Niemiecka propaganda nowo-wojny


„Istniały antyserbskie tendencje w niemieckich środkach przekazu na długo przed wybuchem wojny w Kosowie.”

Hermann Heym, szef związku dziennikarzy Niemiec, w Evangelische Kommentare z lipca 2000 r.


Niemieckie reportaże z wojny i eksodusu miliona uchodźców z Kosowa kontynuowały tendencje rozpoczęte na początku kryzysu w Jugosławii w 1991 roku. Jak w innych państwach NATO prasa i telewizja Niemiec odegrały decydującą rolę w skołowaniu opinii publicznej. Już po nalotach Albrecht Reinhard, naczelnik sekcji zagranicznej telewizji Westdeutscher Rundfunk, określił nowy i problematyczny stosunek między polityką a środkami przekazu w Niemczech: „Rząd Niemiec wstąpił w wojnę świadomie i z przekonaniem. I w tej sytuacji aparat propagandowy nabiera nowej jakości.”

Niemiecki polityczny kontekst wojny przezwyciężono przesadą i porównaniami z Holokaustem. Opisał to Thomas Deichmann, dziennikarz niemiecki znany z demaskowania kłamstw propagandy NATO, który jak detektyw przebadał rzekome obozy zagłady w Bośni, wnioskując fałsz. Zobacz rozdziały pt. ‘Obozy zagłady’ w Bośni. W pracy zbiorowej Degraded capability: the media and the Kosovo crisis (zdegradowana zdolność – środki przekazu a kryzys kosowski) Deichmann zauważa, że Niemcy gładko przeszli od hasła ‘Nigdy więcej wojny’ do ‘Nigdy więcej Auschwitz’. Materiały po cytatach sprzed wojny kosowskiej oparłem na tym przyczynku Deichmanna, który przetłumaczył na angielski Scott Abbott.

Polaków powinno niepokoić odrodzenie militaryzmu i rewizjonizmu Niemiec. Przejawy propagandowej histerii i łatwowierności sąsiadów Polski są alarmujące, ponieważ szarzy Niemcy przyczynili się do wybuchu i kontynuacji II wojny światowej przez swą naiwność i żądzę krwi „winnych” wskazanych przez propagandę Göbbelsa. Podobną winę ponosi zachodnia opinia publiczna (włącznie z polską) za uwierzenie propagandzie NATO, która pompuje przez telewizję i gazety kłamstwa i zniekształcenia faktów, aby zyskać poparcie społeczne dla karygodnej polityki i interwencji na Bałkanach.

Jakie konsekwencje wobec odradzającego się germańskiego ekspansjononizmu i militaryzmu miałyby członkowstwo Polski w NATO i UE oraz stacjonowanie wojsk niemieckich na terytorium Rzeczpospolitej? Ile w obserwowanej od paru lat kampanii propagandowej odwrócenia „kota ogonem” zbrodni hitlerowskich – śmieszącej nas, ale bardzo poważnej długoterminowo – maczają palce niemieckie służby specjalne i propagandowe? Temu niepokojącemu pytaniu poświęcam ostatnią część rozdziału.

Histeria przed Kosowem

Jak absurdalna i histeryczna była propaganda niemiecka w okresie przedkosowskim, niech świadczą następujące cytaty zebrane przez Zorana Petrowicia Piroczanaca we witrynie www.knjizevnarec.co.yu/war/razno/pirocanac.html. Przetłumaczyłem je w rozdziale „Zniszczyć serbską zarazę”. Koła wojskowe radowały się, że wreszcie są znów użyteczne. Np. przegląd wojskowy Bundeswehr 2000 z 1994 r. pisał:

„Tak, bohaterstwo! Udało się już nam zmusić Jugosławię do posłuszeństwa 7. kwietnia 1941 r. W Blitzkriegu przeciw Jugosławii zniszczyliśmy część Belgradu w akcji ‘Dwór Karze’. W świetle tej tradycji widzimy nasz udział w lotach AWACS [system lotniczej telekomunikacji bojowej] nad Bośnią oraz w misji NATO […] Społeczeństwo wie, jak ważny dla Niemiec jest pokój. Udowodniliśmy to dwukrotnie w bieżącym stuleciu. Dziś, jak 50 lat temu, bohaterstwo jest cnotą naszych żołnierzy. Znowu jesteśmy obecni!”

