Z toru pocisku obliczono, że Bośniacy zmasakrowali swoje własne dzieci. Dla propagandy.
James Davis, The Sharp End, a Canadian Soldier’s Story
Każdą wojnę poprzedza obrazek. Płonący Reichstag, skrzywdzeni niemieccy autochtoni, zdziesiątkowana flota amerykańska w Pearl Harobur, zaatakowane okręty USA w Zatoce Tonkin, iraccy żołnierze zrywający rurki od inkubatorów z kuwejckimi wcześniakami, okropna broń irackiego szaleńca, walące się wieże WTC – sceny prawdziwe lub nie, ale pożądane dla uzasadnienia agresji. Im mniej obiektywnych powodów do wojny, tym więcej „dowodów” przytacza wojenna propaganda.
Dla przeciętnych obywateli im prostsza opowiastka, tym lepiej się zarejestruje, kłamstwo powtórzone wielokrotnie staje się niezbitą prawdą, a jeden obrazek jest wart tysiąc słów. W tym celu na początku kryzysu bałkańskiego w Chorwacji i Bośni propagandyści rozgłosili okrucieństwo Serbów preparując reportaże, fotografie i zdjęcia satelitarne. W przypadku Srebrenicy te ostatnie do dziś nie zostały ujawnione przez Pentagon, rzekomo ze względu na tajemnicę wojskową. Z niezależnych analiz wynika, że takowe zdjęcia nie mogą istnieć, bo w Srebrenicy masowego mordu nie było (patrz rozdział pt. Legenda o Srebrenicy).
Największą farsą okazały się serbskie „obozy koncentracyjne” w Bośni, które propaganda USA i NATO wyssały z palca już w 1992 r. aby zyskać poparcie świata. Sprawa przyjęła kompromitujący obrót dla USA, NATO i islamskich wrogów Serbii, którzy pomogli rozpętać ogłupiającą propagandę. Poświęcam jej dwa rozdziały pt. ’Obozy zagłady’ w Bośni. Potem NATO, a szczególnie USA, dostało policzek w postaci autorytatywnego obalenia zarzutów przeciw Serbom o rzekomą masakrę w Raczaku (rozdział Szwindel w Raczaku) oraz ludobójstwa co najmniej dziesiątek tysięcy bezbronnych Albańczyków w Kosowie podczas nalotów NATO (rozdział Masakry których nie było). Wiele bzdur pozostaje jednak nie zrehabilitowanych na arenie międzynarodowej, np. posądzenie Serbów o dążenie do Wielkiej Serbii (rozdział Wielko-serbizm).
Tutaj zgromadziłem inne absurdy. Mimo uprzednich wpadek, USA i NATO kontynuują bezczelną propagandę przeciw Serbom, aby usprawiedliwić działania polityczne i wojskowe już dokonane na Bałkanach oraz znieczulić opinię publiczną na następne, zmierzające do stworzenia strefy wpływów bloku zachodniego coraz dalej na wschód.
Na konferencji w Feldkirch w Austrii 30.8.2002 r. dr Robert Hickson z dowództwa służb specjalnych USA podzielił się opiniami na temat napiętej sytuacji politycznej w Ameryce i wyraził obawy o okłamywanie społeczeństwa przez elity. Sytuacja może doprowadzić do manipulacji społeczeństwem: Jest duże napięcie [...] Kiedy ludzie żyją w napięciu i gmatwaninie, potrzebują strasznych uproszczeń i często poddają się demagogom i pochlebcom. Hickson widzi zakłamanie w polityce i środkach przekazu: duszenie się w zorganizowanym fałszu. Bo zorganizowany fałsz to chroniony fałsz – często chroniony przez elity polityczne, finansowe i prasowe [...] Największym skutkiem społecznym kłamstwa, celowo dostarczonego fałszu, jest złamanie zaufania. A kiedy intymne zaufanie zostanie raz złamane, bardzo trudno je naprawić.
Hickson skomentował propagandę (gorszą niż w Europie Zachodniej, zdaniem obserwatorów) w multi-medialnych dziennikach telewizji amerykańskiej: widać zwykle kobietę i mężczyznę w środku ekranu, którzy podają ‘Prawdziwe Newsy Dnia’ szczerząc zęby. Na dole ekranu przesuwa się bez ustanku telegram z wiadomościami. To jest obłąkane! Co ma wspólnego z umysłem człowieka? […] Nie ma możliwości rozpatrzyć podstawowych faktów i argumentów, a często rozmyślnie ukrywają podstawową prawdę. Zupełnie odwracają uwagę tymi ‘multi-medialnymi psychotechnikami i oszałamiają! mamy tu do czynienia z rodzajem niemoralnego braku odpowiedzialności ze strony samowolnej władzy oraz ze zorganizowanym fałszem.
Próbkę tego, co wytworzyły w umysłach Amerykanów nieustanne naloty kłamliwymi obrazkami widać w komentarzu od wydawcy gazety kalifornijskiej Palm Beach Post z 12.3.2003 r. To szmata prasowa z gatunku tych, które w 2001 r. przedstawiły obóz zagłady w Oświęcimiu jako założony i prowadzony przez polskich hitlerowców! Tym razem redaktor pisze: Administracja Busha mówi, że Kosowo stanowi moralną analogię ataku na Irak. Aby ocalić etnicznych Albańczyków atakowanych przez Serbów, USA i sojusznicy europejscy bombardowali Jugosławię przez 78 dni w 1999 r. ominąwszy Radę Bezpieczeństwa ONZ. Redaktor nie wyjaśnia, kogo niby USA ma bronić w Iraku. Zauważa podobne stanowisko rezerwy ONZ dla obu ataków, nie pozostawiając wątpliwości co do znajomości faktów: Slobodan Miloszewić przeprowadzał ludobójstwo. Zwłoka znaczyłaby więcej ludobójstwa. Akcja Rosji, która spowodowała impotencję ONZ, była haniebna. Prezydent Clinton zwrócił się do NATO, które poparło wojnę i to jednogłośnie, jak wymagają reguły NATO.
Światły redaktor wspomina o procesie Miloszewicia o zbrodnie wojenne, tylko nie pisze, że dowodów Haga wciąż nie ma (rozdział pt. Inkwizycja w Hadze), a oskarżonych Serbów coraz więcej. Miloszewić widocznie świetnie zorganizował i zataił ludobójstwo, skoro „dowody” istnieją jedynie w tekach służb specjalnych USA, które organizowały prowokacje wraz z terrorystami albańskimi. Reguły NATO rzeczywiście wymagają automatycznego poparcia sojuszników dla USA – Nie ma głosowania ani decyzji większością głosów (patrz podrozdział pt. Pan świata w rozdziale O prawa człowieka), ale nic nie mówią o agresji na suwerenne państwo, szczególnie, kiedy broni się przed wewnętrznym terroryzmem.
Saddam Husajn też jest zbrodniarzem wojennym, tylko za zaległe uczynki, bo współpracuje, choć nie w pełni, z inspektorami. Jego najstraszniejszą zbrodnią, najbardziej przypominającą zbrodnie Miloszewicia w Kosowie, jest atak gazami chemicznymi na wsie kurdyjskie w 1988 r. Kiedy to się stało, USA nic nie zrobiło. To ma widocznie tłumaczyć obecny atak na Irak – ukaranie narodu za zbrodnię przywódcy sprzed 15 lat. USA nie tylko doskonale wiedziało o atakach Husajna na Kurdów i fundamentalistów irańskich w północnym Iraku, ale dostarczało mu broń chemiczną i popierało od kilku lat!
Palm Beach Post chwali Busha, że zdaje sobie sprawę, iż w odróżnieniu od USA (w domyśle), ONZ nie zawsze jest ostatecznym standardem moralności. Tym razem jest w porządku posłuchać się ONZ, bo rozłamane NATO już nie idzie za USA jak baran na rzeź. ONZ może nawet się dużo nie myli w przypadku Iraku, bo więcej czasu nie znaczy więcej ludobójstwa, tylko więcej rozbrojenia [...] Jeśli bez wojny, a nawet przed wojną, można zniszczyć broń stanowiącą zagrożenie dla wojsk USA w regionie, zwłoka służy żywotnemu celowi. Czyżby cała farsa „inspekcji” ONZ w Iraku miała na celu rozbrojenie na bezpieczne wejście agresora? Jaki nowy obrazek tworzy kalifornijska gazeta?
Stare obrazki już są nie do podważenia, przynajmniej nie dla Kalifornijczyków wymachujących kijami golfowymi na sztucznych trawnikach i Kalifornijek-blondynek gapiących się w fałsz na ekranie CNN. Kosowo „przypomina” redaktorowi: Nawet krótkie, stosunkowo udane wojny mogą na długo pozostawić nieporządek, bo przecież Miloszewic wykorzystał naloty do zwiększenia tempa ludobójstwa. Do nieporządku redaktor zalicza 500 (zamiast faktycznych paru tysięcy) cywilnych ofiar precyzyjnych bomb oraz podział Serbii wymagający obecności 30 tys. wojsk sojuszniczych, jakby nie chodziło od początku o sterroryzownie ludności całej Jugosławii i założenie baz amerykańskich w Kosowie. Nie mniejszy brud po tamtej wojnie, to zdaniem redaktora setki tysięcy uchodźców, które w dalszym ciągu nie powróciły. W świetle obrazków już zakodowanych, Kalifornijczycy naraziliby się na pomówienie o brak patriotyzmu (jeśli nie krzesło elektryczne), gdyby śmieli pomyśleć, że to może Serbowie są tymi uchodźcami.
Obrazki pokutują i w sądzie, który powinien zachować obiektywność. Przez ostatnie dwa dni prokuratorowie byli zajęci trzema nowymi świadkami i techniczno-prawnymi debatami na sali sądowej. Ich sprawa dalej się wali – pisała w marcu 2003 r. Wera Martinowić z natowskiego „trybunału” (patrz rozdział pt. Inkwizycja w Hadze). Świadek Malesewiciowa, przewodnicząca Związku Więźniów Obozów w Bośni-Hercegowinie opisała w okropnych szczegółach (lub potwierdziła opisy przeczytane przez sędziego Nice’a) 63 sposoby znęcania się nad więźniami w 520 serbskich obozach. Problem w tym, że nie przedstawiła żadnych nazwisk i dat, a miejsca nie miały sensu, np. w fortecy Bijeljina obóz nigdy nie istniał. Świadek nic nie wie o obozach w Bośni, bo była uwięziona w Chorwacji przez 9 miesięcy! Twierdziła, że wszystko zostało udokumentowane w zeznaniach świadków, ale nie mogła przytoczyć żadnego, bo wszystko jest aktualnie badane (po 12 latach!).
Malesewić „pamiętała” detale obcinania genitaliów, przymusowej konsumpcji ekskrementu i części ciała oraz innych wydarzeń, przy których nigdy nie była i dla których nie wymieniła ani jednego świadka, bełkotała przyciśnięta do muru przez Miloszewicia: Nie pamiętam szczegółów. Sędzia Nice kazał jej obiecać, że w terminie późniejszym znajdzie i dostarczy dokumenty. A co prokurator robił przez 12 lat i dlaczego oskarżył człowieka bez dowodów?
O zniszczeniu Dubrownika przez Serbów „zeznawała” dyrektor instytutu ochrony zabytków w tym malowniczym mieście, pani Baca. Pokazała mapy miasta z kilkoma czarnymi plamami w miejscu budynków, które rzekomo zburzyły siły serbskie. Jej rękami prokurator wprowadził następne grube pliki dokumentów dowodzących, że ...Dubrownik jest na liście zabytków UNESCO. Nareszcie „trybunał” będzie mógł to udowodnić.
Jedną z najlepiej udokumentowanych (dzięki amerykańskiemu systemowi dostępu do informacji rządowej) jest kampania wokół pożądanej inwazji na Kubie. W marcu 1962 r. dowództwo sił USA obradowało jak stworzyć uzasadnienie wojskowej interwencji USA na Kubie. Rząd miał obsesję na punkcie zniszczenia Fidela Castro, więc nie szczędził środków: Wszystko inne jest drugorzędne. Nie należy żałować czasu, pieniędzy, wysiłków ani personelu. Wyszły pomysły zniszczenia zbiorów trzciny cukrowej Fidela albo zatrucia zapasów żywności, by skłonić godnych pożałowania Kubańczyków do buntu i zaproszenia przez nich armii USA do pomocy w obaleniu dyktatora. Z braku rzeczywistej opozycji chciano stworzyć choćby iluzję powszechnego ruchu przeciw Castro.
Amerykanie byli gotowi zająć Gwatemalę w mundurach kubańskich, wysadzić swój okręt w Zatoce Guantanamo i urządzić niby-pogrzeb dla ofiar, a nawet zorganizować rzekomy atak kubański na samolot wypełniony turystami, by przekonać ONZ i opinię światową o doznaniu strat uzasadniających wypowiedzenie wojny. Rozpatrywali nawet kampanię terroru Castro przeciw kubańskim emigrantom w Miami i zatopienie łodzi wypełnionej kubańskimi uciekinierami. Tajne działania zmierzające do nagromadzenia pozornie niepowiązanych zajść miały utworzyć wizerunek nieroztropnego i nieodpowiedzialnego rządu w Hawanie, alarmującego i nieprzewidywalnego zagrożenia dla pokoju na półkuli zachodniej. Czy ostrzeżenia o reżimie w Belgradzie, a potem w Bagdadzie nie brzmiały jak echo?
W próbach uzasadnienia drugiej napaści na Irak wojenna administracja Busha juniora wychodziła z siebie i z ram logiki wobec negatywnych wyników poszukiwań broni masowego rażenia u Saddama. Wymyślono zarzut o jego współpracy z Al Kaidą poprzez Ansar al-Islam, morderczą grupę produkującą trucizny w dalekim zakątku Iraku. Jeśli to prawda, to czemu USA swą cudowną bronią nie zniszczy bandytów i ich fabryk zamiast niewinnego narodu irackiego? Ameryka twierdzi, że irackie bezzałogowe samoloty zagrażają Jordanowi, Turcji, Iranowi, Kuwejtowi, Arabii Saudyjskiej, Syrii, Omanowi, Bahrajnowi, Zjednoczonym Emiratom, Egiptowi, Izraelowi, Cyprowi, Gruzji, Armenii, Azerbejdżanowi i częściom Azji Środkowej. Dlaczego więc potencjalne ofiary nie czują się zagrożone i niemal wszystkie sprzeciwiają się wojnie USA z Irakiem. Nawet przywołano na pomoc Osamę ibn Ladena, by lękiem przekonać naród do wojny: w lutym 2003 r. rzekomo setki agentów Al Kaidy oczekiwały w USA na rozkaz ataku. To dlaczego FBI ich nie sprzątnęło?
