemiosło. Na to – zwłaszcza po masakrze w Dajr Jasin – nakładał się zwykły ludzki strach, podsycany zresztą skutecznie przez propagandę obydwu walczących stron. Dowódca frontu południowego Jigal Allon donosił: „Zgromadziłem wszystkich żydowskich muhtars, którzy mieli kontakty z Arabami i poprosiłem ich o rozpowiadanie, że wielkie siły żydowskie nadejdą do Galilei, paląc wszystkie wioski w dolinie Hula. Mieli sugerować po przyjacielsku Arabom ucieczkę, póki jeszcze czas”. Z czasem żołnierze żydowscy poszli krok dalej: siłą zaczęli zmuszać Arabów do odejścia. Jeden z dowódców Hagany pisał: „Nie odeszli oni chętnie, toteż nie było możliwości uniknięcia użycia siły i strzałów ostrzegawczych, aby zmusić ich do przemaszerowania 15 mil, aż do miejsca, gdzie napotkali żołnierzy Legionu Arabskiego”.
W czerwcu 1948 r. rząd izraelski odebrał uchodźcom prawo do powrotu oraz do ubiegania się o porzucony majątek. Wydane w dwa lata później „Prawo o własności nieobecnych” stanowiło, że każdy, komu przysługuje obywatelstwo izraelskie, ale kto pomiędzy 29 listopada 1947 r. a 1 września 1948 opuścił miejsce zamieszkania, traci – jako „nieobecny” – możliwość dysponowania porzuconym majątkiem. Prawo to dotknęło ponad 700 tys. pozostających poza Izraelem palestyńskich Arabów.
OBYWATELE I EMIGRANCI
Ci Arabowie, którzy pozostali i uzyskali obywatelstwo Izraela, stanowili dla młodego państwa poważny – polityczny, ekonomiczny, ale także kulturalny i psychologiczny problem. Dwie społeczności różniły się między sobą wszystkim: historią, typem religijności, poziomem wykształcenia, punktem startu w konkurencji rynkowej. Rząd izraelski, choć skoncentrowany na problemach żydowskich mieszkańców, próbował podejmować inicjatywy pobudzające aktywność Palestyńczyków. W 1961 r. Departament Arabski Urzędu Premiera opracował – finansowany później w całości przez państwo – pięcioletni plan rozwoju rolnictwa arabskiego. Coraz więcej Arabów podejmowało pracę w innych, „żydowskich”, sektorach gospodarki, np. w budownictwie. Nieliczni Palestyńczycy wchodzili do aparatu państwowego – w latach 1951–1960 zasiadało w Knesecie pięciu arabskich deputowanych (wybranych z list komunistycznych). Powstawały publiczne szkoły, w których językiem nauczania był arabski. Pomysł burmistrza Hajfy Abby Housniego, by tworzyć szkoły zintegrowane, dla dzieci obydwu narodowości, nie znalazł jednak poparcia ani wśród Żydów, ani wśród Arabów.
Trudno było bowiem mówić o jakiejkolwiek integracji. Choć poziom życia Palestyńczyków na pewno się poprawiał, to przecież nie mieli oni szans dorównać prężnej i nowoczesnej gospodarce żydowskich osadników. To potęgowało frustrację, rodziło poczucie wykluczenia. Wiele kontrowersji budził fakt zwolnienia Arabów z – jakże ważnego w tym kraju – powszechnego obowiązku służby wojskowej. Choć z jednej strony Izraelczycy nie mieli zaufania do palestyńskich żołnierzy, a w dodatku obawiali się, że w razie kolejnej wojny z państwami arabskimi po dwóch stronach frontu mogą stanąć członkowie tej samej rodziny, to z drugiej – Żydzi mieli poczucie niesprawiedliwości i nierównomiernego rozłożenia obowiązków wynikających z izraelskiego obywatelstwa.