Stefan Schwarz, reprezentant partii CDU oświadczył w Bundestagu w styczniu 1993 r.: „Doświadczenia na ludziach znowu się prowadzi, jak w III Rzeszy przez dr Mengele. Lekarze serbscy wszczepili psie płody kobietom bośniackim.” Herta Müller we Frankfurter Allgemeine Zeitung z 24.4.1994 r. nawiązała w potępieniu upiorów serbskich, podświadomie chyba, do nie najszlachetniejszego przywódcy jej narodu: „Miloszewić i Karadzić, dwie twarze, które na nowo przerażają nas co dzień, dwóch masowych morderców, którzy zaledwie dzięki swej pozycji wielkich wojowników zdołali zyskać ‘prestiż’ wśród ludzi z wymazanym rozsądkiem, którzy nadali sobie sami definicję rasy, aby czuć się jak naród.” Natomiast niejaki Otto von Habsburg w hiszpańskim dzienniku ABC z maja 1994 r. nie mógł się doczekać zwycięstwa oświeconego Zachodu: „Bandyccy bosowie jak Aidid w Somalii i Miloszewić w Serbii mają tę samą ideologię i działają w ten sam sposób. Jeśli Zachód wygra w byłej Jugosławii, będzie to zwycięstwem nie tylko nad totalitarnym rządem w Belgradzie, lecz także nad wszystkimi bandytami w świecie.”

W sierpniu 1995 r. dr Ender, pierwszy ambasador Niemiec w Chorwacji, podzielił się radością zwycięstwa wojskowego uzyskanego z ogromną pomocą z USA i Niemiec w postaci broni, służb wspierających i szkolenia: „Niemcy dzielą waszą radość zwycięstwa wojskowego i składają wam gratulacje w tej wojnie. Muszę powiedzieć, że nawet analitycy, którzy wiedzą więcej ode mnie nie byli w stanie przewidzieć tak szybkiej i chwalebnej akcji.” Natomiast Gaudenc Bauman, widocznie zboczony na tle animalizmu, jak dr Mengele na tle wyjmowania oczu ofiar żywcem, pisał w Tagbladt: „Stadnina koni w Lipiku, gdzie hoduje się szeroko znaną rasę, pozbawiona została swoich białych koni. […] Kiedy Serbowie przejęli to miejsce, wyprowadzili konie ze stajni pojedynczo i zabili jeden po drugim.” Jochan Fritz, kierownik Międzynarodowego Instytutu Prasy i właściciel Die Presse w Wiedniu, podsumował w stylu Herrenfolk: „Poza tym Serbowie bośniaccy zawsze byli i zawsze będą po prostu zgrają bandytów i morderców.” Nawet niemiecki sędzia Gunter Krentz skazując na dożywocie Serba bośniackiego Nikolę Jorgicia w Düsseldorfie za ‘11 przypadków ludobójstwa i 30 mordów’, jasno widział podobieństwo do przestępstw SS-manów (New York Times, 27.9.1997): „Ktokolwiek miał nadzieję, że wydarzenia takie jak nazistowska zagłada żydów nie powtórzą się, gorzko rozczarował się po zdarzeniach w byłej Jugosławii.”

Punkt zwrotny

Na tle takiej propagandy publiczność zapamiętała jednostronne potępienie Serbów. Najpierw wpojono jej mocno przesadzony, często perfidnie spreparowany, obraz chorwackich i bośniackich ofiar serbskich „masakr” i „obozów zagłady”, a następnie konwojów albańskich rodzin z Kosowa, pozbawionych ojców, mężów i synów, których rzekomo zdziesiątkowali „serbscy oprawcy Miloszewicia”.

Po zakończeniu okresu zimnej wojny termin prawa człowieka podsuwa politykom nową moralną misję. Krytyka niemiecka ograniczała się do sposobu prowadzenia wojny przez NATO (i Luftwaffe jako jej członka), natomiast nie kwestionowano uzasadnienia. Politycy twierdzili, że NATO broniło praw człowieka i próbowało zapobiec ludobójstwu od dawna planowanemu przez diabła bałkańskiego. Wojna przypieczętowała nową definicję dyplomacji, która powstawała w ciągu konfliktu tlejącego na Bałkanach od 8 lat. Zasadniczym uzasadnieniem polityki Zachodu jest obrona praw człowieka. Nie mówi się już o interesach narodów, tylko o etycznej polityce zagranicznej, co mocno wpłynęło na reportaże z Kosowa.