Podobne nieścisłości w związku z atakami 11.IX na World Trade Center i Pentagon opisałem w rozdziale pt. Globalna szachownica, a w związku z rzekomym atakiem Al Kaidy na Bali – w rozdziale Broń uranowa-1. Wydaje się, że wszystkie pochodzą z tej samej wytwórni obrazków.
Opowieść o wojnie domowej w Bośni w amerykańskich środkach masowego przekazu rozpoczęła się pod nieuwagę większości Amerykanów. Obrazy telewizyjne zagłodzonych kobiet i dzieci w Somalii wstrząsnęły opinią publiczną USA na tyle, że domagała się interwencji zbrojnej. Natomiast brakowało podobnych obrazów z Bałkanów dla uzasadnienia planowanej wojny. 29.11.1992 r. były głównodowodzący lotnictwa USA Michael Dugan opublikował komentarz w New York Times: Zwycięstwo na Bałkanach ustanowiłoby przywództwo USA w świecie po zimnej wojnie w sposób, w jaki operacja Burza Pustynna nigdy nie była w stanie. Dugan sugerował masowy atak powietrzny z udziałem Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch przeciw Serbii, aby zniszczyć system energetyczny, rafinerie, magazyny i telekomunikację Serbii za pomocą samolotów i pocisków sterowanych.
Stało się tak, ale dopiero wiosną 1999 r. po zmiękczeniu amerykańskiej opinii publicznej propagandą. Na początku lat 1990. Dugan chciał podobnie intensywnie bombardować Serbów w Bośni, ale Amerykanie ani Europejczycy sprzeciwiliby się. W tym właśnie czasie nieprzypadkowo narodziła się absurdalna, często wściekła i rasistowska propaganda wymierzona w oczernienie rządu Jugosławii i całego narodu, nazywanego odtąd mimo wielo-etniczności Serbami. Dowódca sił ONZ w Bośni hinduski generał Nambiar nie znalazł żadnych dowodów serbskiego ludobójstwa w Bośni, jak podała z New Delhi agencja USI 6.4.1999 r.
Fałszywe obrazy z Bośni wytworzyły wrażenie zaplanowane na demonizację Serbów. Zaczęto przypisywać im wszystkie okrucieństwa, zamiast oświecać słuchaczy telewizji i czytelników gazet o historii regionu i faktycznych zdarzeniach na Bałkanach. Tą samą taktykę kontynuuje się do dziś w konflikcie bałkańskim bez względu na to, gdzie aktualnie jest najbardziej zaogniony.
Zdumiewa nie tyle użycie nowoczesnych środków przekazu w celu sfałszowania prawdy dla osiągnięcia bieżących celów i zatuszowania poprzednich kłamstw, ile naiwność i bezkrytyczność społeczeństw uważających się za przodowników demokracji, praworządności i wolności słowa. Ameryka Północna ma wysoki wskaźnik komputerów osobistych na mieszkańca. Komputer daje nieograniczony dostęp do wszelkiej informacji, łącznie z literaturą dysydentów i materiałem nie cenzurowanym, które są wstrzymywane bardzo subtelnymi metodami w głównym, oficjalnym nurcie. Dzięki komputerom Amerykanie, Kanadyjczycy i Zachodni Europejczycy powinni być najbardziej poinformowani na świecie, ale jak w orwellowskich fantazjach o totalitarnych systemach, ludzie ci żyją według konsumpcyjnego rozkładu praca-dom-rozrywka, który w dużej mierze kontroluje propaganda rządu i producentów. Reklamy mówią ludziom, co z nimi jest źle, co im brakuje do szczęścia. Oczywistym wnioskiem jest recepta na większe szczęście, nierozłącznie powiązana z wizerunkiem produktu czy usługi danej firmy.
Ludzie zostali tak zaprogramowani na pojmowanie rzeczywistości przez błyskawiczne obrazki w telewizji, że nie są w stanie oglądać i rozumieć filmów z powolną akcją i wymagających przemyśleń i głębszych skojarzeń. Głód szybko zmieniających się obrazów i akcji pompujących adrenalinę do żył tłumaczą zawrotne tempo oraz fizycznie niemożliwe acz spektakularne sceny filmów z Hollywoodu, w których główne role grają samochody, samoloty, ślizgacze oraz potwory z kosmosu. Ta sama wycinkowość informacji i ograniczenie czasu głównego programu wciśniętego między przerwy reklamowe są skutecznym narzędziem manipulowania informacji.
Profesor Noam Chomsky zna to z długoletnich doświadczeń. Ponieważ jego argumenty podważają „prawdy” i pojęcia ogólnie tkwiące w wypranych mózgach, Chomsky potrzebuje więcej czasu na przedstawienie dysydenckiej opinii niż użyczają mu gospodarze dyskusji telewizyjnych. Pozostaje prasa jako środek przekazu, ale i w niej redakcje decydują o doborze materiałów, a czytelnik o długości artykułów, które ma ochotę czytać. Zwykle pranie mózgów odbywa się za pomocą nagłówków na pierwszej stronie i pierwszych akapitów tekstu. Skrawki prawdy mogą być gdzieś wciśnięte dla zachowania pozorów obiektywności. Czasami zdarzają się wpadki dzięki trzeźwym czytelnikom, ale sprostowanie ukazuje się jako maleńki tekścik w takiej części łamów, gdzie większość czytelników nie zagląda.
Długość materiału i potrzeba wysiłku umysłowego odstraszają przeciętnego człowieka od książek oraz wyszukiwania, wertowania i weryfikacji poważnych stron na Sieci. Materiał zawarty w jednej tylko witrynie internetowej może łatwo wypełnić setki, jeśli nie tysiące stron wydruków. Czytanie z ekranu jest uciążliwe, a drukowanie czasochłonne i wymaga wydatków na dobrą drukarkę i papier. Przeciętny człowiek nie ma wiele czasu, nie jest intelektualistą i stroni od tematów, które nie łączą się wprost z tym, co jest istotne dla jego przyziemnych spraw. Widać to po zawartości popularnych magazynów. Działanie zgodne z nowo nabytą informacją znowu zabiera czas, energię i jest stresowe, bo otoczenie ma zupełnie inne zdanie na dany temat. Odmienność poglądów może więc mieć towarzyskie, jeśli nie poważniejsze konsekwencje, np. utratę pracy. W Polsce dochodzą względy finansowe. Połączenie z Internetem jest kosztowne.
Przykłady bezczelnych informacji na temat bałkański dla zachodniego wyborcy-podatnika, który aprobuje działania i wydatki wojenne według podawanej propagandy, obfitują po obu stronach oceanu łączącego niesławny pakt wojskowy. Brytyjski autor i dziennikarz Johnny Byrne widział europejską i amerykańską wersję programu dokumentalnego pt. Yugoslavia: the death of a nation (Jugosławia: śmierć narodu). Program wyprodukowało BBC i zyskał dobrą opinię za obiektywność. Ten sam program pokazano w telewizji amerykańskiej na kanale Discovery ze ścieżką dźwiękową zastąpioną przeciw serbskim komentarzem Christiane Amanpour. Byrne oświadczył po obejrzeniu wersji USA: O ile wiem żaden ważniejszy film dokumentalny z Wielkiej Brytanii na nie amerykański temat nie został NIGDY przekręcony w ten sposób. Każda osoba zaniepokojona szerzącą się wszędzie manipulacją środków przekazu w celach politycznych powinien zasypać Discovery Channel żądaniami o podanie przyczyn dla których telewizyjni, jeśli nie rządowi propagandyści sfałszowali ten świetny film dokumentalny. A przede wszystkim, kto zamówił taką robotę?
Celem propagandysty, pisał Aldous Huxley w 1937 r. jest sprawić, by jedna grupa ludzi zapomniała, że jakaś inna grupa to też ludzie. Propaganda NATO musiała zdemonizować Serbów proporcjonalnie do skali natowskiej przemocy w Jugosławii. NATO zabiło więcej osób cywilnych niż zginęło po obu stronach walk między Wyzwoleńczą Armią Kosowa, WAK, a siłami bezpieczeństwa Jugosławii przed interwencją NATO. W ciągu jednego roku do rozpoczęcia nalotów 24.3.1999 r. zginęło w kosowskiej wojnie domowej około dwa tysiące osób. Od 24. marca bomby zabiły tyleż osób – ale cywilów, oczywiście przez pomyłkę (rozdziały pt. Pod bombami NATO, W wojsku i polityce nalotów), w odróżnieniu od serbskich okrucieństw. Każde nowe ogłoszenie przez NATO o rabunku i morderstwach serbskich dziwnym trafem następowało zaraz po dowodzie na następną zbrodnię wojenną nalotów na ludność Jugosławii. Jakąkolwiek sugestię, że lekarstwo NATO jest gorsze od leczonej choroby, rzecznicy NATO odrzucali krzykliwym Czy zapominamy o prawdziwym wrogu? Podobnie Tony Blair zareagował w lutym 2003 r. na miliony demonstrujących na całym świecie przeciw wojnie z Irakiem: Husejn zamordował więcej osób niż demonstrowało.
Złożoność konfliktu politycznego propaganda zastępuje pytaniem z prostą odpowiedzią. W kampanii kosowskiej pytanie brzmiało: Czyż nie należy zatrzymać czystek etnicznych? To pozwala przedstawić Jugosławię a nie NATO jako agresora. W kompletnym odwróceniu rzeczywistości sojusz północnoatlantycki przedstawia się jako prowadzący w zasadzie wojnę obronną na rzecz Albańczyków kosowskich. Wkrótce po 24.marca NATO oświadczyło iż głównym celem nalotów jest powrót 800 tysięcy Albańczyków do domu. Cynizm osiągnął szczyt niewidziany podczas kampanii NATO w Bośni. Aby ustalić charakter wojny (dla postępu czy reakcyjna) nie potrzeba analizy okrucieństw (których nie brak w każdej wojnie i na których skupiła się propaganda NATO), tylko zbadania, które grupy ciągną korzyści z wojny, jakie mogą być przyczyny gospodarcze i jakie role odgrywają państwa po stronie agresora. Odnośnie NATO na Bałkanach wynika, że jest to imperialna wojna agresji (rozdziały pt. Globalna szachownica, Uwalnianie rynku oraz O prawa człowieka).
Obiektywny bieg zdarzeń prowadzących do kryzysu uchodźców w Kosowie obala natowskie stwierdzenie. Masowa ucieczka rozpoczęła się po, a nie przed 24. marca. W tym dniu przemówienie Clintona, w którym dał oficjalną przyczynę wojny, wypełniały słowa o zapobieganiu eksodusu. Podkreślił niebezpieczeństwo, że bez nalotów NATO populacja uciekinierów może wzrosnąć o dziesiątki tysięcy. A jaki był prawdziwy obraz? Poza zniszczeniami Kosowa (i pozostałej Jugosławii) oraz sterroryzowaniem ludności, bombardowania zaktywizowały walki między siłami bezpieczeństwa Jugosławii a Wyzwoleńczą Armią Kosowa. Przed bombami, walkami i rozmyślnym terrorem WAK zaczęły uciekać nie dziesiątki tysięcy ale setki tysięcy (rozdział pt. Uchodźcy). Władze NATO liczyły, że ofensywa powietrzna umożliwi WAK wyparcie sił serbskich z Kosowa, podobnie jak naloty w 1995 r. w Bośni pomogły siłom chorwackim i muzułmańskim wyprzeć Serbów.
Uchodźców cynicznie wykorzystano. Jak tylko opuścili Kosowo w wyniku nalotów i zastraszenia przez WAK, propaganda zaczęła pokazywać zdjęcia konwojów i tłok na granicach oraz w obozach, aby grając na uczuciach publiki zyskać jej poparcie dla wojny. W tym samym czasie państwa NATO nie przejmowały się losem uchodźców, dostarczając minimalną pomoc do prowizorycznych obozów, gdzie warunki stały się tak niemożliwe, że wybuchły bunty. Nawet wtedy Zachód przyjął tylko garstkę uchodźców. Niektórzy przywódcy NATO oświadczyli (bez szerszego oddźwięku w prasie), że wyludnienie Kosowa daje im wolną rękę w nalotach dywanowych i przygotowuje do inwazji lądowej. Wyludnienie było niewątpliwie korzystne także dla sił Jugosławii, bo mogli skuteczniej zwalczać jednostki WAK i przygotowac się na inwazję lądową NATO.
Pojęcie wroga NATO rozszerzyło się od czasu nalotów. Przedtem śmierć i cierpienia Albańczyków były jedynie winą reżimu Miloszewicia. Od rozpoczęcia nalotów sytuacja wymagała hukslejowskiego przedstawienia bombardowanych jako nie-ludzi. Miloszewić zaczął znaczyć cały naród serbski, bo przecie wszyscy Serbowie są odpowiedzialni za ludobójstwo i czystki etniczne. Serbowie stali się obojętni na cierpienia kosowskich Albańczyków, opętani niesłychaną żądzą krzywdzenia, więc trzeba ich otrząsnąć bombami, a jeśli to nie pomoże – inwazją lądową, zajęciem Belgradu i długotrwałą okupacją. Propagandyści podawali dezinformacyjną strawę posługując się terminologią XIX-wiecznego kolonializmu, w której bandycka kampania NATO była misją cywilizacyjną.
Porównania Serbii do Niemiec hitlerowskich a Miloszewicia do Hitlera to też ignorancja i fałsz. Naukowa analiza polityczna nie polega na rzucaniu epitetami. Przekształcenie austriackego kaprala o donośnym głosie i czaplinowskim wąsiku w największe wcielenie reakcji na świecie wymagało obiektywnych warunków – ogromnego potencjału przemysłu niemieckiego. Hitler przewodził imperialistycznemu mocarstwu, które chciało zapanować nad Europą. Zanim niemiecki krwawy kapitalizm wstrzymano, władza Niemiec rozciągała się od Kanału La Manche po Kaukaz, obejmując Bałkany z Jugosławią. Apetyt Hitlera odzwierciedlał gospodarcze apetyty Siemensa, Kruppa, I. G. Farben, Daimler-Benza, Deutsche Bank i innych niemieckich konglomeratów. Korporacje amerykańskie wyciągnęły pomocną rękę, węsząc większy interes.