Zupełnie inaczej przedstawiała się sytuacja Palestyńczyków, którzy w wyniku wojny znaleźli się poza krajem. Większość z nich uciekła na tereny znajdujące się pod władzą Jordanii, inni znaleźli się w administrowanej przez Egipt Strefie Gazy, w Libanie lub Syrii. Wbrew nadziejom Izraela te rolnicze, biedne państwa nie były w stanie wchłonąć imigrantów – zapewnić im miejsc pracy, możliwości stałego osiedlenia się i rozwoju. Zresztą nie chcieli tego także sami uchodźcy. Większość pozostawała w stworzonych dzięki ONZ obozach, licząc na rychły powrót do domu, co stawało się coraz bardziej nierealne ze względu na politykę wewnętrzną Izraela. Status uchodźcy stawał się więc dziedziczny. W obozach rodziło się nowe pokolenie Palestyńczyków, które w przyszłości kontynuować będzie wojnę przeciw Izraelczykom.
KOLEJNE WOJNY
W 1949 r. wojna zakończyła się rozejmem, a nie traktatem pokojowym. Państwa arabskie nadal nie uznawały Izraela – bojkotowały go zarówno politycznie, jak i gospodarczo, nie zezwalając np. na żeglugę przez Kanał Sueski. Jordania wyburzała zabytkowe synagogi na jerozolimskim Starym Mieście. Egipt wspierał palestyńskich partyzantów atakujących ze Strefy Gazy nadgraniczne osiedla żydowskie, coraz bardziej przypominające uzbrojone fortece. Gdy Żydzi rozpoczęli osuszanie bagien w zdemilitaryzowanej strefie Doliny Hula, Syria ogłosiła przejęcie tych terenów. Musiało dojść do nowego, otwartego konfliktu.
Jego zwiastuny pojawiły się w lipcu 1952 r., kiedy doszło do obalenia monarchii w Egipcie. W dwa lata później Wlk. Brytania podpisała porozumienie o ewakuacji wojsk znad Kanału Sueskiego. Izrael liczył na to, że nowa sytuacja polityczna ułatwi otwarcie tej drogi dla żeglugi izraelskiej. Transportowiec „Bat Galim” wpłynął na wody Kanału, straż egipska zatrzymała go jednak, aresztując załogę. W odwecie wywiad izraelski zorganizował ataki bombowe w Kairze – zamachowcy zostali schwytani, a dwóch z nich skazano na karę śmierci. W lutym 1955 wojska izraelskie weszły ostrzegawczo do Strefy Gazy. Wkrótce potem rozpoczęły się rozmowy między Izraelem a tracącymi swe wpływy na tym terenie zachodnimi mocarstwami: Wlk. Brytanią i Francją. 24 października 1956 r. trzy kraje podpisały porozumienie w Sčvres. Pięć dni później rozpoczęła się wojna sueska. Pierwszy izraelski batalion został zrzucony w okolice Przełęczy Mitla.
Zakończenie wojny w marcu 1957 r. przyniosło militarną klęskę i polityczny sukces Egiptowi, który mimo trwającej właśnie „zimnej wojny” uzyskał wsparcie zarówno Związku Radzieckiego (zadowolonego z faktu, że oczy świata odwracają się od wydarzeń na Węgrzech), jak i Stanów Zjednoczonych (które zagroziły europejskim sojusznikom wstrzymaniem pomocy gospodarczej). Administracja egipska wróciła do Strefy Gazy. Izrael uzyskał możliwość korzystania z wód Cieśniny Tirańskiej, ale nie zagwarantował sobie prawa do żeglugi po Kanale Sueskim. Po raz pierwszy jednak – i to stanowiło największe żydowskie osiągnięcie w tej wojnie – młode państwo zaistniało na arenie międzynarodowej jako aktywny uczestnik polityki bliskowschodniej.
Następne dziesięciolecie to okres wyścigu zbrojeń. Bliski Wschód stawał się areną, na której coraz częściej walczyły o wpływy Związek Radziecki i Stany Zjednoczone. Przywódca Egiptu Gamal Abdel Naser starał się wykorzystać zdobytą w czasie wojny sueskiej popularność w świecie arabskim. Swój autorytet chciał budować także jako rzecznik praw Palestyńczyków. To właśnie dlatego w 1964 r. z inicjatywy Egiptu i Jordanii powstała Organizacja Wyzwolenia Palestyny. Powołana – dodajmy – jako przeciwwaga dla popieranej przez Syrię, istniejącej od lat 50. radykalnej organizacji al-Fatah („Zwycięstwo”).