Wojna kosowska była punktem zwrotnym dla elity politycznej Niemiec, która posłała swe wojska do boju po raz pierwszy od II wojny światowej. Powojenną politykę Republiki Federalnej ukształtowało odrzucenie militaryzmu, więc wysłanie jednostek niemieckich do boju w Kosowie było trudne do wyjaśnienia wyborcom. Obiekcje zneutralizowano retoryką praw człowieka, ale pozyskiwanie komplikował fakt, że to odstępstwo oznaczało poparcie dla wojny – przedsięwzięcia niezwykłego. Prawo międzynarodowe i konstytucja Niemiec powstały przecież z reakcji na okropności hitleryzmu.

W niemieckiej polityce z okresu konfliktu na Bałkanach tradycyjni konserwatyści byli często najbardziej krytyczni, a liberałowie najbardziej bojowi. Egzamin nadarzył się w konflikcie kosowskim. Pierwsze od 1945 roku rozkazy bojowe dla żołnierzy niemieckich wydała partie socjaldemokratyczna (SPD) i Zielonych, obie o silnych tradycjach liberalnych. Udziału Niemiec w wojnie wytłumaczył minister spraw zagranicznych Joschka Fischer z Zielonych, który powołując się w opozycji na czasy faszyzmu, wypowiadał się przeciw posyłaniu niemieckich wojsk na wojnę w Bośni.

Partia SPD kanclerza Gerharda Schrödera odziedziczyła mniejszy bagaż polityczny po ruchu pokojowym. W wyborach w 1998 r. stratedzy wyborczy z Wielkiej Brytanii i USA przekształcili na zamówienie SPD poważne dotąd zjazdy partii w bezwstydne okazje przekazu przez Schrödera, obliczone na naśladowanie polityki Blaira i Clintona. W bezsensownych sformułowaniach SPD zastąpiła argument polityczny emocjonalizmem pozbawionym znaczenia. Przyjęto słownictwo etycznej polityki zagranicznej na wzór brytyjskiej partii New Labour. Schröder często wyglądał jak słaba kopia Blaira, a nowa koalicja rządząca była zawstydzana raz po razie. Czerwono-Zielony „kryzys modernizacji” osiągnął dramatyczny szczyt tuż przed wojną NATO, kiedy minister finansów z SPD, Oskar Lafontaine, złożył rezygnację i otwarcie skrytykował kanclerza.

Wybawienie

Na wiosnę 1999 r. międzynarodowe poparcie dla wojny NATO wybawiło niemiecką koalicję, dając szansę naprawy wizerunku. Zbieg kłopotów wewnętrznych z pierwszymi oznakami kryzysu rządu oraz potrzeba przezwyciężenia oporów moralnych i politycznych, by uzasadnić zbrojną interwencję – szczególnie na Bałkanach, gdzie faszyzm II wojny światowej poczynił spustoszenie – doprowadziły do histerycznych reakcji. W żadnym innym państwie NATO nie użyto tak nagminnie retoryki Holokaustu, jak w Niemczech, gdzie celem było moralne podparcie wojny i udziału wojsk niemieckich. Zamiast w kategoriach interesów państwa i geopolitycznych, uzasadniano wojnę moralizowaniem. Nie wypadało jednak nazwać wojny karą dla Miloszewicia, bo to nie gwarantowało ogólnej jednomyślności. Wojna stała się w języku niemieckiej propagandy świętą wojną z Szatanem o zbawienie ludzkości.