Gdyby nie tragiczne konsekwencje wynaturzenia historii, porównania Serbii do III Rzeszy, a Miloszewicia do Hitlera byłyby dobrym żartem. Ten „żart” usłyszałem z mojego telewizora, gdy Jugosławia stała w płomieniach nalotów. Zmobilizował mnie do szukania prawdy o tamtej wojnie. Dzięki niemu rozumiem następne wojny. Serbia w odróżnieniu od Niemiec Hitlera nie szukała nowych terytoriów, tylko próbowała bronić granic Jugosławii, którą współtworzyła, niestety będąc wyzyskiwana przez inne narodowości w federacji (rozdział pt. Wielko-serbizm).
Z secesją poszczególnych republik, brutalną dla serbskich mniejszości, Serbia wstawiała się za swoim narodem mieszkającym w pozostałych republikach w ilości 25 procent ogólnej ludności serbskiej w Jugosławii. Hitleryzm Miloszewicia był autentyczną obroną życia swoich krajan w niezwykle antagonistycznym środowisku. Hitler upozorował krzywdę Niemców autochtonów w Polsce, Czechach i Słowacji, aby mieć pretekst imperialistycznego ataku. Założył sieć obozów zagłady, w których Serbowie stali byli jednymi z najliczniejszych ofiar, licząc w stosunku do ilości ludności w narodzie. Miloszewić nie tylko, że nie jest odpowiedzialny pośrednio czy bezpośrednio za rzekome obozy zagłady czy okrucieństwa popełnione ludność serbską z zemsty czy w samoobronie, ale wręcz takie zachowania ścigał, a w siłach rządowych surowo karał.
Rząd brytyjski zabronił 13.1.1993 r. wystawę w ...Belgradzie zdjęć okrucieństw popełnionych na Serbach podczas wojny domowej w byłej Jugosławii. Brytyjski departament handlu i przemysłu wydał zakaz w ramach ...sankcji nałożonych na Jugosławię przez ONZ. Grupy chorwackie i muzułmańskie z byłej Jugosławii bez przeszkód wystawiały w Wielkiej Brytanii zdjęcia okrucieństw rzekomo doznanych od Serbów. Dyskryminacja Serbów w ich własnym państwie była jednym z wielu wydarzeń w długoletniej kampanii demonizacji i niesłusznego obwiniania.
W 1990 r. Bojana Isakowić z Serbskiej Akademii Nauk i Sztuk Pięknych rozpoczęła na podstawie ekshumacji kości tysięcy zamordowanych i wrzuconych do dołów dokumentować morderstwa chorwackich ustaszów na Serbach podczas II wojny światowej. Nie wyobrażała sobie, że dwa lata później zorganizuje wystawę o rodakach zabitych w nowej wojnie: Kiedy wybuchła wojna w 1991 r. przerzuciłam się na bieżące wydarzenia. Miejsce jej wykopalisk z II wojny światowej Chorwaci zniszczyli. Zostały tylko zdjęcia. Wystawę otwarto 29.9.1992 r. w Muzeum Sztuki Stosowanej w Belgradzie, jako wyzwanie tym którzy próbują ukryć przeszłość lub sfałszować historię. Chorwacja próbuje oczyścić swą historię. Niemcy też. Chorwacja po prostu postępuje za Niemcami. Kto pierwszy wspomniał o ‘obozach koncentracyjnych’ w Bośni? Niemcy. A teraz Niemcy chcą jakiejś Norymbergi dla Serbów – powiedziała Isakowić.
Jej zdaniem brytyjski zakaz wystawy jest typową postawą mocarstw zachodnich, które ona wini za rozpad Jugosławii. Jest zrozumiałe, że Amerykanie i Europejczycy nie chcą pokazać naszych zdjęć swoim narodom – bo są winni tych zdjęć. Myślę, że to Europa jest zablokowana. My możemy oglądać w telewizji programy Sky, BBC i CNN całymi nocami, więc wiemy co się dzieje w Europie i USA – ale wy nie wiecie, co się dzieje tutaj – powiedziała Isakowić w wywiadzie dla brytyjskiego magazynu LM. Od dwóch lat oficjalna Anglia angażuje się w jakąś propagandę przeciw Serbom, lub co najmniej ukrywa prawdę. Jeśli Brytyjczycy zobaczyliby wystawę, zaczęliby zadawać pytania. A nie myślę, że rząd brytyjski chciałby tego – powiedziała Isakowić.
Dziennikarka Joan Phillips pojechała do Belgradu, dowiedziawszy się o zakazie wystawy. Nie wiedziała jak tłumaczyć zagniewanym Serbom, że brytyjskie środki przekazu kłamią o nich i sytuacji na Bałkanach. Że są jedynym narodem byłej Jugosławii skazanym na sankcje Zachodu. Jeszcze gorzej czuła się na konferencji prasowej, na której dziennikarze zachodni atakowali Serbów za złe uczynki w Krajinie podczas gdy ich własny naród został tam zmasakrowany przez siły Chorwacji. Krajina to część Chorwacji z wiekszością serbską. W marcu 1992 r. Serbów w Krajinie chroniły siły ONZ. Jednak pod koniec Stycznia 1993 r. kilka chorwackich ofensyw wojskowych odbiło tereny serbskiej większości na rzecz nowego państwa chorwackiego. Siły chorwackie popełniły okrucieństwa i wypędziły setki tysięcy Serbów.
Dla Serbów relacje tych wydarzeń w prasie zachodniej były niewiarygodne. Jak to możliwe, że Chorwaci przeszli okrutną zawieruchą przez wsie serbskie zabijając mieszkańców, a Serbowie zostali za to obsmarowani w prasie? Zdaniem przedstawiciela Krajiny na prasówce, siły chorwackie zabiły 830 cywilnych Serbów i 150 żołnierzy w jednym tygodniu walk. Natomiast reporterzy zachodni nie mieli na ten temat wiele do powiedzenia i potępili ich za trzymanie się za wszelką cenę tej ziemi (na której od dawna mieszkali jako większość); za chwycenie za broń (spodziewali się od Serbów poddania się wyrzynaniu jak przez ustaszów w II wojnie światowej, tylko tym razem za pomocą pocisków laserowych?); za sabotaż na zaporze wodnej elektrowni (która wpadła w problemy dopiero po zajęciu przez siły chorwackie i nagle cudownie przywrócono jej bezpieczeństwo). Zachodnie przekazy wolały spekulować o możliwości ataku serbskich wojsk z Belgradu, zamiast potępić rzeczywisty atak wojsk chorwackich z Zagrzebia.
Relacje prasowe wydarzeń z Krajiny są według Isakowić wybiorczym milczeniem. ‘Ofiary’ to słowo wypisane na pierwszej stronie broszurki wystawowej. jest wiele innych ofiar: Chorwatów, Muzułmanów – nie negujemy tego. Żałuję ich wszystkich – powiedziała Isakowić. Ma pretensje do zachodnich środków przekazu, że wyciszyły prawdę o serbskich ofiarach konfliktu w Jugosławii. Brytyjski zakaz wystawy Isakowiciowej w Belgradzie i Londynie wzmacnia mylne wrażenie zachodniej opinii publicznej.
Phillips wyczytała w Guardianie w dniu wyjazdu do Belgradu (26.1.1993 r.): Chorwaci kontynuują ofensywę a badacze ONZ odkrywają zbiorową mogiłę. Spodziewając się doniesienia o serbskich ofiarach w Krajinie, Phillips z zaskoczeniem znalazła w artykule opis grobu w Wukowarze z Chorwatami zabitymi przed ponad rokiem. Rozmyślnie czy nie, zestawienie w artykule Guardiana kasowało to, co aktualnie robiono Serbom w Krajinie, a skupiało uwagę na tym, co wydarzyło się Chorwatom w Wukowarze przed ponad rokiem – wywnioskowała Phillips. Co zaszło w Wukowarze podczas wojny w Chorwacji pod koniec 1991 r.? Według prasy zachodniej – serbska agresja. To dlaczego Serbowie zniszczyli miasto zamieszkałe w połowie przez Serbów? Odpowiedzi nigdy nie było w zachodnich środkach przekazu. Chcąc nie chcąc musieliśmy wnioskować, że siły serbskie które zniszczyły Wukowar składały się ze złych ludzi – wyznała Phillips.
Żeby zrozumieć Wukowar, cofnjmy się do wiosny 1990 r. Wystawy jak Isakowiciowej pomogłyby w zrozumieniu, ale zabrania się je pokazywać. Długo przed oddaniem pierwszego strzału, nacjonalistę Franjo Tudźmana wybrano prezydentem Chorwacji. Odtąd mniejszość serbska w Chorwacji miała dobry powód lękać się o przyszłość. Rząd Tudźmana zaczął od usuwania serbskich nazw ulic, a skończył na usuwaniu Serbów z pracy, własnych domów i ziemi. W Wukowarze i okolicach, gdzie Serbowie stanowili 37 procent ludności a Chorwaci 44 procent, zamieszki zaczęły się zaraz po wybraniu prezydenta. Za przykładem Zagrzebia firmy państwowe i prywatne zaczęły wyrzucać Serbów z pracy. Napięcie wzrosło na przedmieściu Borowo Selo, gdy bojówki chorwackie zaczęły zastraszać Serbów podkładając bomby pod ich domami, restauracjami i sklepami. Pokazały się znaki: Psom i Serbom wstęp wzbroniony.
W klimacie strachu i grozy stworzonym przez nacjonalistyczną politykę Tudźmana, Serbowie zaczęli wyjeżdżać z Chorwacji do Bośni i Serbii długo zanim wojna rozpoczęła się. Wystawa pokazuje serbskich uchodźców opuszczających Borowo w maju 1991 r. Wojna zaczęła się w czerwcu. Kiedy zaczęła się bitwa o Wukowar, Serbowie już wyjeżdżali w ochronie życia. Ale prasa zdołała przekręcić fakty. Wukowar, dom 31000 Serbów i 36000 Chorwatów stał się symbolem cierpień chorwackich. Tymczasem kiedy armia federalna Jugosławii weszła do miasta, znalazła na ulicach zwłoki Serbów zamordowanych przez Chorwatów. Co pokazują fotografie na zabronionej wystawie. Nie ma wątpliwości, że niezorganizowani Serbowie zemścili się na ludności chorwackiej, kiedy opanowali miasto. Ale zbiorowy grób ze zwłokami Chorwatów w Owcarze pod Wukowarem nie powinien przysłonić oczywistego obrazu, że całe miasto stało się masowym grobem Serbów, gdy panowali Chorwaci.
Phillips pisała: Nie ujawniono jeszcze faktów o prześladowaniach Serbów w Chorwacji. Przed wojną mieszkało w Chorwacji 600 tys. Serbów. Teraz mieszka tam sto tysięcy i ich sytuacja jest daleka od bezpiecznej, o czym świadczą wypadki w Krajinie – pisała Phillips w 1993 r. Miasta na froncie wojny domowej w Chorwacji takie jak Osijek, Karlowac i Sisak były już wtedy wyczyszczone z Serbów. Podobnie w miastach wybrzeża Dalmacji: Zadarze, Splicie i Szibeniku. W miastach jak Gospić, gdzie setki Serbów znikły bez śladu a innych zmasakrowano i spalono, nie zostali żadni Serbowie. Ponad połowa dużej serbskiej populacji Zagrzebia opuściła miasto. Wystawa Isakowić pokazuje zdjęcia z Gospić: 24 serbskich cywilów (15 mężczyzn i 9 kobiet) zmasakrowanych między 16 a 18.10.1991 r. przez siły Chorwacji bronią, nożami, młotami (jak robili ustasze podczas II wojny światowej), następnie oblanych benzyną i podpalonych. Od października 1991 r. do lutego 1992 r. ponad 500 Serbów z Gospicia i okolic znikło bez wieści.
Przemilczając to, co się stało Serbom, zachodnie środki przekazu nieustannie rozpowszechniały rzekome sprawki Serbów w stosunku do wszystkich innych. Kiedy Serbowie popełniają okrucieństwo lub łamią jakąś zasadę, możemy być pewni że poznamy każdy tego szczegół. Nie można tego powiedzieć o innych walczących stronach. 40 tysięcy wojsk chorwackich stacjonuje poza Chorwacją w Bośni-Hercegowinie, wbrew zakazowi posyłania wojsk innych niż ONZ. Nic nie słychać o tym, a Chorwacji nie poddano sankcjom. Natomiast Serbię, która nie ma w Bośni regularnych wojsk, ciągle się posądza o agresję – pisała Phillips.
Kiedy Zachodowi brakuje winy serbskiej, nie cofa się przed wymysłami. Na przykład strefa zakazana przelotom. Amerykanie ciągle oskarżali Serbów o gwałcenie zakazu ONZ, mimo obfitych dowodów, że samoloty lotnictwa Jugosławii nie przeleciały ani razu nad zakazaną strefą od czasu jej ustanowienia 9.10.1992 r. Obserwatorzy ONZ są obecni na wszystkich lotniskach republiki federalnej Jugosławii i mają dostęp do wszystkich samolotów i planów lotów. Systemy nadzoru powietrznego Awacs […] potwierdziły że serbskie samoloty przestrzegały zakazu. Tymczasem chorwackie samoloty nagminnie łamią rezolucję ONZ. Naleganie Ameryki, by przestrzegać zakazu lotów dotyczy w oczywisty sposób nie przekroczeń, tylko nękania Serbów – oświadczyła Phillips, która obserwowała sprawę.
Kłamstwa i stronniczość zniekształciły doniesienia prasowe. Phillips podała jako przykład wiadomość z 1991 r. o tym, że podczas oblężenia siły serbskie zrównały z ziemią stare miasto Dubrownika: Teraz okazuje się, że stare miasto Dubrownika przeżyło oblężenie bez uszczerbku. Jedyne budynki zupełnie zniszczone to serbski kościół prawosławny, który zbombardowano od środka. Rzeczywiste szkody odniosła reputacja Serbów.
Phillips przypomniała podrobione zdjęcie niby więźnia w serbskim niby obozie zagłady: A przypadek wychudzonego mężczyzny pokazanego na zdjęciu w Independent z 14.8.1992 r. jako wygłodzony więzień w serbskim obozie? Podpis pod zdjęciem przemilczał, że był on chudy z powodu choroby. Independent sprostował błąd następnego dnia, ale szkodę już wyrządził i chyba niewielu widziało poprawkę schowaną na dole wewnętrznej strony gazety. […] Ktoś mógłby oponować, że łatwo jest popełnić pomyłkę, szczególnie w gorączce wojny. Ale ile pomyłek środki przekazu mają popełnić zanim stanie się jasne, że zniekształcenia w reportażach o wojnie w Jugosławii to więcej niż przypadek? [...] Teraz przerzucili się z odkrywania ‘obozów śmierci’ na wymyślanie ‘obozów gwałtów’.