Układ sił w rejonie szybko zmieniał się na niekorzyść Izraela, który w dodatku tracił bezwzględne poparcie mocarstw zachodnich. Propaganda państw ościennych budziła niepokoje w społeczeństwie izraelskim. W tej sytuacji politycy żydowscy, licząc na poprawę sytuacji strategicznej, podjęli decyzję o wojnie. Rozpoczęła się o świcie 5 czerwca 1967 r. atakiem na Egipt. W kilka godzin później do działań wojennych dołączyły Syria i Jordania. O wyniku przesądził jednak już pierwszy atak izraelskich samolotów, który kompletnie zniszczył lotnictwo egipskie zgromadzone na Synaju. Wojska lądowe zajęły Strefę Gazy i ruszyły w kierunku Kanału Sueskiego. W izraelskiej prasie pojawił się slogan głoszący, że jest on najlepszą zaporą przeciwczołgową. Gdy Jordańczycy rozpoczynali ostrzał Tel Awiwu i wkraczali do budynku zajmowanego w Jerozolimie przez misję rozjemczą ONZ, samoloty przeciwnika nadlatywały nad Amman. Wkrótce potem oddziały żydowskie dotarły do jerozolimskiego Starego Miasta. 7 czerwca po krwawych walkach (wojsko izraelskie miało zakaz użycia w mieście ciężkiej artylerii) Legion Arabski wycofał się z Jerozolimy. Rabin Szlomo Goren i szef sztabu Mosze Dajan włożyli między kamienie odzyskanej Ściany Płaczu karteczkę z tekstem prastarej modlitwy: „Niech będzie pokój dla Izraela”. Wieczorem 10 czerwca ustały walki.
Izrael był już bliskowschodnim mocarstwem, ale skutki zwycięstwa kryły w sobie zapowiedź kolejnych niebezpieczeństw. Jerozolima wschodnia została połączona z zachodnią. Izraelczycy przejęli Strefę Gazy, Zachodni Brzeg Jordanu, Wzgórza Golan – obszary zamieszkane w większości przez Arabów, często uciekinierów lub wygnańców z terenów państwa Izrael, pamiętających jeszcze wydarzenia roku 1948 i masakrę w Dajr Jasin. Widzieli oni w Żydach wyłącznie agresorów i sprawców dotykających ich nieszczęść. „Terytoria okupowane” na długie lata staną się ogniskiem nienawiści, wojny i terroru.
Przy pisaniu tekstu korzystałam z książek „Izrael” Andrzeja Chojnowskiego i Jerzego Tomaszewskiego oraz „Żydzi i Arabowie. Historia współczesnego Izraela” Doris Bensimon i Eglala Errery.
„TP” nr 17/2002, 28 kwietnia
Żydzi i Arabowie: dzieje konfliktu (3)
Wojna czy pokój?
AGNIESZKA SABOR
Aby zrozumieć tragedię, która rozgrywa się dziś na Bliskim Wschodzie, trzeba sięgnąć do historii ostatnich stu lat. W ostatnich dwóch numerach przedstawiliśmy wydarzenia, które doprowadziły do powstania państwa Izrael oraz pierwszą część historii żydowsko-arabskich zmagań, jakie towarzyszyły jego istnieniu. Historię konfliktu doprowadzamy do chwili objęcia rządów w Izraelu przez premiera Szarona, która stała się początkiem kolejnego etapu dramatu.
Ziemie, w których posiadanie wszedł Izrael w czerwcu 1967 r., były dowodem militarnego sukcesu, ale zapowiadały też niepewną przyszłość. Żydzi stali się właścicielami terytoriów zamieszkałych niemal wyłącznie przez Arabów, dla których Izrael był agresorem. Na terenach okupowanych pojawili się pierwsi osadnicy, wywodzący się z ortodoksyjnych organizacji Ruch Ziemia dla Izraela oraz Blok Wiernych. Jeden z nich mówił: „Terytorium Erec Israel jest święte. Zobowiązuje to do jego zachowania, gdy zostało wyzwolone spod obcego panowania, oraz do zasiedlenia, nawet wbrew autorytetowi rządu”. 12 kwietnia 1968 r. pierwszych dziesięć rodzin przybyło do Hebronu. Rok później Mosze Dajan wzywał już do budowy na tych terenach wielkich żydowskich miast. Budziło to oczywiście opór Arabów: dochodziło do demonstracji i starć z policją, mordowano pośredników handlowych, mieszkańcy nowych żydowskich osiedli coraz częściej musieli starać się o wojskową ochronę.