Sytuację w Kosowie porównywano z niemieckim faszyzmem, a Serbów do hitlerowców. Należało położyć kres „ludobójstwu”. Rząd skarżył się na dźwigane brzemię i że zmuszony został do wzięcia udziału w misji wbrew woli. Niemiecki udział był honorowym i „historycznym” obowiązkiem wynikającym z tradycji pacyfizmu i walki z faszyzmem. W telewizji i na prasówkach wojskowych Fischer i Scharping porównywali sytuację w III Rzeszy z obecną Serbią. Jamie Shea wyglądał na opanowanego w porównaniu z niemieckimi kolegami. Straszne opowiastki Scharpinga o „serbskim faszyzmie” miały zszokować społeczeństwo i otoczyć udział Niemiec chwałą i poczuciem humanitaryzmu. „Używam termin ‘obóz koncentracyjny’ świadomie” – powiedział Scharping opisując serbski obóz rzekomo założony na stadionie w Prisztinie. Co dzień informował o odrażających zbrodniach, np. smażeniu płodów przez Serbów, które wyrwali z łona Albanek. Pod koniec kwietnia 1999 r. Scharping pokazał prasie zdjęcie ze stycznia jako dowód wcześniejszej działalności ludobójczej Serbów. Kiedy dziennikarz Ulrich Deppendorf zakwestionował, że zdjęcie pochodzi z walk między siłami Jugosławii a WAK, Scharping odparł spekulacją nie do uwierzenia – czaszki roztrzaskano kijami bejsbolowymi.

Kampania Scharpinga miała ten sam cel, co zmyłka o „masakrze” w Raczaku kierowana przez amerykańskie służby specjalne, z ambasadorem USA Williamem Walkerem, WAK i Madeleine Albright w rolach głównych (patrz rozdział pt. Szwindel w Raczaku). Zmyśleniami tego rodzaju zyskiwano aprobatę opinii publicznej dla czynów, jakich ona nigdy by nie poparła. Wykorzystano zasadę Gőbbelsa, że im bardziej absurdalne kłamstwo, tym łatwiej strawne. Moralizując i porównując do hitleryzmu, propaganda niemiecka okazała się skuteczna. Środki przekazu podawały bezkrytycznie, co rząd podsuwał, a odbiorcy nie mieli pojęcia o sprzecznościach i rozmiarze manipulacji. Scharping stał się drugim co do popularności ministrem po Fischerze.

Wspólnicy

Zmianie „etycznej polityki zagranicznej” i zrzuceniu ciężaru powojennej ideologii przez Czerwono-Zieloną koalicję towarzyszyła podobna zmiana w środkach przekazu. Okładka w Bild z 1.4.1999 r. pokazała zdjęcie konwoju uchodźców: „Pędzą ich do obozu koncentracyjnego.” Faktycznie uchodźcy przekraczali granicę do Macedonii. Pomijając prasę brukową jak Bild i Express oraz prywatne stacje telewizyjne, od których nie należy się wiele spodziewać, szanowane wydawnictwa – Spiegel, Zeit, Woche, Stern, Süddeutsche Zeitung, Frankfurter Rundschau i tageszeitung – i publiczna telewizja ARD i ZDF to zupełnie inna sprawa. W powojennej historii Niemiec trzymały się socjalno-demokratycznej i zielonej części politycznego spektrum. Kiedy wreszcie rządy objęli ich faworyci, próbowały im pomóc w rozwiązywaniu problemów politycznych, zapobiegając załamaniu się rządu.

Nie brakowało dziennikarzy niezależnych, od których można było spodziewać się krytycznej oceny spraw wojny i pokoju. Ci ludzie rozumieli swój zawód jako powołanie dla niełatwego celu demokracji, więc badali strategie polityki zagranicznej własnych elit u władzy. Ale podobnie jak w kampanii w Bośni, bombardowania Jugosławii zniszczyły również ten rodzaj dziennikarstwa i odwróciły reporterkę do góry nogami. Np. zorientowany na Zielonych tageszeitung pokazał 30.4.1999 r. trzy zdjęcia martwych Albańczyków kosowskich rzekomo z wideo 15 zmasakrowanych przez Serbów na początku miesiąca. Jedno ze zdjęć pochodziło z artykułu Spiegela o styczniowej „masakrze” w Raczaku. Gazeta nie sprostowała propagandy, tylko utwierdziła czytelnika w przekonaniu, że masakra miała miejsce i zdjęcie dowodzi, że siły serbskie popełniły zbrodnie.

Koledzy Scharpinga i Fischera w rządzie czerwono-zielonym, którzy dotychczas opowiadali się za pokojem, a teraz wydawało się wierzyli w „zwalczanie serbskiego faszyzmu” mieli w tej misji wpływowych zwolenników w wielu publikacjach. W tageszeitung ukazywały się przekonywujące artykuły za wojną NATO, w których autorzy nieugięcie dowodzili potrzeby inwazji lądowej, ostrzegali przed przedwczesnym pokojem, winili za wojnę Miloszewicia i sympatyzowali z podżeganiem zamachu na niego. Im bardziej skrajnie na lewo od tradycyjnego liberalizmu stał dany dziennikarz czy redaktor, tym bardziej zawzięte komentarze i tym gorsza była jakość przekazów.