Fotografie zebrane przez Isakowić pokazują rzeczy niemiłe neo-ustaszom (i ich zachodnim protektorom). Zaczynają od II wojny światowej: kości serbskie wykopane z dołów, do których ustasze wrzucali swe ofiary, przed uroczystym pochówkiem serbskim w krypcie w Prebilowci w Hercegowinie w czerwcu 1991 r.; Serbki pędzone do obozu śmierci w Jasenowacu w Bośni, gdzie zginęło kilkaset Serbów, Romów i żydów. Z okrucieństw niedawnej wojny domowej (mających się powtórzyć w Operacji Burza w 1995 r.) Isakowić wybrała nie mniej szokującą próbkę. Trzyletniego chłopca Chorwaci zabili, kiedy próbował schować się w piwnicy po tym, jak zabili jego rodziców Sladanę i Miroslawa Cecawaciów. Dziewczynkę serbską udusili w torbie plastykowej w listopadzie 1991 r. w Borowo-naselje pod Wukowarem. Serbkę Mirę Kalanj z Gospicia w Chorwacji, siły chorwackie zabiły i spaliły między 16 a 18.10.1991 r. Jej męża Duro zastrzelili karabinem maszynowym w plecy i spalili; małżeństwo miało dwóch synów. Wycofując się 15-16.11.1991 r. siły chorwackie masakrowały poukrywaną ludność. Jedno zdjęcie pokazuje Serbów zabitych siekierą na podwórku po wyciągnięciu z piwnicy.
Według belgradzkiej agencji prasowej Tanjug, Robert Allen Lofthouse z Nottingham dostarczał amerykańskim i brytyjskim środkom przekazu kłamstwa przeciw Serbom bośniackim. Lofthouse’a, najemnika wojennego, złapały siły serbskie na Górze Majewica w północnej Bośni pod koniec stycznia 1993 r. Przyznał się do dostarczania Royowi Gutmanowi z US Newsday i do BBC fałszywych informacji o obozach koncentracyjnych, gwałtach, czystkach etnicznych i innych okrucieństwach Serbów w Bośni.
Według Tanjug, Lofthouse posyłał fałszywe reportaże i podrabiał nagrania telewizyjne dla Gutmana i BBC raz na miesiąc. Pomagali mu ludzie muzułmańskiego oficera wywiadu imieniem Amir. Lofthouse przyznał się m.in. do podania Gutmanowi i BBC, że Serbowie bośniaccy użyli gazów trujących we wrześniu 1992 r. „Reportażom” Gutmana w Guardianie na początku sierpnia 1992 r. rzeczywiście brakowało autentycznego wydźwięku. 4. sierpnia Gutman donosił ze Slawonskiego Samaca w Chorwacji, że ludzi w serbskich obozach w Bosanskim Samacu po drugiej stronie Sawy torturowano, zabijano i kazano im jeść własne fekalia. Reportaż był rzekomo oparty na (niesprawdzonych) zeznaniach byłych więźniów.
5. sierpnia Gutman donosił z nieujawnionej miejscowości, że w serbskim obozie w Brcko zwłoki palono i przerabiano na paszę dla zwierząt. Następnego dnia Gutman opisał z Zagrzebia jak serbskie straże w obozie Omarska trzymały więźniów w otwartym dole. Relacja była jak poprzednie z drugiej ręki, od człowieka imieniem Hajca. Do tego Hajca oznajmił (tak pisał Gutman), że nie był świadkiem morderstw ale jednego razu widział osiem zwłok pokrytych prześcieradłami.
Oczywiście w brytyjskiej prasie ani telewizji nie było reportażu o złapaniu i wyznaniach Lofthouse’a. Zapewne twierdziłyby, że doniesienia propagandy Tanjug o jego współpracy z Gutmanem są nieuzasadnione. Tymczasem Gutman publikował właśnie nieuzasadnione i niesprawdzone informacje z Bośni. Jeśli Guardian chętnie publikował bzdury o przeróbce zwłok na paszę, dlaczego nie podać historyjki Tanjuga o brytyjskim najemniku-kłamcy?
Przez szerzenie „usankcjonowanych” doniesień od ludzi jak Lofthouse propaganda wytworzyła wizerunek polecany przez rządowo-wojskowe organa wojny informacyjnej. Nie był to przypadek (jakże masowy i długotrwały!) stworzony przez niedoświadczenie i gorączkę wojny, tylko zdaniem licznych ekspertów dziennikarstwa w książce Hammonda i Hermana celowa akcja odgórna, w którą wielu redaktorów i dziennikarzy dało się wciągnąć, łamiąc etykę zawodową. Ale kto by się spodziewał etyki zawodowej w dobie neoliberalizmu? Jak w innych systemach mniej lub bardziej totalitarnych liczy się jedynie poprawność polityczna.
Gdy informacje inkryminujące Serbów ukazały się w środkach przekazu wolnego, sprawiedliwego, demokratycznego Zachodu, publika (i co gorsze, mocodawców i decydentów!) przyjęła je za niepodważalną prawdę. Szybko powstała nienaruszalna opinia o Serbach, trudna do zmiany nawet dziś. Np. Andre Glucksman pisał w Le Figaro z 25.1.1993 r.: W środku starego kontynentu była czerwona armia przekształcona na armię serbską próbuje przedłużyć i zakończyć II wojnę światową, odtwarzając nieludzkie metody z tamtych czasów: masowe wypędzenia, rzeź ludności cywilnej, brutalne obozy więzienne, czystki narodowościowe.
Zoran Petrowić Piroczanac zebrał w witrynie www.knjizevnarec.co.yu/war/razno/pirocanac.html szereg cytatów ilustrujących budowanie wrogości do Serbów. Autor pisze: Te cytaty to mały pomnik hańby intelektualistów z (przeważnie) krajów rozwiniętych, dzięki którym agresja NATO stała się możliwa, a nawet pożądana. Dziwnym trafem intelektualne przygotowania do wojny przeciw Serbom rozpoczęły się na początku lat 1990.: Podczas lat 1990. na całym świecie […] przedstawiono tysiące analiz w gazetach, programach telewizyjnych, książkach na temat nowego gatunku na Ziemi – Serbów. To nowe zło, diabły, mordercy niemowląt, niszczyciele bibliotek publicznych, archiwów historycznych, czyściciele innych narodowości, tyranie – Serbowie przeszkadzają w rozwoju współczesnego pokojowego świata. Dlatego tego wirusa trzeba zniszczyć. Stąd ta tchórzliwa agresja w stosunku do narodu serbskiego (‘pierwsza wojna zjednoczonej Europy’, jak powiedział Francuz Jack Lang w telewizji w połowie maja 1999 r.). Naród serbski nigdy nie zapomni wojny 1999 r.
Jak było możliwe podporządkowanie systemu informacji społecznej machinie rządowo-wojskowej? Odpowiedź znalazłem przy okazji rozszyfrowywania krętactw władz USA i NATO na temat skutków broni uranowej (rozdziały pt. Broń uranowa), bo oba tematy są wojskowe.
Działania informacyjne korzystają z nauk psychologicznych, środków przekazu i zawansowanej techniki, a kiedy trzeba, dowództwo integruje kilka rodzajów służb specjalnych, dobierając zespoły wykonawcze z ekspertów w różnych dziedzinach zależnie od wymagań zadania (co wypłynęło np. po „masakrze” w Raczaku). Propaganda używa słów, wyrażeń i kontekstów opracowanych przez speców od PsyOp, którzy podobno znają kulturę, psychologię i inne realia społeczne. Obserwując produkty propagandowe tych speców, czasem można wątpić w ich kwalifikacje. W większości przypadków udaje im się otumanić dużą część społeczeństwa zachodniego (szczególnie mniej wykształconego i nie poinformowanego).
Zastanawia fakt, że propagandzie udaje się otumanić wielu uczciwych przywódców, polityków i decydentów. Ludzie ci nie są więc tak wykształceni, inteligentni i poinformowani jakby wyglądało, albo służby dezinformacyjne stosują na nich dodatkowe metody, np. izolację informacyjną i przygotowane przez siebie biuletyny. Nie wierzę, że gdyby np. Tadeusz Mazowiecki znał prawdę, mógłby powiedzieć 14.11.1994 r.: Czystki etniczne nie są konsekwencją wojny, tylko jej celem. W wielu rejonach serbski cel został już osiągnięty przez mordy, bicie, burzenie domów i pogróżki. Muzułmanie i Chorwaci, którzy pozostali na terytorium pod kontrolą Serbów żyją w strachu. Niewiedza nie usprawiedliwia zbrodni, szczególnie w przypadku osób wykształconych na wysokich stanowiskach; winni podżegania do wojny i jej popierania przez sianie dezinformacji są tak samo winni jak zbrodniarze wojenni.
Wydziały Public Affairs (PA, opinii społecznej) wojskowych służb dezinormacyjnych dostarczają obiektywnych doniesień bez zamiaru propagandy i rozpowszechniają informacje na arenie międzynarodowej. PA sporządza oświadczenia i materiały prasowe kierując się zasadami wiarygodności przekazu i wyświetlania prawdy [które służą zdyskredytowaniu] dezinformacji lub wrogiej propagandy o działaniach sił USA i sojuszników [co] jest niezbędne do utrzymania sprzyjającej opinii publicznej. PA stosuje propagandę białą (prawda), szarą (dwuznaczniki) lub czarną (kłamstwa), często z pomocą Public Relations (PR, ). Rzecznik NATO Jamie Shea twierdził, że wygrał wojnę w Kosowie dzięki codziennym prasówkom w stylu PR.
Jednostki Public Affairs przygotowują doniesienia dla agencji prasowych, które posyłają je do prasy, radia i telewizji. Niezależni dziennikarze nie mają szans przemycic swoich doniesień w oficjalnych, wysokonakładowych publikacjach, bo służby dezinformacyjne NATO misternie sprawują władzę nad redaktorami naczelnymi. Struktury środków przekazu są skorumpowane od góry do dołu. Były prezydent CBS News, Richard Salent powiedział: Naszym zadaniem jest dać publice nie to, co by chcieli, tylko to, co my zdecydujemy co oni powinni dostać. John Swinton, były naczelny New York Times, którego koledzy po fachu nazwali Dziekanem Swego Zawodu, wyznał szczerze przed zgromadzeniem w Nowojorskim Klubie Prasy: Płacą mi co tydzień za wykluczanie własnych opinii z łamów gazety, z którą jestem związany. Innym z was płacą podobne gaże za podobne rzeczy, a ci z was, co byliby tak niemądrzy, by napisać uczciwe opinie, wylądowaliby na ulicy w poszukiwaniu innej pracy […] Jesteśmy narzędziami i wasalami bogatych za kulisami.
Amerykańskie środki przekazu skonsolidowały się w ciągu ostatnich kilku lat do garstki konglomeratów dzięki wywalczonym wcześniej wyjęciu spod kontroli państwowej. Formują umysły społeczeństwa w sposób doniosły wpływając na interpretację rzeczywistości. Niedługo podobnemu procesowi mają się poddać europejskie i polskie środki przekazu (znakiem ostrzegawczym może być afera Rywina). Największe z konglomeratów rosną jeszcze większe konsumując konkurencję. Od lat 1990. ich wielkość potroiła się. Konsolidacja imperiów przekazu wyeliminowała niezależne stacje telewizyjne, prasę i radio. Tylko garstkę z pozostających przy życiu stać na niezależnych dziennikarzy. Reszta jest zdana na łańcuchy informacyjne w doniesieniach krajowych i międzynarodowych. Niepokoi również fakt, że jedna grupa etniczna zdominowała struktury informacji publicznej, co zupełnie nie odzwierciedla przekroju narodowościowego właścicieli wielkiego biznesu, członków zarządów i pracowników w USA. Grupa ta zastrasza krytyków powołując się na antysemityzm.
Telewizja, radio, gazety, czasopisma, książki, filmy, nawet płyty CD przemawiają jednym głosem, wzmacniając wzajemnie przekazywane informacje. Pomimo pozornej różnorodności nie ma alternatywnych źródeł informacji. Najbardziej prestiżowe i wpływowe gazety amerykańskie New York Times, Wall Street Journal i Washington Post obrazują zdolność używania prasy przez panów informacji jako instrumentu polityki bez sprzeciwu. Gazety te dyktują trendy i wskazują drogę niemal wszystkim pozostałym gazetom w USA oraz poczynają wiadomości do kopiowania przez innych. New York Times we wspólnym przedsięwzięciu z Washington Post publikuje International Herald Tribune, gazetę o najwyższym nakładzie na świecie.
Washington Post dostaje wiadomości wewnętrzne rządu federalnego. Wyrażenia w artykułach takie jak źródła wojskowe, wysocy urzędnicy państwowi, albo analitycy Pentagonu ujawniają stosunki między agencja informacyjną a rządem i władzami wojskowymi. Innym objawem pojedynczego (wbrew zasadom dziennikarstwa) źródła informacji z międzynarodowych agencji prasowych są standardowe wyrażenia (nawet zdania i całe akapity) oraz początki i zakończenia artykułów, zgodne ze stanowiskiem Pentagonu czy NATO. Washington Post z 10.11.2002 r. podaje wgląd w stosunki Pentagon-prasa: Niniejszy artykuł został w ostatnich dniach szeroko przedyskutowany z kilkoma wysokimi przedstawicielami cywilnymi i wojskowymi departamentu obrony. Cenzorzy wojskowi w Public Affairs dokładnie sprawdzili artykuł, a niby niezależne wydawnictwo opublikowało go, służąc tym samym jako tuba propagandowa.
Korporacje informacyjne preparują sondaże na zamówienie rządu, które odzwierciedlaja plany administarcji, Pentagonu i wielkiego biznesu. Środki przekazu idą na, jak określili sami doradcy Białego Domu, kampanię sprzedaży wojny Amerykanom, co było oczywiste podczas przygotowań do wojny z Irakiem od 2002 r. Wojskowa kontrola nad środkami przekazu sięga pól walk. To nauczka z czasów wojny w Wietnamie, kiedy reportaże o okrucieństwach na ludności i o poległych żołnierzach amerykańskich powracających w workach wywołały silne protesty społeczne. Obecnie obowiązuje system dzielenia się informacją. Co dzień władze wojskowe na miejscu wojny wybierają kilku dziennikarzy spośród grupy kilkuset i zawożą ich na zatwierdzone miejsce. Jeden kontrolowany reportaż zostaje następnie rozdzielony między kolegów i jeden wychodzi we wszystkich środkach przekazu. Ewentualne potępiające reportaże od niezależnych korespondentów wojennych są wybielane lub zniekształcane na prasówkach Pentagonu, które zwalają winę na wroga . Jeśli niezależne środki przekazu złamią ten system, jak miało miejsce z serbska telewizją w 1999 r., ich urządzenia i siedziby zostaną zbombardowane precyzyjną bronią, albo doznają innej akcji zintegrowanych służb specjalnych według przepisu wojny dezinformacyjnej.