OKUPANCI I TERRORYŚCI
Izraelczycy nie chcieli powtarzać błędów Brytyjczyków. Wiedzieli, jak wielkie znaczenie ma dla nich samych szybka poprawa warunków życia Palestyńczyków. Walter Ejtan wspominał: „Jakkolwiek było bardziej niż prawdopodobne, że większa część tych terytoriów nie pozostanie trwale pod władzą Izraela, inwestowano znaczne sumy w ich rozwój. Budowano drogi, rozwijano system oświatowy, wprowadzano nowoczesne metody agronomiczne, przeprowadzano wybory do rad miejskich i wiejskich, wspierano eksport i import towarów, budowano domy dla nomadów beduińskich”.
Mimo to „wspaniałomyślni okupanci” nie byli w stanie zaspokoić niepodległościowych dążeń Palestyńczyków, którzy dostrzegali już w sobie niezależny naród. W utrzymywanych głównie z izraelskich funduszy państwowych szkołach (dzięki którym wśród Palestyńczyków jest dziś znacznie mniej analfabetów niż w innych społecznościach arabskich) powstawały ośrodki konspiracji palestyńskiej. Coraz większą popularnością cieszyły się idee głoszone przez Organizację Wyzwolenia Palestyny. Polityczna działalność Organizacji rozwijała się na emigracji. Do Izraela i na tereny okupowane wysyłała ona jednak dobrze wyszkolone grupy terrorystyczne. Palestyńska Karta Narodowa – rodzaj manifestu OWP – głosiła: „Działania fedajnów są podstawowym środkiem palestyńskiej wojny wyzwoleńczej. Wymaga to jej eskalacji, szerokiego zasięgu i mobilizacji wszelkich palestyńskich ludowych i edukacyjnych poczynań oraz ich zorganizowania i włączenia do zbrojnej rewolucji palestyńskiej”.
Po wojnie sześciodniowej politycy izraelscy byli przekonani, że kraje arabskie zasiądą do negocjacji. Przecież izraelskie wojska znalazły się niecałe 100 km od Kairu! Tymczasem odpowiedź trzynastu państw arabskich brzmiała: „Nie będzie rozmów z Izraelem, nie będzie pokoju z Izraelem, nie będzie uznania tego państwa”. W tej sytuacji także wśród Żydów narastały nastroje zmierzające do konfrontacji. Premier Golda Meir mówiła: „To ja jestem Palestynką” i dodawała „Dla mnie najwyższą moralnością jest to, że lud żydowski ma prawo do istnienia”.
Rozpoczynała się „wojna na wyczerpanie”, drobne incydenty zbrojne stały się w latach 1969-70 codziennością. Egipcjanie regularnie prowadzili ostrzał artyleryjski Izraela, Izrael rewanżował się rajdami spadochroniarzy w głąb terytorium przeciwnika. Zakupione w Stanach Zjednoczonych myśliwce bombardujące Phantom pojawiały się nad Port Saidem, Suezem i Kairem. Skala tej operacji lotniczej porównywana była do amerykańskich działań w Wietnamie. W lutym 1970 Naser zwrócił się o pomoc do Rosjan. ZSRR skierował do Egiptu 200 pilotów, 12 tys. artylerzystów i 4 tys. oficerów wojsk lądowych. Choć „wojna na wyczerpanie” nie przyniosła żadnych rozstrzygnięć militarnych, to jednocześnie ukazała nowe oblicze konfliktu żydowsko-arabskiego. Po raz pierwszy wzięły w niej udział walczące o światową dominację supermocarstwa: Stany Zjednoczone i Związek Radziecki.