Bardziej subtelne i rzetelne dziennikarstwo praktykowały gazety tradycyjnie konserwatywnych. Frankfurter Allgemeine Zeitung nie zmienił swej pozycji orzeciw Serbom, uprawianej od początku kryzysu w Jugosławii, ale zamieścił poważne krytyki wojny i natowskiej propagandy, chociaż nie na głównych stronach. Być może oportunizm polityczny tego organu CDU odegrał jakąś rolę, jednak nie da się zaprzeczyć, że publikacje konserwatystów krytykowały politykę rządu oraz potępiły polityków za brak racjonalnego uzasadnienia wojny i faktycznych odpowiedzi na krytykę. Rola obrony prawa międzynarodowego, konstytucji i zasad etyki dziennikarskiej przypadła więc redaktorom konserwatywnym. Na przykład były Zielony Jutta Ditfurth oskarżył Fischera w konserwatywnym magazynie Focus: „Co mogłoby być lepsze dla NATO niż minister spraw zagranicznych Niemiec, który nadużywa kategorie przeciw faszyzmowi, aby gloryfikować swój własny oportunizm? Kto wylewa wiadra zakłamanej moralności, na której byli lewicowcy i lewicowi liberałowie poślizgują i ślizgają się w nowe oczarowanie wojną?”

W programie telewizji ARD z 25.4.1999 r. reprezentanci CDU włącznie z premierem Hesji Rolandem Kochem potępili „retorykę przeciw Miloszewiciowi” i ostrzegli, że nie są ani za „totalną wojną” ani za „całkowitym pokonaniem”. Alternatywny głos programu ARD, Monitor, był jeszcze słyszalny jesienią 1998 r., kiedy kilkakrotnie pokazał WAK i tajne zagrywki mocarstw zachodnich. Monitor mówił wtedy o finansowaniu WAK z handlu narkotykami oraz o skrytym poparciu przez niemiecką służbę wywiadowczą. Nagłośniono także rządowe dokumenty stwierdzające, że nie było systematycznego wydalania czy prześladowania Albańczyków w Kosowie. O tym wszystkim niemiecka opinia publiczna szybko zapomniała wobec nawału czerwono-zielonej propagandy.

Połączenie „modernizatorów” w polityce ze środkami przekazu wykazało jaśniej niż dotychczas, że ci najgłośniejsi w żądaniach obrony praw człowieka i demokracji jednocześnie popierali totalną wojnę najbardziej absolutnie. Każdego, kto próbował ich zdemaskować natychmiast okrzykiwano agentem serbskiej propagandy. Ta sama grupa, która stosowała wyrażenia „obóz koncentracyjny”, „Auschwitz” i „ludobójstwo” najbardziej przyczyniła się do relatywizacji zbrodni hitlerowskich i odrodzenia niemieckiego militaryzmu. Pod auspicjami czerwono-zielonych przekręcono o 180 stopni powojenną powściągliwość polityczną i wojskową Niemiec. Wojna NATO z Jugosławią przypieczętowała nowy kierunek niemieckiej polityki, wyłaniający się od zakończenia zimnej wojny.

Podkopy pod demokrację

Zmiana paradygmatu politycznego wydobyła na powierzchnię problemy długoterminowe. Podważono demokrację niemiecką. Proces tworzenia opinii w społeczeństwie demokratycznym zależy od różnorodności i wiarygodności przedstawianych informacji. Ta zasadnicza rola środków przekazu została bardzo osłabiona w czasie wojny NATO. Najpoważniejszy był sabotaż demokratycznego procesu opiniotwórczego przez publikacje z tradycjami lewicy i liberalizmu. Jeden ważny przykład pochodzi z krótkotrwałej dyskusji nt. negocjacji w Ramboulliet. Dopiero w drugim tygodniu nalotów 6.4.1999 r. tageszeitung opublikował urywki z aneksu B, w którym Jugosławia miała zgodzić się na okupację przez NATO.