Aby zdobyć poparcie publiki dla planowanego ataku bombowego NATO w Bośni, na przełomie lat 1992-1993 prasa zamieszczała bez weryfikacji sensacyjne artykuły o gwałtach. Wymysł wypłynął od Harisa Silajdzicia, ministra Bośni-Hercegowiny w czasie rozmów pokojowych w Genewie. Silajdzić zarzucił siłom serbskim w Bośni gwałt 30 tys. kobiet i dziewcząt. Popularny magazyn dla kobiet Ms zamieścił artykuł oskarżający Serbów o gwałcenie w produkcji filmów porno. Żadnych filmów tego rodzaju nigdy nie znaleziono, a organizacje praw człowieka Helsinki Watch i Human Rights Watch nie poparły zarzutów przeciw Serbom. W styczniu 1993 r. tzw. Raport Warburtona zatwierdzony przez Wspólnotę Europejską oszacował, że w ramach strategii pokonywania oponentów Serbowie zgwałcili około 20 tysięcy Muzułmanek. Raport nagminnie przytaczano jako niezależny i wiarygodny. Nie opublikowano wyznań członkini zespołu badawczego, Simone Veil, byłej minister rządu francuskiego i przewodniczącej Parlamentu Europejskiego, że raport opierał się na wywiadach z czterema osobami.
Według New York Times z 19.10.1993 r. chorwackie ministerstwo zdrowia było jedynym źródłem informacji o 20 tysiącach zgwałconych. Newsweek doniósł 4.1.1993 r. o 50 tysiącach gwałtów na Muzułmankach w Bośni. Współautor Tom Post wyjaśnił, że liczba ta opierała się na wywiadach z 28 kobietami. Łączną ilość obliczano ekstrapolując stwierdzone przypadki za pomocą współczynników określonych z proporcji zgłaszanych gwałtów do ilości rzeczywistej, bo zwykle ofiary nie przyznają się z wielu powodów. Na podstawie 119 udokumentowanych przypadków komisja ONZ zmniejszyła liczbę ofiar z 50 tysięcy do 2,4 tysiąca Serbek i Chorwatek. Francuski dziennikarz Jerome Bony znalazł wytłumaczenie przesadzonych raportów; daleko od miejsca zbrodni plotkowano, a na miejscu okazywało się inaczej: 50 km od Tuzli, powiedziano mi: Niech pan się uda na boisko szkoły średniej w Tuzli. Są tam cztery tysiące zgwałconych kobiet […] Kiedy przybyłem na miejsce, znalazłem tylko cztery kobiety gotowe zeznawać.
W poszukiwaniu sensacji reporterzy wysnuwali bzdurne wnioski, które mogły ujść uwadze czytelnika. 15.1.1993 r., czyli w momencie kiedy wojna serbsko-bośniacka nie miała jeszcze dziewięciu miesięcy, New York Times zamieścił ilustrowany artykuł o dwumiesięcznym dziecku małolatki muzułmańskiej rzekomo zgwałconej w serbskim więzieniu. To mógłby być wcześniak, ale co sądzić o pięciomiesięcznym dziecku urodzonym w wyniku rzekomych systematycznych gwałtów serbskich w Bośni, co opisał USA Today dwa dni wcześniej.
Podczas gdy propaganda rozgłaszała rzekome gwałty serbskie na Albankach kosowskich w czasie ataku NATO na Jugosławię wiosną 1999 r., albańskie gangi porywały do burdeli włoskich i greckich dziewczyny i młode kobiety z obozów dla uchodźców kosowskich, zabijając nawet te, które się opierały. W kilka przypadkach świadkami byli reporterzy zachodni, np. agencji Reutersa 25.5.1999 r. Korespondent agencji Knight Ridder donosił 22.5.1999 r., że co noc 10 łodzi opuszczało albański port Vlore do Włoch z dziennym „połowem” kobiet kosowskich.
Wymysł o serbskich gwałtach odciągnęła uwagę publiczną od rzeczywistych celów i zbrodni NATO w Bośni. Dała również zatrudnienie rzeszom dziennikarzyn i ich szefom; ich wysiłki widać było w zwiększonej uwadze prasy i telewizji w czasie pokazowych „rozpraw” wojskowych serbskich przed marionetkowym sądem w Hadze. „Gwałty” i „sprawcy” są tam faktami dokonanymi zanim zebrano dowody i zapadł wyrok. Na przykład stały dział felietonistki Lindy Brazill w Capital Times, gazecie w Madison w stanie Wisconsin, użyczył miejsca Shanie Alexander z organizacji Talking Women (rozmawiające kobiety), która pisała 23.3.2000 r.: Atak między uda to tylko dalszy ciąg strzału pociskiem między oczy […] gwałt i niewola seksualna w dalszym ciągu są podstawową bronią przeciwko kobietom w czasie wojny. Po zakończeniu wojny mężczyźni u władzy nie robią wiele, aby ukarać te zbrodnie. Ale w tym tygodniu trybunał zbrodni wojennych w Hadze przeszedł do historii prawa otwierając pierwszą sprawę ONZ skupiającą się wyłącznie na powszechnych zbrodniach seksualnych przeciw kobietom podczas wojny.
Sprawa dotyczyła miejscowości Foca, gdzie rzekomo Serbowie bośniaccy uwięzili Muzułmanki w fabrykach gwałtów, gdzie podobno kobiety i dziewczęta, niektóre w wieku zaledwie 12 lat, co noc zmuszano do seksu z wojskowymi. W jednym przypadku członkowie serbskiej policji wojskowej byli oskarżeni o gwałcenie i torturowanie 15-letniej dziewczyny przez 8 miesięcy. Chociaż Foca jest najbardziej głośnym przypadkiem w ciągu wojny lat 1992-1995, są doniesienia o gwałtach przez wszystkie strony w dziesiątkach takich fabryk w całej Bośni. Najniższe oszacowanie, wykonane przez komisję Wspólnoty Europejskiej opiewa na 20 tysięcy zgwałconych kobiet, w większości Muzułmanek. Muzułmański rząd Bośni zasugerował, że 50 tysięcy jest bliższe prawdy – pisała Alexander, w najoczywistszy sposób przemilczając negatywne wyniki badań sprawy przez organizacje humanitarne i zeznania wysokich osobistości europejskich zaangażowanych w oskarżycielskie „raporty”.
Alexander pisała dalej: Rozprawa jest ważna, bo chociaż wyrażenie ‘systematyczny gwałt’ użyto w celu opisu wydarzeń w Bośni, nie ma obecnie takiej zbrodni wg prawa międzynarodowego. Zgodnie z wydawnictwem „Crimes of War: What the Public Should Know” (zbrodnie wojenne: co publiczność powinna wiedzieć) dowiedzenie, że gwałty są szeroko stosowane i odbywają się systematycznie jest ważne dla udowodnienia zbrodni przeciw ludzkości. Systematyczny charakter gwałtów może również pomóc w przekonywującym ustaleniu intencji, który jest wymagany w oskarżeniu o ludobójstwo. Alexander podaje precedens sądowy w sprawie gwałtów na kobietach Tutsi w Afryce, gdzie sąd orzekł, iż jeśli dokonane są z intencją zniszczenia grupy narodowościowej w części lub całości, gwałt i przemoc seksualna stanowią ludobójstwo tak samo, jak każdy inny uczynek. Oskarżenie o zniewolenie seksualne w Foca jest również krytyczne, bo niewolnictwo jest od dawna uznane za przestępstwo międzynarodowe, więc może być podciągnięte pod zbrodnię przeciw ludzkości.
Wspominając również 200 tys. kobiet wpędzonych w niewolnictwo seksualne przez Japończyków w czasie II wojny światowej (do dziś bez rekompensaty), Alexander przytacza zdanie Kelly Askin, amerykańskiej prawniczki i autorki książki o Bośni pt. War Crimes Against Women (zbrodnie wojenne przeciw kobietom). Wg Askin rozprawa w Hadze reprezentuje ogromny postęp […] w prawodawstwie dla kobiet. Dzięki Askin i innym kobietom, które są teraz częścią systemu władzy sądowej, od prezydent trzyosobowego składu sądu w Hadze, pani Florence Mumby, po panie mecenas po stronie oskarżycielskiej i obronnej, ta rozprawa jest dowodem, że nastawienie świata do tego rodzaju zbrodni zmienia się – pisała Alexander.
Działacz społeczny z Kalifornii Lester Schonbrun odpowiedział gazecie w liście z 26.3.2000 r., który obiegł natychmiast Internet: Nie udowodniono gwałtów na Bałkanach. Wojnę przeciw Jugosławii wytoczono z premedytacją. ‘Obozy gwałtów’ i absurdalne liczby ofiar są częścią lawiny propagandowej, która doprowadziła do wojny. Skąd wiem? Zdrowy rozsądek. Wiem, że moja rodzima Ameryka jest obojętna na prawdziwą niedolę cierpienia zwykłych ludzi. Jej polityka rodzi gwałty. Oddziały śmierci, wyszkolone i utrzymywane przez Amerykanów na całym świecie, zgwałciły więcej osób niż potrafię policzyć. Mam więc wierzyć, że ci gwałciciele na samej górze troszczą się o zbrodnie na Bałkanach? To zbyt absurdalne. Tak jak motywy tej wojny przedkładane przez ich realpolitik […] Na początku gwałty nie miały miejsca. Najpierw było pragnienie podziału Jugosławii. Zaogniło ono konflikty i urodziło wyolbrzymione raporty o gwałtach, sensacyjne opowieści o okrucieństwach. Przez ostatnie 10 do 12 lat środki przekazu wpoiły Amerykanom okropne historie w przygotowaniu na ten dzień, kiedy skrajna zbrodnia wojenna, bombardowania, będzie wyglądać jak ulga, akt altruistyczny tysiące mil stąd w jakiejś gwiezdnej krainie […] Koszty i zniszczenie ponosi jedna grupa: tragicznie nieszczęśni Jugosłowianie i ogłupieni zachodni podatnicy. Korzyści ciągnie zupełnie inny rodzaj ludzi, którym zawsze było obojętne, kogo zabijają, by mogli ‘rosnąć gospodarczo’.
Angielscy lordowie ośmieszyli się, powtarzając w szacownej Izbie Lordów podłożone, niesamowite zmyślenia o Serbach. Wypowiedzi miały wydźwięk naukowy, czyli ci co zebrali materiały i przygotowali teksty (jeśli nie byli ze służb dezinformacyjnych) rażąco złamali etykę naukowca, który zobowiązany jest przed społeczeństwem do rzetelnego, obiektywnego przestudiowania tematu przed zabraniem głosu. Nie mniej bulwersujący jest fakt, że do parlamentów państw uważających się za przodowników cywilizacji dociera dezinformacja w formie plotek, zmyśleń i zwykłych kłamstw, które wpływają na podejmowane decyzje wielkiej wagi państwowej i międzynarodowej.
W kwietniu 1993 r. niejaki McNair poświęcił swój cenny lordowski czas na rolę serbskich psychiatrów w podżeganiu i kierowaniu rzeziami: (1) manipulowali emocjami Serbskiej ludności, (2) analizowali kultury nie-serbskie, aby opracować psychologię terroru […] Najpierw siły serbskie zajmują rejon. Następnie odbywają szereg gwałtów publicznych i poniżają miejscowe kobiety. W wyniku tego cała społeczność miejscowa czuje się nieczysta i splugawiona, więc […] ludność muzułmańska jest gotowa opuścić rejon. Ich przeznaczeniem jest oczywiście jakiś obóz z dala od domu, w którym gwałty i inne formy sponiewierania zaczynają się na dobre. Od tego wątku przeszedł do wyssanej z palca serbskiej deklaracji rodzaju Mein Kampf Hitlera, ale nie z II wojny światowej, tylko współczesnej. Lord zrobił z siebie balona na wieki wieków – patrz rozdział Wielko-serbizm. Nie obchodziłoby to Serbów, gdyby nie wpływ jaki mędrcy jego pokroju wywarli na decyzje parlamentarne w Europie Zachodniej i Ameryce dotyczące wojny domowej w Jugosławii.
Kolega McNaira lord Hylton apelował nie mniej naukowo o wyasygnowanie odpowiednich środków na przywrócenie podstawowych praw i wolności, aby ich brak nie wywołał eksplozji. Również chodziło o wojnę w Bośni i pomoc, tylko nie dla Serbów: Tam było ludobójstwo. Musimy to przyznać z wielkim ubolewaniem. Była tam celowa polityka zabijania młodych mężczyzn. gwałcenia kobiet i wysiedlania starszych. Tej polityce towarzyszyły zniszczenie meczetów i palenie niezliczonych domów. Żadna grupa narodowościowa nie jest bez winy, ale najsroższe potępienie przypada na rząd Serbii […] Okrucieństwa te przewyższają cokolwiek znanego w Europie od 1945 r. Przy okazji przygotowywanej wtedy interwencji zbrojnej NATO w Bośni lord już wtedy znał potrzebę następnej interwencji : mocarstwa mają obowiązek zapewnienia, że takie wydarzenia nigdy się nie powtórzą. Podobnie mają obowiązek zapobieżenia rozszerzeniu się okrucieństw do Kosowa.
Inny brytyjski bufon, człowiek pióra sir Peter Ustinov moralizował w European z 10.6.1993 r. w stylu anglosaskiego rasisty-snoba: żadna kwestia moralna nie była nigdy przedtem jaśniejsza. Każda próba próśb, targów ze zbrodniarzami i renegatami odbędzie się kosztem honoru, przyzwoitości i poczucia własnej godności. Serbowie są ludźmi dwuwymiarowymi, pragnącymi prostoty i ideologii tak podstawowej, że można ją bez trudu zrozumieć. Potrzebują wrogów, a nie przyjaciół, aby mogli skoncentrować swoje dwuwymiarowe idee. Życie jest dla nich prostą melodią, nigdy orkiestrą, czy nawet przyjemną harmonią. Zwierzęta używają swoje zasoby z o wiele większą błogością niż te przedestylowane stworzenia, których członkostwo w rodzie ludzkim zalega z płatnościami. Po przedestylowaniu przeciwserbskiej propagandy ludzi pokroju Petera Ustinova i Jamiego Shea bardzo jasno pokazała się ich wymiarowość.