DZIEŃ POJEDNANIA
We wrześniu 1970 umarł Naser. Jego następcą został nie doceniany przez izraelskich polityków Anwar Sadat. W lipcu 1972 nowy przywódca Egiptu zwrócił się do Rosjan z prośbą o wycofanie wszystkich „specjalistów”. Zamienił ich na kolejne dostawy radzieckiej broni. Wydawało się, że Egipt może już podjąć walkę z Izraelem samodzielnie i doprowadzić do wycofania się Żydów z Synaju.
6 października 1973 – w dniu, w którym rozpoczynało się żydowskie Święto Pojednania i arabski Ramadan – wojska egipskie przeprawiły się na wschodni brzeg Kanału Sueskiego. Na Wzgórzach Golan jedna brygada izraelska walczyła z trzema dywizjami syryjskimi. Po trzech dniach Izrael stanął wobec niebezpieczeństwa przesunięcia się linii frontu bezpośrednio na jego terytorium. Szalę zwycięstwa na stronę żydowską przeważyły dopiero ataki lotnicze: bombardowano, nie licząc się z własnymi stratami, syryjskie budynki rządowe, rurociągi, elektrownie. W efekcie nastąpił arabski odwrót za linię demarkacyjną ustaloną w 1967. Izraelczykom to jednak nie wystarczało – 11 października ruszyli w kierunku Damaszku. Powstrzymało ich dopiero wezwanie Waszyngtonu, do którego wcześniej zwróciła się Moskwa, grożąc militarnym wsparciem syryjskich sojuszników.
Na Synaju, gdzie wojska egipskie szykowały się właśnie do ofensywy, doszło do wielkiej bitwy pancernej, w której już w pierwszych godzinach walki Egipcjanie stracili 250 maszyn. Izraelski generał Szaron natychmiast zaproponował wykorzystanie luki między dwiema arabskimi armiami i przekroczenie Kanału. Ta operacja zadecydowała o wyniku wojny. W nocy z 17 na 18 października armia izraelska zagroziła Suezowi.
Prezydent Egiptu zwrócił się do Związku Radzieckiego i Stanów Zjednoczonych o ustanowienie sił ONZ, które wymusiłyby zawieszenie broni. Wkrótce siły międzynarodowe pojawiły się na pograniczu egipsko-izraelskim. W lutym 1974 podjęto rozmowy, w wyniku których Izraelczycy wycofali się w głąb Synaju. Egipt mógł wznowić żeglugę na Kanale. Młodemu żydowskiemu państwu znów udało się obronić. Tym razem koszta były jednak ogromne. Jeden z uczestników wojny Jom Kipur wspominał: „Między poległymi znalazłem co najmniej dwóch, którzy byli jedynymi synami ludzi uratowanych z Holocaustu. Znów poczułem się jak w potrzasku, bez przyjaciół, którzy podaliby nam pomocna rękę”.
Droga do pokoju była długa i prowadziła aż do Camp David, gdzie 5 września 1978, korzystając z amerykańskiej pomocy, rozpoczęto negocjacje egipsko-izraelskie. Po trzynastu dniach ustalono najważniejsze punkty traktatu: ustanowienie stosunków dyplomatycznych między obu krajami, wycofanie się Izraela z Synaju, przyznanie flocie izraelskiej prawa do żeglugi po Kanale Sueskim. Ogólnikowo wspomniano o autonomii dla Palestyńczyków. W grudniu tego roku Menachem Begin i Anwar Sadat otrzymali pokojową Nagrodę Nobla.
„O POKÓJ DLA GALILEI”
W tym czasie Izrael zainteresował się sytuacją w Libanie. Mieszkający tam palestyńscy uchodźcy – których biedne i pogrążone w wewnętrznych konfliktach państwo nie mogło wchłonąć – tkwili w poczuciu wykluczenia. Wielkie wpływy osiągała wśród nich silna, korzystająca z pieniędzy otrzymywanych od naftowych potęg Organizacja Wyzwolenia Palestyny. Stanowiła ona dla Izraela realne niebezpieczeństwo terroryzmu, czego najbardziej spektakularnym znakiem był atak Palestyńczyków na wioskę olimpijską w Monachium; w odwecie izraelski wywiad zamordował w Bejrucie trzech działaczy OWP.