Sześć dni potem na pierwszej stronie gazeta wydrukowała niezwykle zapalny artykuł Andreasa Zumacha pt. Kłamstwo w Ramboulliet: Co wiedział Joschka Fischer? Zumach porównał z tekstem porozumienia w Ramboulliet wcześniejsze wypowiedzi Fischera. 23.2.1999 r., kiedy przerwano rozmowy w Ramboulliet, rząd Niemiec przedłożył Bundestagowi propozycję wysłania 5,5 tys. żołnierzy dla wsparcia planu pokoju. Następnego dnia Fischer zdał sprawozdanie z negocjacji parlamentarnej komisji spraw zagranicznych i był przekonany, że pokojowe rozwiązanie konfliktu jest blisko. Komisje spraw zagranicznych, obrony i budżetu głosowały 25. kwietnia za udziałem wojsk Niemiec we wprowadzaniu umowy w Kosowie. Członowie komisji, inni z Bundestagu i starsi urzędnicy w ministerstwie Fischera w większości nie wiedzieli, jak przebiegły negocjacje w Ramboulliet i co było w aneksie porozumienia.

Rewelacje Zumacha wzbudziły alarm. Kilku parlamentarzystów zażądało informacji i ubolewało nad ich brakiem zanim przystąpili do głosowania. Nawet rzeczniczka Zielonych Angelika Beer wyraziła oburzenie i oświadczyła, że gdyby znała tekst z Ramboulliet, nie tylko nie głosowałaby przeciw posłaniu wojsk niemieckich ale i zaproponowałaby inną strategię. Rozczarowany machinacjami Fischera reporter Stefan Reinecke pisał w tageszeitung z 13.4.1999 r.: „Co myśleć o rządzie, który nie czytał niedoszłego układu, więc nie zna szczegółów dlaczego angażuje się w wojnę. Jeśli rząd faktycznie został poinformowany o aneksie i przyjął jego warunki, była to przerażająca pomyłka.” Wydarzenia dowiodły, jak łatwo dziennikarze przyjęli wcześniej oficjalne informacje zamiast sprawdzić ich wiarygodność.

Ministerstwo spraw zagranicznych pospieszyło naprawiać szkody z pomocą politycznych i osobistych przyjaciół w ważniejszych redakcjach, począwszy od tageszeitung. Trzy dni po opublikowaniu głośnego artykułu Zumacha z 12.4.1999 r. wyciszyli go wywiadem z Fischerem pt. To barbarzyńska forma faszyzmu. Fischer wyparł się oskarżeń i wygłosił kazanie o zbrodniach Serbów i szlachetnej misji Zachodu, zamykając tym samym dyskusję o Ramboulliet. Zdaniem Zumacha Fischer wykorzystał osobistą znajomość redaktora naczelnego gazety zbliżonej do swej partii, by mieć ostatnie słowo i w ten sposób przerwać dyskusję. Fischer nie zgodził się na wywiad z Zumachem lub Bettiną Klaus, korespondentką gazety w Bonn, tylko zażądał Dietera Rulffa, który nie miał doświadczenia w temacie. Wyszło na to, że gazeta jakby przepraszała za artykuł Zumacha. Niemiecka polityka zagraniczna została w ten sposób uratowana przez tageszeitung, który uległ politycznej presji na temat ogromnej wagi międzynarodowej.

Pod koniec wojny reportaże koncentrowały się na próbach dyplomatycznego rozwiązania konfliktu przez Fischera, podczas gdy NATO nasiliło naloty. Inaczej niż w Niemczech, amerykańskie i brytyjskie środki przekazu ignorowały spotkania Fischera z negocjatorami rosyjskimi i nie rysowały nadziei na szybkie zakończenie bombardowań. Fischer naprawiał szkody wyrządzone poprzednio, w obawie że niemiecka opinia publiczna zmęczy się problemem uchodźców, wojna nie daje wyników, a Niemiec nie widać na międzynarodowej scenie dyplomatycznej. Prasa i telewizja donosiły, że wprowadzając rezolucję państw G8 Fischer osiągnął rzecz niemożliwą: wciągnął w proces Rosję i położył podstawy pokoju z Jugosławią. Fischer stał się najpopularniejszym politykiem w swoim kraju. W hałasie chwały utopiły się wątpliwości o wojnie i roli Niemiec.