Roger Boyls, w Times z 23.12.1992 r., w najlepszym stylu defraudacji informacji nie pokwapił się zweryfikować plotek z czwartej ręki, czyli „raportu” Światowej Rady Kościołów, napisanego na podstawie anonimowych „wywiadów”: gwałt stał się systematyczną bronią wojenną w konflikcie w Bośni i gwałciciele powinni stanąć przed sądami zbrodni wojennych. ‘Jesteśmy teraz przekonani, że istnieje polityka systematycznych gwałtów i że jest to broń wojenna, a nie jej produkt uboczny’ powiedziała wczoraj Brenda Fitzpatrick z Rady. Fitzpatrick, członkini zespołu badawczego przyznała, że gwałty popełniały wszystkie strony, ale tylko Serbowie ustanowili politykę gwałcenia i zapładniania uwięzionych muzułmanek […] Obozy gwałtów wydają się być ponurym odgałęzieniem czystek etnicznych. Wiele ofiar twierdzi, że powiedziano im, że będą gwałcone wielokrotnie, aż zajdą w ciążę i urodzą etniczne dzieci serbskie. Gdy zaszły w ciążę, pozostawiono je do siódmego miesiąca, kiedy przerwanie ciąży było niemożliwe. ‘Serbowie mają jasny cel stworzenia pokolenia dzieci nienawidzących,’ powiedziała Fitzpatrick, cytując osobę, która udzieliła wywiadu.
Najbliżej bruku upadł jednak Daily Mirror z 4.1.1993 r. niecałe dwa tygodnie później. Serbskie psy próbowały się rozmnażać we właściwy sobie sposób: Serbskich lekarzy oskarżono wczoraj o przeprowadzanie podłych doświadczeń na uwięzionych kobietach. Jedna Bośniaczka podobno zmarła po próbie zmuszenia jej do urodzenia psa. Podobno została zmuszona do przerwania ciąży, a w jej macicy umieszczono płód psa. Zdaniem członka parlamentu niemieckiego Stefana Schwarza lekarze w obozie koncentracyjnym kopiują metody hitlerowskiego potwora Josefa Mengele. Schwarz powiedział niemieckiej gazecie, że oświadczenia pochodzą od chorwackich lekarek, które leczyły uciekające Bośniaczki i żądają akcji położenia kresu ‘ludobójstwu’.
Kim Wilsher z The Mail on Sunday pisał 3.1.1993 r. ze swadą bywalca agencji towarzyskich, znowu opierając się na spekulatywnym „raporcie”: Inny raport sugeruje, że obóz gwałtów o nazwie Sonja Cafe pod Sarajewem wykorzystuje 70 kobiet. Kiedy zostają zabite, sprowadza się nowe niewinne kobiety. To nie są ‘obozy komfortu’, które Japończycy zakładali podczas II wojny światowej. To nie są ‘burdele’, które hitlerowcy zapełniali żydówkami z obozów koncentracyjnych. Przyjemność seksualna nie jest tu jedynym celem. Gdy muzułmanka zajdzie w ciążę z ‘serbskim’ dzieckiem, Serbowie uważają to za taktyczne zwycięstwo. Siły serbskie rozmyślnie więzią muzułmanki zapłodnione w gwałtach, zmuszając je w ten sposób do urodzenia dziecka lub cierpienia przerażająco późno przerwanej ciąży.
Sąsiedzi lordów przez Kanał La Manche wpadli na jeszcze lepszy pomysł. Francuski tygodnik dla dzieci Les Journal de Enfants próbował 22.2.1993 r., według zasady ‘czym skorupka za młodu nasiąknie’, wpoić milusińskim prawdę o dzikusach na dalekich Bałkanach: Co dzień odkrywamy nowe okropności w wojnie w Jugosławii. Podczas gdy w Genewie (w Szwajcarii) trwają dyskusje nad znalezieniem pokojowego rozwiązania, walki w Bośni i Hercegowinie (jedna z 6 republik byłej Jugosławii) trwają. Nawet gorzej, ludzie trzyma się i torturuje w obozach koncentracyjnych. Serbowie gwałcą (zmuszają do stosunku płciowego) kobiety. Niebieskie Hełmy ONZ (organizacja odpowiedzialna za obronę pokoju) nie są w stanie temu zapobiec. Dalej pod tytułem Jugosłowiańskie piekło opowiastka straszyła dzieci serbskim diabłem: Czystki narodowościowe, obozy koncentracyjne, gwałty kobiet po to, aby rodziły serbskie dzieci, oraz masakry. Ta wojna w Jugosławii jest okropna […] Posuwając się dalej w tych okropnościach Serbowie gwałcą muzułmanki z Bośni. W wyniku tego zachodzą one w ciążę i spodziewają się ‘serbskiego’ dziecka. Według badań Wspólnoty Europejskiej zostało zgwałconych co najmniej 20 tysięcy osób.
Mamusie i tatusie mogli potwierdzić obawy wystraszonych dzieci po wysłuchaniu dowodów serbskich zbrodni, znalezione przez redaktora specjalnego programu telewizyjnego La Marche de Siecle, w którym rozmawiał z jakąś Zwonką Knezowić: Chciałbym zapytać w Pani 19. roku życia, czy wojna zdziesiątkowała Pani przyjaciół lub zabiła kogoś w Pani rodzinie? Zwonka: Tak, to prawda. Duża ilość moich przyjaciół została zabita lub zginęła. W Sekowicie koło Tuzli jest obóz, w którym 800 dziewcząt w wieku od 13 do 18 lat jest wykorzystywanych do zabaw seksualnych serbskiej armii.
Niemal od początku wojny w Bośni na wiosnę 1992 r. można było znaleźć w europejskiej prasie, ale nie tak łatwo w USA, powtarzające się doniesienia o cywilnych ofiarach śmiertelnych w okupowanym przez Muzułmanów Sarajewie, przypisywane serbskiej armii w Bośni, podczas gdy w niektórych wypadkach udowodniono, że sprawcami były siły Izetbegowicia. Rząd muzułmański planował w ten sposób pozyskać poparcie USA w postaci interwencji zbrojnej, co jak wiadomo udało się. Posądzenia reżimu Izetbegowicia o poświęcenie w ten sposób własnych ludzi obejmują przypadki strzelania wyborowego do cywilów i 3 poważne eksplozje, którymi obwiniono serbskie moździerze. W eksplozjach zginęły dziesiątki osób. Każda masakra przyciągnęła akcję międzynarodową przeciwko serbskim wrogom Muzułmanów.
Londyński Independent krzyczał nagłówkiem 22.8.1992 r.: Muzułmanie zabijają swoich własnych ludzi: masakra kolejki po chleb w Bośni była chwytem propagandowym, dowiedział się ONZ. Tę samą wiadomość zamieścił Toronto Star następnego dnia. Kanadyjski generał Lewis MacKenzie, pierwszy dowódca sił ONZ w Bośni pisze w swej książce pt. Peacekeeper, the Road to Sarajevo (żołnierz pokoju, droga do Sarajewa) o masakrze z 27.5.1992 r.: Moi ludzie mówili, że kilka rzeczy się nie zgadzało. Ulica została zamknięta niedługo przed eksplozją. Jak tylko tłum został wpuszczony i ustawił się w kolejkę, pokazali sie dziennikarze, trzymając się z daleka. Przyszedł atak i dziennikarze natychmiast znaleźli się na miejscu eksplozji. Za zrównoważone zdanie o tym, kto był winny wypadków, generał MacKenzie został posądzony przez muzułmański rząd w Bośni o gwałt i zabójstwo 4 mahometanek i małżeństwo z Serbką. Dalsze przeszkody ukazały się, gdy generał próbował wstąpić w karierę polityczną.
Następna masakra miała miejsce 5.2.1994 r. na rynku sarajewskim. Defence & Foreign Affairs Strategic Policy znowu zabrał głos w obronie Serbów pisząc, że sprawcami byli Muzułmanie i zabili własnych ludzi, aby wywołać bombardowania przez NATO i wzmocnić amerykańską pomoc dla siebie. Londyński The Times doniósł 19.2.1994 r. za Deutsch Press-Agentur, że po raz pierwszy starszy urzędnik ONZ przyznał istnienie tajnego raportu ONZ, który wini Muzułmanów bośniackich za masakrę w Sarajewie kilkanaście dni wcześniej. Jak zwykle sprawozdawcą z wydarzenia dla Ameryki była pani Amanpour. Stephen Kinzer podaje wrażenia o niej w artykule pt. Gdzie jest wojna, tam jest Amanpour w New York Times Magazine z 9.10.04: Pchała CNN do reportaży z Bośni, kiedy właściwie nie było wiele zainteresowania tym tematem – powiedział anonimowy pracownik CNN. Po prostu nalegała, aby tam jeździć, a wpływ jej reportaży zmusił inne sieci telewizyjne do pójścia w jej ślady. […] Krzywiłem się z bólu na myśl o niektórych jej uczynkach, które nazywano dziennikarstwem orędowniczym. Była w Belgradzie, kiedy wydarzyła się masakra na rynku sarajewskim, lecz wystąpiła przed kamerami aby powiedzieć, że prawdopodobnie zrobili to Serbowie. W żaden sposób nie mogła wiedzieć.
Masakra powtórzyła sie w Sarajewie 28.8.1995 r.. Znów posądzeni i ten nikczemny czyn Serbowie okazali się niewinni, donosił londyński Sunday Times 1.10.1995 r. nagłówkiem Serbowie nie winni masakry. Eksperci ostrzegli USA, że moździeż był bośniacki. Atak dał administracji Clintona pretekst, jaki potrzebowała do żądania natychmiastowego bombardowania Serbów. Nie było też przypadkiem, że Christiane Amanpour i Peter Jennings ukazali się w Sarajewie akurat na czas, aby zostać świadkami ataku Serbów. Na podstawie tego fałszu samoloty NATO, głównie amerykańskie, zrzuciły 6 tys. t bomb na pozycje serbskie. USA użyło haniebnie listę celów dostarczoną przez generała Raszima Delica, głównodowodzącego armią bośniackich Muzułmanów. Ambasadorka USA w ONZ, Madeleine Albright nie posiadała się ze szczęścia ogłaszając Amerykanom, że amerykańscy piloci bombardują Serbów. Kto wierzy w zapewnienia USA, że nie było szkód ubocznych bomb i że nie zabiły żadnych cywilów?
Niecały rok potem, w kwietniu 1996 r. francuski dziennikarz Le Monde Bernard Volker, który 2 lata wcześniej nalegał, iż Muzułmanie byli odpowiedzialni za pierwszą masakrę w Sarajewie, wygrał sprawę w sądzie w Paryżu i w ten sposób udowodnił prawdę w swoim doniesieniu prasowym. Dalszy dowód winy Muzułmanów a nie Serbów dostarczył redakor naczelny magazynu Le Nouvel Observatuer Jean Daniel. W wydaniu magazynu z 31.8.1995 r. Daniel bezprecedensowo wyznał w artykule pt. Koniec kłamstw o Bośni, że premier Francji, wielu ministrów i 2 generałów francuskich potwierdziło mu, że Muzułmanie byli sprawcami rzezi: ‘Oni [Muzułmanie] popełnili tą rzeź na swoich własnych ludziach?’ wykrzyknąłem osłupiony. ‘Tak’, potwierdził premier [Eduard Balledur] bezzwłocznie ‘ale przynajmniej zmusili NATO do interwencji.’
W książce The Sharp End, a Canadian Soldier’s Story (ostra krawędź, opowieść żołnierza kanadyjskiego) James Davis pisze: Tego wieczoru jakieś dzieci bawiły się na werandzie na dole budynku. Żołnierze rzucali im cukierki aż im kazałem przestać […] Nagle kątem oka jeden z żołnierzy zauważył coś mknącego koło nas […] bombę moździerzową. W chwili tuż przed jej eksplozją uzmysłowił sobie, że leciała na te dzieci. Eksplodowała zanim zdołał je ostrzec […] To co znalazł zaszokowało go dogłębnie. Wszędzie leżały kawałki dzieci. Ramiona, nogi i krew pokrywały werandę. Nastolatka zginęła na miejscu. Inne dzieci były poważnie ranne. Brytyjscy medycy przyjechali i próbowali dobrac kończyny do właściwego dziecka. To było okropne.
Następnego rana przyszedł raport od obserwatorów, że wg ich rozeznania nie wypalił w tym czasie żaden serbski moździeż. Davis pisze w swej książce: Z toru posisku obliczono, że Bośniacy zmasakrowali swoje własne dzieci. Dla propagandy. Oczywiście następnego dnia prasa w mieście pisała, że ONZ i ich sprzymierzeńcy Serbowie zabili te dzieci. Nie mogliśmy uwierzyć. Nie mogę mówić za innych, ale tego ranka mógłbym z chęcią zabić każdego żołnierza muzułmańskiego, jakiego bym napotkał. To paskudztwo zaczęło mnie męczyć. Tym ludziom jest wszystko jedno. Są zwierzętami.
CNN i inne główne sieci telewizji w Stanach Zjednoczonych podawały tragiczną historię serbskiego młodzieńca i jego muzułmańskiej narzeczonej, których rzekomo zabili ukryci serbscy strzelcy wyborowi w momencie ucieczki pary przez most z muzułmańskiej części Sarajewa na stronę serbską. Żeby pogorszyć wrażenie o Serbach, CNN podkreśliła, że Serbowie dali parze zezwolenie na przekroczenie mostu, a następnie zastrzelili oboje. Japońska telewizja NHK nadała 8.10.1994 r. program dokumentalny pt. Muzułmanie bośniaccy zamordowali sarajewskich Romeo i Julię. Program stwierdził, że to Muzułmanie, a nie Serbowie, byli sprawcami mordu na moście Wrbanja w maju 1993 r. 50-minutowy program przedstawił dowody zebrane od strony serbskiej i muzułmańskiej przez reporterów japońskich.
Z dowodów wynika, że Muzułmanie zabili Serba Bosko Brckica i jego mahometańską wybrankę, Admirę Ismic. Oboje mieli po 25 lat, a zachodnie środki przekazu nazwały ich Romeo i Julia z Sarajewa, podobnie jak w dramacie umiejscowionym w Weronie wg poematu angielskiego autora Arthura Brooke, na którym oparł się Szekspir. Japoński reportaż zawierał wypowiedzi rodziców kochanków, najbliższego przyjaciela Bosko, który schronił się w Belgradzie, oraz notorycznego przywódcy paramilitarnego w Sarajewie, nazywanego Celo. Wg Celo para opuściła część Sarajewa pod kontrolą Muzułmanów i skierowała się przez most na stronę serbską. Bosko i Admirze poradzono tak, ponieważ Muzułmanie pobili i storturowali Bosko oraz zagrozili, że go zabiją.