W Izraelu czekano tylko na pretekst. Stał się nim zamach, do którego doszło 3 czerwca 1982 r. w Londynie: ambasador Szlomo Argow został postrzelony przez młodego Palestyńczyka. Rozpoczęła się bezwzględna i krwawa operacja „O pokój dla Galilei”. Armia izraelska szybko zajęła południowy Liban i okrążyła Bejrut, w którym przebywało kilka tysięcy fedajnów. Przywódca OWP Jasir Arafat zaczął zdawać sobie sprawę z konieczności ewakuacji, żadne państwo arabskie nie chciało jednak wpuścić na swe terytorium uzbrojonych bojowników. Wreszcie część z nich ewakuowano do Jordanii, Jemenu, Sudanu i Iraku, część zaś do Tunezji i Algierii. Sam Arafat na pokładzie greckiego liniowca „Atlantis” odpłynął do Tunisu. W maju 1983 r. Izrael i Liban podpisały układ pokojowy. Obydwa państwa zobowiązały się, że nie dopuszczą, by ich terytoria stały się bazą wypadową dla działań wymierzonych przeciw drugiej stronie. Dla Libanu nie nadszedł jednak czas pokoju. Z ogarniętego wojną domową kraju wycofały się zarówno siły pokojowe ONZ, jak i Izraelczycy.
INTIFADA
Tymczasem na terytoriach okupowanych do głosu dochodziło pokolenie, które pamiętało wojnę Jom Kipur. Jeden z zagranicznych dziennikarzy pisał: „Gaza przypomina kocioł pod ciśnieniem, który lada chwila eksploduje”. Jego proroctwa wypełniły się w grudniu 1987 – to właśnie tutaj, w Strefie Gazy, wybuchła intifada, palestyńskie powstanie. Zaczęło się od drobnego na pozór wydarzenia: izraelska ciężarówka wjechała na samochód osobowy, zabijając arabskich pasażerów. Na ulicach pojawiła się młodzież, rzucając kamieniami w izraelskie posterunki i podpalając samochody z izraelską rejestracją. Arabscy robotnicy zaprzestali pracy w Izraelu. Główną bronią Palestyńczyków stawały się zamachy terrorystyczne. Z Gazy ruch rozprzestrzenił się szybko na Zachodni Brzeg Jordanu i Wschodnią Jerozolimę. W styczniu 1988 narodził się Islamski Ruch Oporu – Hamas, głoszący, że na każdym muzułmaninie spoczywa obowiązek świętej wojny z Izraelem. Latem powstało Zjednoczone Narodowe Kierownictwo Powstania, w skład którego weszli przedstawiciele OWP.
Izrael chciał stłumić powstanie, używając wojska. Zdarzały się przypadki łamania praw człowieka: młodzi izraelscy żołnierze mówili o powszechnym procederze łamania kości arabskim więźniom. Szokiem okazała się historia kilku Palestyńczyków, którzy zostali zakopani żywcem. Do 1991 r. w wyniku intifady zginęło 1225 Palestyńczyków, z czego połowa zabita została przez Izraelczyków, a reszta zginęła w wyniku wewnątrzarabskich porachunków. Sytuacja wymknęła się spod kontroli.
W lipcu 1992 r. nowy premier izraelskiego rządu Icchak Rabin zadeklarował chęć osiągnięcia kompromisu z Palestyńczykami. W styczniu 1993 przedstawiciele izraelskiego rządu spotkali się w Oslo z przywódcą OWP Jasirem Arafatem. Osiągniętą z trudem „Deklarację Zasad” podpisano we wrześniu w Waszyngtonie. W zamian za uznanie państwa Izrael i podjęcie wszelkich starań, by zlikwidować islamski terroryzm, OWP miała przejąć administrację Strefy Gazy i Jerycha. Pozostałe ziemie na Zachodnim Brzegu miały znaleźć się w Autonomii Palestyńskiej w ciągu pięciu lat. Wydawało się, że to, co niemożliwe, stało się możliwe i pokój został osiągnięty. 10 grudnia 1994 r. Icchak Rabin, Szimon Peres i Jasir Arafat otrzymali pokojową Nagrodę Nobla.