New York Times z 1.8.1995 r. podał trzeźwiącą dla Amerykanów wiadomość. Oficerowie francuscy w oddziale sił pokojowych ONZ, mającym za zadanie powstrzymanie serbskich strzelców wyborowych od zabijania cywilów w Sarajewie, wywnioskowali że do połowy czerwca 1995 r. niektóre strzały pochodziły od sił rządu muzułmańskiego Bośni. Wojsko muzułmańskie celowo mierzyło w swoich cywilów. Niemal nie możemy w to uwierzyć, ale jesteśmy pewni, że to prawda – stwierdził starszy oficer francuskiej piechoty morskiej po, jak powiedział, rozstrzygającym badaniu. Francuscy wojskowi ustalili, że ogień strzelców wyborowych pochodził z budynku normalnie zajętego przez żołnierzy i innych funkcjonariuszy muzułmańskich służb bezpieczeństwa.
Martin Lettmayer z niemieckiej telewizji Spiegel przekazał zachodniej opinii publicznej inny przykład tendencyjnego dziennikarstwa za wszelką cenę. Reporter Zeljko Wukowić ujawnił kompromitującą historię o nieszczęsnym chłopcu z Sarajewa. Pewna ekipa zachodniej telewizji dawała chłopcu 10 marek przed każdym przekroczeniem skrzyżowania obstawionego przez ukrytych strzelców wyborowych. Chłopiec został zastrzelony dzierżąc 8 banknotów – tyleż razy odważał się pójść w niebezpieczeństwo. Skrzyżowanie było miejscem strzelania przez strony serbską i muzułmańską w cywilów oraz jednych do drugich.
W sierpniu 1992 r. CNN obwiniła Serbów za zabicie z ukrycia producenta telewizyjnego sieci ABC, Davida Kaplana i za zestrzelenie włoskiego transportowca wojskowego, podchodzącego do lądowania w Sarajewie. W obu wypadkach siły serbskie znajdowały się poza zasięgiem użytej broni, a sama broń nie była w rzeczywistości taka, jak twierdziły władze muzułmańskiej Bośni i powtarzające to jak papugi środki przekazu informacji na Zachodzie. Kaplan znajdował się wtedy w samochodzie na terytorium kontrolowanym przez Muzułmanów, a strzał musiał być oddany z poziomu ziemi. Niemniej jednak reporterka CNN Christiane Amanpour winiła Serbów za śmierć Kaplana w licznie oglądanych programach takich jak np. Charlie Rose Show.
Zastrzelenie „muzułmańskich” niemowląt w autobusie przez domniemanych serbskich strzelców wyborowych przeraziło opinię publiczną na całym świecie. Podczas gdy sieci telewizyjne w Stanach Zjednoczonych nadawały reportaże o tym okrutnym wydarzeniu, telewizja francuska nadała reportaż z pogrzebu zabitych niemowląt. Okazało się, że to były dzieci serbskie, zastrzelone przez strzelców wyborowych w rejonie kontrolowanym przez Muzułmanów w Bośni. Obrządku pogrzebowego dokonał serbski kapłan prawosławny. W wersji CNN dla telewidzów amerykańskich wycięto obraz kapłana, aby wyglądało na mord dzieci muzułmańskich popełniony przez Serbów, a nie na odwrót. Amerykański komentarz sugerował, że obecne na cmentarzu kobiety, do których rzekomo strzelano w autobusie i między które rzucono granat, są Muzułmankami, mimo że wyraźnie było widać serbskie krzyże prawosławne na grobach.
Reporter brytyjski Johnny Byrne miał wywiad z żołnierzem armii brytyjskiej, Rodem Thorntonem nt. jego doświadczeń z Sarajewa. Istnieje wiele nieporozumień nt. ‘oblężenia’ Sarajewa. To nie było naprawdę żadne oblężenie we właściwym znaczeniu tego słowa. Serbowie nie mieli zamiaru wziąć miasto, czy zmusić je do poddania się, bo nie wiedzieliby, co z nim zrobić […] ‘Oblężenie brzmi dramatycznie, ale wcale nie oddaje realiów sytuacji, w której armia serbska w Bośni dobrowolnie posyła konwoje pomocy dla miasta, które powinna była rozwalać – powiedział Thornton. Pewnego razu Thornton spotkał na ulicy koło swoich koszar jednego z żołnierzy rządu muzułmańskiego w Bośni i zapytał go, dlaczego strona muzułmańska łamie zawieszenie broni. Muzułmanin odpowiedział, że mają takie rozkazy. Sarajewo jest za spokojne, aby utrzymać się w centrum uwagi świata. Musi być sobą. Musi być ostrzeliwane – odparł żołnierz muzułmański.
Faktem jest, że Sarajewo nie było oblężone, tylko podzielone, podobnie jak Nikozja ze swoją linią graniczną między Turkami a Grekami, albo Bejrut. Stało się to jasne dla większości niewtajemniczonych, kiedy po układzie w Dayton Serbowie oddali władzę nad miastem rządowi muzułmańskiemu i ponad 90 tys. Serbów uciekło z miasta. Mniej niż 2 tys. z nich dostało pozwolenie powrotu. Serbska strona zaproponowała, aby kobiety i dzieci opuściły miasto zanim rozpoczną się walki na całego, ale prezydent Bośni Izetbegowić odmówił, woląc zatrzymać ich w mieście dla propagandy. Namówiono armię serbską, aby oddała górę Igman ONZ na strefę zdemilitaryzowaną. ONZ niezwłocznie przekazał teren siłom muzułmańskim, które wtoczyły tam artylerię i zaczęły ostrzeliwać pozycje serbskie.
4.11.1999 r. Morten Strand pisał w norweskim Dagbladet w artykule pt. Terroryści islamscy dostali fortecę w Bośni: Bośnia staje się państwem islamskim i warownią dla muzułmańskich terrorystów w Europie. To był niezamierzony skutek wtrącania się Zachodu w sprawy niepodległego państwa.
Oblężenie miasta Gorażde wiosną 1994 r. jest jednym z oczywistych przykładów zabiegów propagandowych USA w celu uzasadnienia oraz żądania kroków poszerzających wojnę i dających siłom USA wolną rękę. Codzienne wiadomości z Goradze skupiały się na bombardowaniach szpitala przez Serbów i tysiącach ofiar. Po wielu dniach takich doniesień i presji USA, samoloty amerykańskie ze znakiem NATO zbombardowały pozycje serbskie. Ożywiona debata i głosowanie w Radzie Bezpieczeństwa ONZ zapobiegły nalotom NATO w pełnej skali, których domagało się USA.
Po zakończeniu oblężenia dowódca sił ONZ w Bośni, brytyjski gen. Michael Rose, poinformował wizytującego senatora USA Johna Murtha’ego, że sprawozdania o szkodach i liczbie ofiar były wielce przesadzone. Było ok. 200 zabitych a nie 2 tysiące Środki przekazu skrajnie przesadziły informacje, aby podtrzymać atmosferę napięcia i uzasadnić atak NATO. Reprezentanci ONZ stwierdzili, że szpital nie został zniszczony przez Serbów i był sprawny. Nieznaczne szkody wynikły, ponieważ wojsko Izetbegowicia założyło główną kwaterę obok szpitala. Po oblężeniu Goradze 24.4.1994 r. New York Times pisał o ogromnej fabryce amunicji pod kontrolą muzułmańskich Bośniaków w tym mieście: dość środow wybuchowych w fabryce, aby zrównać miasto. Podczas oblężenia serbskiego opinia publiczna zasypywana była opowieściami o ciężkiej sytuacji nieuzbrojonych sił Izetbegowicia stawiających czoła uzbrojonej po zęby armii serbskiej.
Sympatię świata dla Izetbegowicia budowano na okropnych opowieściach o brutalnych serbskich atakach na nieuzbrojonych cywilów w Sarajewie. Jeden z najokropniejszych zdarzył się 5.2.1994 r. na rynku i spowodował śmierć 68 osób. W miarę wzrostu rozłamu między francuskimi i brytyjskimi siłami ONZ a siłami USA te szeroko rozgłoszone okrucieństwa serbskie wyglądają inaczej. Przeprowadzona przez ONZ analiza krateru po wybuchu wykazała, że sprawcą były siły Izetbegowicia, jak doniósł Reuters 18.2.1994 r.. Kilka miesięcy potem ONZ opublikowało inny raport po wybuchu, który zranił dziecko. Wg New York Times z 10.11.1994 r. analiza wykazała, że dla uzyskania sympatii z zewnątrz armia Izetbegowicia atakowała po kryjomu cywilów muzułmańskich.
Szczytem cynizmu była eksplozja na ryku sarajewskim 28.4.1995 r., która zabiła 37 osób i stała się pretekstem największej zawieruchy w historii Europy od czasów II wojny światowej z użyciem ponad 4 tys. wypadów samolotów USA-NATO. Korespondent David Binder napisał w wydaniu magazynu Nation z 2.10.1995 r., że eksplozja nastąpiła dzień po zapowiedzi eskalacji nalotów przez zastępcę sekretarza stanu Richarda Holbrooka. Brakowało tylko pretekstu. Binder cytuje 4 źródła wojskowe (rosyjskie, kanadyjskie i 2 amerykańskie) poddające w wątpliwość natychmiastowe obwinienie przez ONZ Serbów bośniackich za eksplozję. Pocisk nie mógł pochodzić z serbskich pozycji znajdujących się w sporej odległości od rynku w Sarajewie. Był albo wystrzelony w pobliżu, albo zrzucony z dachu w tłum poniżej. Chociaż Binder był regularnym korespondentem New York Times, musiał posłać artykuł do Nation. Oburzenie środków przekazu w USA barbarzyńską eksplozją serbską w Sarajewie mocno kontrastowało z wielką aprobatą dla wysłania 13 pocisków sterowanych Tomahawk na Banja Lukę na tyłach walczących Serbów bośniackich. To drugie co do wielkości miasto w Bośni miało wtedy największą ilość uchodźców z całej byłej Jugosławii. Wielu cywilów zginęło od ataku i trafiony został jeden szpital.
Propaganda wojenna USA osiągnęła nowe szczyty krwawymi opisami serbskich rzezi, masowych gwałtów, rozpruwania brzuchów, nawet masakr dzieci po wycofaniu się władzy bośniackiej ze Srebrenicy. Wg raportu zespołu dochodzeniowego z ONZ 24.7.1995 r. nie znalazł się ani jeden świadek okrutnych wydarzeń. Hubert Wieland, wysłannik Wysokiej Komisji ONZ ds. praw człowieka, przybył z zespołem śledczym do Srebrenicy i Tuzli, dokąd przyjęto niemal wszystkich uchodźców bośniackich po objęciu kontroli przez Serbów. Mimo że zespół przesłuchał dziesiątki Muzułmanów w głównych obozach przesiedleńczych i w innych ośrodkach, nie znaleziono żadnego świadka.
W odróżnieniu od lawiny oburzenia w mediach po objęciu Srebrenicy przez Serbów, nie było takiegoż kiedy 3.8.1995 r. siły chorwackie wspomagane przez USA rozpoczęly największą i najkrwawszą ofensywę w czteroletniej historii wojny domowej. W ciągu 1 tygodnia 200 tys. kolejnych uchodźców uciekło przed armią chorwacką. Nie było żadnej wzmianki o starcach wypędzanych z domów czy o chaosie ucieczki tysięcy z bombardowanych wiosek. Nie było sympatii ani mowy o nałożeniu sankcji na Chorwację. Sekretarz stanu USA Warren Christopher oświadczył nawet, że miażdżąca ofensywa wojskowa była korzystna dla nas. Poparcie z Pentagonu obejmowało znacznie więcej niż aprobatę. Wg Independent z 6.8.1995 r.: Przezbrojenie i przeszkolenie Chorwackich Sił Zbrojnych przed obecną ofensywą stanowi część klasycznej operacji CIA, być może najambitniejszej operacji tego rodzaju od zakończenia wojny w Wietnamie. Times z 5.8.1995 r. pisał: przezbrojenie Chorwacji jest jedną z najmniej znanych spraw wojny w Jugosławii. Przedstawiciele USA usilnie starają się zaprzeczyć udziałowi w tej operacji, ale region aż się roi od byłych generałów.
Piękną wiosną 1999 r., kiedy żydzi upamiętniali szoah [zagłada żydów w II wojnie światowej] i obchodzili Paschę, bomby sypały się na suwerenny naród Jugosławii. W Stanach Zjednoczonych główne organizacje żydowskie broniły tysiące niszczących nalotów NATO. Wielu żydów nawoływało do inwazji lądowej. Prasa wielkonakładowa i żydowska oczerniały Serbów [...] Powtarzano analogie do Holokaustu, jak podczas wojny w Bośni – zarzucali swym rodakom publicyści Alvin Dorfman i Heather Cottin w Jewish Currents, piśmie żydów amerykańskich w pierwszą rocznicę napadu NATO. Przypomnieli że również bez oddźwięku wśród żydów w 1995 r. Chorwaci pod przywództwem Albańczyka z Kosowa, Agima çeku, wyczyścili z Krajiny 300 tys. Serbów, zamieszkałych tam od 300 lat.
Żydzi w USA nie potępili chorwackiego prezydenta Franjo Tudźmana, mimo że zanegował szoah i przechwalał się, że jego żona nie była Serbką ani żydówką. Publicyści wytknęli, że jak pozostali Amerykanie żydzi w USA zostali tak ogłupieni propagandą, że nie kwestionowali prawa muzułmańskich Bośniaków do odłączenia się od Jugosławii, ani nie znali Aliji Izetbegowicia od strony fundamentalizmu islamskiego czy jego Deklaracji Islamskiej, której nigdy się nie wyrzekł po dojściu do władzy i w której napisał ‘Nie może być pokoju między wiarą islamu a społeczeństwami nie islamskimi’.