Rok później, gdy Izrael rozszerzył zakres kompetencji władz Autonomii Palestyńskiej podpisując układ „Oslo II”, premier Rabin mówił w Tel Awiwie: „Jestem żołnierzem od 27 lat. Długo nie wierzyłem w szansę dla pokoju, teraz wierzę w tę szansę, wielką szansę”. Za chwilę miał zginąć – zamordowany przez rodaka-nacjonalistę.
CO DALEJ?
Proces pokojowy stanął pod znakiem zapytania. W Gazie islamscy fundamentaliści zorganizowali – za zgodą Arafata – manifestację na cześć znanego terrorysty – Jehiji Ajasza. Oddziały Hamasu i Islamskiego Dżihadu zamordowały do końca 1995 r. 100 Izraelczyków. Zorganizowana z inicjatywy Peresa militarna akcja odwetowa „Grona gniewu” nie przyniosła żadnych wymiernych efektów.
W rezultacie władzę w Izraelu przejęła opozycja. Rząd objął Benjamin Netaniahu. Jego zastępca, Rafael Ejtan mówił podczas wizyty w Polsce: „Arabowie nie myślą o pokoju według naszej, zachodniej logiki. Ich logika pokoju polega na zniszczeniu państwa izraelskiego (...). Jest to walka między kulturami, między islamem, w którym nie ma miejsca na kompromis i porozumienie ani na pokojowe współżycie, a naszą cywilizacją i religią”. We wrześniu 1996 r., kiedy rząd izraelski udostępnił turystom tunel pod Wzgórzem Świątynnym w Jerozolimie, zostało to odczytane przez społeczność arabską jako świętokradztwo. W grudniu władze przyznały nowe fundusze żydowskim osadnikom na Zachodnim Brzegu Jordanu. W marcu 1997 podjęły decyzję o wybudowaniu we wschodniej Jerozolimie osiedla żydowskiego. Arafat tymczasem przymykał oczy na działalność organizacji terrorystycznych, wspieranych przez policję Autonomii Palestyńskiej. Trudno już było mówić o jakimkolwiek porozumieniu i nie zmieniły tego rokowania, które odbyły się z inicjatywy Billa Clintona. Stosunki Izraela z USA znacznie się pogorszyły, co przyczyniło się do upadku rządu Benjamina Netaniahu.
Przedterminowe wybory 17 maja 1999 wygrał Ehud Barak, ten sam, który w 1972 kierował akcją odbicia pasażerów belgijskiego samolotu, porwanego przez organizację „Czarny Wrzesień”. Najważniejszymi celami Baraka było wycofanie wojsk izraelskich z południowego Libanu (co dokonało się 23 maja 2000) i zakończenie konfliktu z Palestyńczykami. Początkowo rozmowy z przedstawicielami Autonomii przynosiły nadspodziewane efekty: Izrael zobowiązał się do wycofania żołnierzy z kolejnych części Zachodniego Brzegu oraz do zwolnienia 350 więźniów politycznych, przyjęto projekt wybudowania międzynarodowego lotniska w Gazie, a przede wszystkim – ustalono harmonogram dalszych rozmów. Wkrótce jednak – gdy pojawiły się kwestie dotyczące przyznania arabskim uchodźcom prawa do powrotu, pozostania żydowskich osadników na zajętych terenach, a zwłaszcza przynależności jerozolimskiego Starego Miasta – negocjacje musiały się załamać. Nowego Camp David nie było. Rozpoczynała się kolejna intifada, do której pretekstem stała się wizyta przywódcy izraelskiej prawicy, Ariela Szarona na Wzgórzu Świątynnym.
6 lutego 2001 r. Izraelczycy, po rezygnacji Baraka, wybrali nowego premiera. Został nim Szaron.
>>>Meir Lau, naczelny rabin Izraela: – Goje (...) są zainteresowani tylko jednym: ujrzeć Żydów zniszczonych(...).
Weźmy takie duże państwo jak przedwojenna Polska. Żydzi uczynili ją bogatą
i przemienili w rozwinięte państwo z mocną gospodarką, przemysłem i rolnictwem.