Niewielu Amerykanów orientuje się w historii Bałkanów, więc kiedy wybuchła wojna w Kosowie, ponownie przyjęli uproszczoną historyjkę o dobrych i złych facetach, która zrobiła z Serbów wrogów, a z Albańczyków kosowskich ofiary. Niepokoi przyjęcie tej historyjki przez żydów – martwili się Dorfman i Cottin. Żydzi amerykańscy wzięli stronę przeciw Serbom, którzy byli ich jedynymi przyjaciółmi na Bałkanach podczas II wojny światowej. W latach 1941 - 1945 chorwaccy ustasze, muzułmańscy Bośniacy i Albańczycy kosowscy [...] zamordowali ponad 60 tysięcy żydów i milion Serbów. Żydowskie poparcie dla interwencji NATO niepokoi też z innych powodów. Amerykańskie organizacje żydowskie milcząco poparły Wyzwoleńczą Armię Kosowa, którą częściowo sfinansowały reakcyjne siły islamu, USA i Niemcy. Podczas ‘wojny domowej’ lat 1997 – 1999 żydzi dołączyli się do potępienia rządu Slobodana Miloszewicia i przynaglali do nalotów NATO na Belgrad i resztę Jugosławii. Rzadkością nawet na publicystykę poza głównym nurtem było ujęcie wyrażenie wojna domowa w cudzysłów. Dorfman i Cottin mieli zapewne na myśli zorganizowanie tej wojny przez wymienione obce służby specjalne.
Niecały rok przedtem apel czołowych żydowskich intelektualistów do światowej opinii publicznej protestował przeciw szarganiu pamięci Holokaustu przez nadużywanie tego wyrażenia w konflikcie natowskim. Dorfman i Cottin powrócili do tematu: Chyba najbardziej niepokojącym aspektem poparcia 78 dni bombardowań NATO przez Żydów była pochopna akceptacja twierdzeń jak ‘ludobójstwo’ i ‘Holokaust’ – wyrażeń użytych raz po raz w opisach losu Albańczyków kosowskich [...] To było monstrualnym przekręceniem prawdy, które jednocześnie zbezcześciło Holokaust żydowski. Podczas kampanii nalotów NATO umieszczono Albańczyków kosowskich w pociągach i wysłano do Macedonii i Czarnogóry. Pojechali do obozów NATO i ONZ dla uchodźców, a nie do obozów koncentracyjnych. Bombardowania zdewastowały Jugosławię. Bomby spadały na Serbów co dzień, a większość ‘kosowiaków’ była bezpieczna.
Dorfman i Cottin wykazali znajomość także innych szczegółów niemożliwych do odnalezienia w oficjalnych przekazach z Bałkanów. Czystki etniczne było wyrażeniem Albańczyków kosowskich, przyjętym po raz któryś w historii dla określenia wyrzucania i eksterminacji Serbów na terytoriach podbijanych przez muzułmanów. Pierwsze czystki etniczne historycy zanotowali po klęsce Europejczyków w 1700 r., kiedy Turcy rozpoczęli zemstę na chrześcijanach bałkańskich, popełniając na nich masowe okrucieństwa. Analogia współczesna, choć nie równie bestialska i bardziej zmechanizowana, to zagłada żydów przez Hitlera. Dorfman i Cottin przypomnieli, że Albańczycy kosowscy nawoływali do czystek etnicznych w 1981 r. i 1982 r. podczas kampanii oczyszczania Kosowa z Serbów i Romów. W 1999 r. rzekome czystki w wykonaniu Serbów zaczęły się dopiero po rozpoczęciu nalotów – podejrzany zarzut zdaniem żydowskich publicystów. Żydzi w USA i Izraelu okazali współczucie dając azyl i tymczasowe schronienie wielu uchodźcom albańskim z Kosowa.
Czy żydowska prasa wyraziła, spytali Dorfman i Cottin, współczucie serbskim i romowskim ofiarom bomb NATO? Gdzie był publiczny ból po zbombardowaniu szpitali, szkół, fabryk, mostów, stacji kolejowych, obiektów religijnych i dziesiątek tysięcy domów i mieszkań w Jugosławii? Którzy żydzi wypowiadali się przeciw bombardowaniom zakładów chemicznych i stosowaniu zubożonego uranu, który powoduje raka i zwyrodnienia noworodków […] Stany Zjednoczone walczyły po stronie handlarzy narkotyków i nazistów. Gwałcąc własne prawo Niemcy wysłały armię i Luftwaffe przeciw Jugosławii. Czy my, którzy szczycimy się wniesieniem prawa moralnego do cywilizacji, porzuciliśmy naszą wiarę w Literę Prawa? Czy żydzi pozwolili użyć swój moralny autorytet w interesie rozrostu międzynarodowego kapitalizmu przeciw ostatniemu socjalistycznemu narodowi w Europie?
Wśród ogólnego okłamania i propagandy o bałkańskiej wojnie USA i NATO, autorzy obawiają się o przyszłość ich ojczyzny: To są kwestie do przemyślenia dla żydowskiej lewicy w USA, która była przekonana, że polityka USA uwzględnia nasze interesy […] Izrael może jednak stracić poparcie USA. Nie zapominajmy, że Jugosławia kiedyś cieszyła się specjalnymi przywilejami ze strony Stanów Zjednoczonych, podobnie jak Izrael dzisiaj.
Nagradzany bestsellerowy autor kanadyjski i były żołnierz czynnej służby Scott Taylor napisał w książce o kampanii kosowskiej pt. Inat: Images of Serbia and Kosovo Conflict: Przez kilka ostatnich lat nasze wojska na Bałkanach były świadkami krzywdzenia i czystek etnicznych na Serbach w Chorwacji i Bośni. Nasi żołnierze wiedzą, że nie ma klarownych kwestii w konfliktach w tym regionie. Ale gdy patrolowali pola walk, Jamie Shea rządził falami eteru. Inat przytacza liczne przykłady łatwowierności i podatności ludzi z Zachodu na propagandę. Taylor wyjeżdżał z Kosowa 28.11.1999 r. przez otoczoną drutem kolczastym rogatkę pod nadzorem brytyjskich wozów pancernych za pocisko-odporną ścianą z kontenerów wypełnionych żwirem. Kilku strażników na wieży obserwacyjnej, silniki włączone w bojowej gotowości, wieże pojazdów lustrują serbski teren. Naszym zadaniem tutaj jest po prostu opóźnić Serbów aż nasz batalion założy zaporę na głównej drodze […] spodziewamy się, że to będzie zadanie samobójcze – usłyszał Taylor w szkockim akcencie od jednego z żołnierzy. Tysiąc ciężko uzbrojonych Brytyjczyków okopało się i przygotowało psychicznie na masowy atak serbski.
Powołując się na źródła NATO, żołnierze przy rogatce ostrzegli Taylora przed patrolami jugosłowiańskimi wzdłuż granicy oraz zabójczymi układami pułapek i min przeciw Albańczykom. Najgorsza była policja MUP, która rzekomo zatrzymywała auta przy granicy i rozstrzeliwała każdego podejrzanego o narodowość albańską. Taylor przespacerował się na drugą stronę granicy. Nie zobaczył żadnych śladów min, pułapek, czy podziurawionych pociskami aut. Pięciu Serbów w średnim wieku wyszło ze zdezelowanej budy serbskiej policji granicznej, by obserwować nadchodzącego Taylora. Nema telefon (nie ma telefonu) – powiedział jeden z nich, podczas gdy inny wskoczył do jugo, by sprawdzić paszport Taylora z płatnego telefonu we wsi dwa kilometry dalej. Jedynym wyposażeniem w budce były łóżko składane i pistolety w pochwach.
W Prisztinie Taylor odwiedził konsulat Holandii, by zadzwonić do Belgradu wolny od czuwających Albańczyków. Kiedy sekretarka-tłumaczka albańska dowiedziała się, że był w Kosowie przez dwa dni przed rozejmem w czerwcu, zapytała zdziwiona: No to czemu nie przeszkodził im pan w zabijaniu? Taylor nie przeszkodził, bo nie widział zabijania, za wyjątkiem zastrzelenia umundurowanego serbskiego trębacza z okien nowej kwatery głównej Wyzwoleńczej Armii Kosowa. Kłamie pan. Jest pan przestępcą wojennym! – usłyszał zanim spiesznie opuścił konsulat.
Albanka mogła mieć skrzywione poglądy na tematy dotyczące jej nacji, ale dlaczego zachodni dziennikarze? Taylor przyjechał do Kosowa z jedną z pierwszych międzynarodowych grup prasowych, jeszcze podczas gdy jugosłowiańskie jednostki wycofujące się z Kosowa ustępowały im drogi. Wyglądało, że każdy chciał pierwszy odkryć grób masowy. Tryumfalne salwy z broni automatycznej wycofujących się wojsk dziennikarze przekazywali dramatycznie jako serbscy ‘strzelcy wyborowi ładujący ogniem w centrum miasta – wspominał Taylor z przekąsem. W holu hotelowym podsłuchał niechcący brytyjską reporterkę telewizyjną i jej producenta. Trzymając kilka magazynów pornograficznych stwierdziła, że obecność takiego materiału w kioskach w Prisztinie (wtedy już opustoszałej) to następny dowód istnienia serbskich obozów gwałtu. Taylor czuł się w obowiązku zareagować, że przez 78 dni kampanii Prisztina była miastem-widmem, zamieszkałym tylko przez wojsko. Dziennikarka zapytała: Czy pan naprawdę myśli, że żołnierze używali tych magazynów do masturbacji? Były żołnierz Taylor był tego pewien i wiedział, że materiały porno można znaleźć w koszarach każdej armii. Jest pan tak naiwny – odcięła się.
Alvin Dorfman i Heather Cottin, NATO in the Balkans: Jews and the Kosovo Crisis [w:] Jewish Currents, marzec 2000
Philip Hammond i Edward. S. Herman (redaktorzy), Degraded Capability: The Media and the Kosovo Crisis, praca zbiorowa, Pluto Press, Londyn, 2000 r.
Headquarters, Department of the Army, Field Manual 100-6: Information Operations, USGPO, Washington DC, 27.8.1996
Joint Chiefs of Staff, JCS Publication 1, Glossary Department of Defense Military and Associated Terms, Department of Defense, 1987
Vera Martinović, Report from UN Tribunal - Milosevic vs. 1st Bosnia Witness, 11.3.2003, www.freerepublic.com/focus/news/862993/posts
The National Alliance, Who Rules America? The Alien Grip on Our News and Entertainment Media Must Be Broken, National Vanguard Books, P.O. Box 330, Hillsboro, West Virginia 24946, USA, www.natall.com/who-rules-america/
Office of the Chairman of the Joint Chiefs of Staff, Joint Publication 3-53, Joint Doctrine for Psychological Operations, USGPO, Washington DC, 10.7.1996
Hidden side of the Yugoslav war [w:] LM nr 53 z marca 1993, www.junius.co.uk/LM/LM53/LM53_Belgrade.html, www.srpska-mreza.com/library/lm53/LM53.html
What NATO won’t tell you: Executions, mass graves and refugees, www.iacenter.org/natowont.htm (wyciąg z licznych źródeł)
Pod koniec 2002 r. wyszła książka Michaela Parenti z Uniwersytetu Kalifornii w Berkeley pt. To kill a nation: The attack on Yugoslavia (zabić naród: atak na Jugosławię), rzadka pozycja przeciw propagandzie „wspólnoty międzynarodowej” o „demokracji, reformach rynku, prawach człowieka i społeczeństwie obywatelskim”.
Opierając się na szerokim wyborze zachodnich źródeł oraz własnych obserwacjach w Jugosławii wkrótce po nalotach 1999 r., dr Parenti rzuca wyzwanie głównemu nurtowi przekazu publicznego za demonizację Serbów i ich kraju. Autor demaskuje główne cele ukryte w propagandzie o „ludobójstwie”, „czystkach etnicznych” i „dyktaturze Miloszewicia” w trwającej od ponad dziesięciu lat kampanii przywódców krajów Zachodu i przedstawicieli NATO na rzecz „uwalniania rynku” na Bałkanach. Parenti dowodzi, że polityczna i gospodarcza destabilizacja Jugosławii trwa, podobnie jak przymusowa prywatyzacja i afrykanizacja całego regionu.
Warto przytoczyć recenzje paru znanych autorów piszących na podobne tematy. James Petras, współautor Empire or Republic? (imperium czy republika?): „Parenti napisał błyskotliwą krytykę doniesień z ogólnie szanowanej prasy. Każdy rozdział szczegółowo odrzuca mity propagandowe, które uzasadniły wojnę NATO. Jest to najbardziej przekonywujące opracowanie.”
Sara Flounders, redaktor i współautor NATO in the Balkans z Międzynarodowego Ośrodka Działań w Nowym Jorku, którym kieruje były sędzia najwyższego sądu USA, Ramsey Clark: „To Kill a Nation jest najlepszym wyjaśnieniem wielkiej zbrodni popełnionej przez NATO i jej znaczenia dla naszej przyszłości. Książka pełna jest obserwacji o roli militaryzmu USA i dezinformacji w środkach masowego przekazu w służbie zyskom korporacyjnym.”
Książkę umieściłbym między próbami chronologicznego przedstawienia burzliwych wydarzeń bałkańskich końca ub. wieku i ich związku z polityką mocarstw zachodnich (np. ww. Sara Flounders), a analizami przekazów prasy i telewizji z tych wojen, np. Philip Hammond i Edward S. Herman (redaktorzy), Degraded Capability: The Media and the Kosovo Crisis, Pluto Press, London, 2000.
Podobna do Parentiego jest książka Jürgena Elsässera, Kriegsverbrechen. Die tödlichen Lügen der Bundesregierung und ihre Opfer im Kosovo-Konflikt (zbrodnie wojenne: fatalne kłamstwa rządu niemieckiego i ich ofiary w konflikcie kosowskim), wydana przez Konkret Verlag w Hamburgu. Mimo że główny nurt prasowy próbował ją zignorować doczekała się czterech wydań w Niemczech (ostatnie ma kod ISBN 3-930786-29-X) i tłumaczeń na serbski oraz włoski (przekłady na francuski, grecki i angielski w opracowaniu). „Prokurator” Slobodan Miloszewić cytował z książki Elsässera kilka razy podczas swego oskarżenia NATO przed natowskim trybunałem w Hadze. Duża gazeta wiedeńska Die Presse pisała: „Jeśli [niemiecki minister spraw zagranicznych] Fischer musi ustąpić, to z powodu tej książki.”
Serbskie wydanie w 2002 r.: Jirgen Elzeser, Ratni Zlocini - Bestidne laži i žrtve NATO-a u kosovskom sukobu, wydawca Jasen, Niksić, (tel. +381-83-212453).
Włoskie w 2002 r.: Jürgen Elsässer, Menzogne di Guerra - Le bugie della NATO e le loro vittime nel conflitto per il Kosovo, La Citta' del Sole, Napoli (ISBN 88-8292-183-2).