I spójrzmy na tę Polskę dziś, po II wojnie światowej, po tym, jak opuściło ją
3,5 miliona Żydów. To wyspa zniszczenia, państwo upadające na wszystkich
polach, na czele z gospodarką, przemysłem i kwestiami społecznymi. Co więcej:
bardzo wielu Polaków współpracowało z Niemcami w zagładzie Żydów. Sześć
największych obozów zagłady znajdowało się na terytorium Polski. Polacy
wiedzieli, że po zagładzie Żydów oni także zostaną skazani na cierpienia.
Jednakże nie zrobili nic, by to powstrzymać, przyczyną był ich antysemicki
charakter – zniszczyć naród żydowski zamiast rozwijać się wraz z nim
(„The Jewish Press” , Brooklyn, 13 sierpnia 1993 r.).
Szeroko rozpowszechniony antysemityzm:
>>Rabbi Ely Rosenzweig z synagogi w Stanford w stanie Connecticut: – Nie ma żadnych wątpliwości, i wydarzenia historyczne tego dowodzą,
że antysemityzm był rozpowszechniony w Polsce podczas II wojny światowej,
i to wyjaśnia (...) dlaczego tak wiele obozów śmierci i krematoriów zostało
utworzonych w centrum Polski
(Dan Mangan Piekło na ziemi: Nigdy nie uwierzycie, że możecie przetrwać, w „The Advocate” , Stanford, 10 kwietnia 1995 r.).
Polacy z zimną krwią uczestniczyli w mordowaniu Żydów:
>>>Rabbi Reuven P. Bulka z Ottawy, współorganizator Marszu Żywych
i przewodniczący komisji Kongresu Żydów Kanadyjskich ds. dialogu z innymi religiami: – Jak ktokolwiek może jechać do Polski, kraju tak pogrążonego w antysemityzmie,
że gorliwie współpracował z nazistami w mordowaniu Żydów z zimną krwią
(Polacy z oddali, „The Canadian Jewish News” , Toronto, 11 maja, 1995 r.).
Trzy miliony pomordowanych:
>>>Rabbi Sholom Klass: – Trzy miliony polskich Żydów zginęło z rąk nazistów, przy aktywnej bądź cichej
pomocy Polaków, w tym księży katolickich
(Polish anti-Semitism raises its ugly head again, artykuł redakcyjny,
„The Jewish Press” , Brooklyn, 30 czerwca 1995 r.).
Gorliwi wykonawcy woli Hitlera:
>>>Rabbi Zev K. Nelson: – Polacy byli gotowi i chcieli włączyć się w nazistowskie dzieło zniszczenia trzech
milionów Żydów, prowadzone w ich Ojczyźnie
(„Jewish Advocate” , Boston, 4 listopada 1982 r.).
Łaknęli żydowskiej krwi:
>>>Rabbi Moshe Shonfeld (antysyjonista): – Żydzi w Polsce mieli takie powiedzenie: jeżeli Polak spotka mnie na swojej drodze
i nie zabije, to tylko z lenistwa (...). Polacy (...) byli fanatycznymi katolikami i łaknęli żydowskiej krwi.
(...) Polski kler, (...), nawoływał – po upadku Nazistów – do pogromów tych Żydów, którzy cudem ocaleli
(Moshe Shonfeld „The Holocaust Victims Accuse: Documents and Testimony on Jewish War Criminals” ,
część 1, Brooklyn, New York 1977, strony 13, 16.).
Obojętność wobec walk w getcie:
>>>Rabbi Arthur Hertzberg, wiceprezydent Światowego Kongresu Żydów i przewodniczący Konferencji
Szefów Głównych Organizacji Żydowskich w Stanach Zjednoczonych:
(...) Trzeba przypominać, że gdy płonęło getto, w pozostałej części Warszawy ludzie zajmowali się swoimi
codziennymi sprawami (...). Ani Polska nie jest lepsza w swoim poświęceniu, ani ci, co ginęli za Polskę (...).
Żydzi, którzy mieszkali i umierali w Polsce, są obecni jedynie w mojej pamięci i jest to prawdopodobnie
lepsze niż ich ślady znikające z polskiej ziemi
(I can't go to Warsaw, w: „The New York Times” , 9 kwietnia 1983 r.).