Miesiąc po wybielającym wywiadzie Fischera w tageszeitung socjaldemokratyczny Die Zeit także podparł rząd w sprawie Ramboulliet, umieszczając niesamowicie reklamowaną wkładkę Guntera Hofmanna pt. Jak Niemcy dostały się w wojnę. Argumenty Zumacha rozładowano pośrednio, a rzekomo tajne dokumenty wykorzystane przez Die Zeit okazały się raczej niekompletne. Podsumowanie wkładki stwierdziło: „Niemcy chciały dobrze, otrzymały za duże zadanie i w końcu stały się bezsilne. Die Zeit skontrastował prostolinijność Fischera i delegacji Niemiec z odpowiedzialnością Jugosławii za fiasko w Rambouillet.

Nieprzypadkowo wkładka ukazała się w przeddzień zjazdu Zielonych w sprawie wojny NATO, aby rozładować rosnącą krytykę wojny wewnątrz partii. Tylko Andreas Platthaus odnotował ironicznie we Frankfurter Allgemeine Zeitung z 14.5.1999 r.: „niemieckiej duszy udało się” skoro „jest sądzona na podstawie zapisków tylko jednej strony.” Publicysta polityczny Wolfgang Michal także skrytykował wkładkę do Die Zeit: „Dziennikarswo dochodzeniowe? Bzdura. Przysługa. Gunter Hoffman. Korespondent Die Zeit w Bonn sam się dał nająć ministerstwu spraw zagranicznych [...] Zamiast ich przebadać, powtarza się pobożnie arie Usprawiedliwienia.”

Rewelacje Zumacha doprowadziłyby w innych czasach do powołania niezależnej komisji dochodzeniowej i konsekwencji osobistych dla Fischera. W dobie noeliberalnej ważną dyskusję polityki państwa wyeliminowano zmową rządu z wydawnictwami. Środki przekazu w kolaboracji z politykami odpuściły odpowiedzialność za podstawowy element demokracji – niesfałszowany przekaz informacji. Poza tym środki przekazu przyczyniły się do sytuacji, w której farsą stał się obowiązek rządu, by uzasadniał swe działań, szczególnie w tak ważnych sprawach jak udział w wojnie. To jest równoznaczne z porzuceniem demokracji. Dla niemieckich środków przekazu wojna NATO była nowym doświadczeniem i rodzajem egzaminu. Jak by mierzyć, nie zdały go.

Dokąd po Chorwacji i Słowenii?

11.10.2000 r. minister spraw zagranicznych Niemiec, Joschka Fischer, zasugerował w Bundestagu, że Bundeswehra powinna na stałe wejść do resztek Jugosławii, aby czuwać nad demokracją, przestrzeganiem praw człowieka przez Serbów i pokojem na Bałkanach. Wiadomość pokazała się w niemieckim serwisie Associated Press, a potem nagle zniknęła z oficjalnego źródła. Agencja przytoczyła uzasadnienie Fischera o zbrojnym zaangażowaniu:

„Zjednoczone Niemcy ponoszą specjalną odpowiedzialność za stabilizację demokracji na Bałkanach w Serbii. Demokracja jest podstawą trwałego pokoju.”

Fischer szukał chwały czy nowej wojny znaną nam nowo-mową militaryzmu? Czy ekspert od zjednoczeń, Niemcy, nie zapędzają się czasem za daleko na południe? Czy elity polskiej władzy są przygotowane odeprzeć niemieckie zachcianki, jeśli współpracowały z nimi w oddawaniu polskiego majątku za bezcen niemieckim inwestorom? Że niektórzy zachodni sąsiedzi wytrwale kują w polski granit, niech świadczy wypowiedź Schrödera na zjeździe związku przesiedleńców w Berlinie: „Nie denerwujcie ofiary, która sama się garnie w nasze ręce. Wierzcie mojej metodzie. Wprowadzę was do wschodnich landów w taki sposób, że ich obecni administratorzy, tzn. Polacy, będą nam dziękować, że w końcu stali się Europejczykami.” Schröder dodał, że powrót Niemców na nasze i czeskie Ziemie Odzyskane jest tylko sprawą czasu po przyjęciu Polski i Czech do Unii.

Zaczęło się od neo-ustaszów w latach 1960. Dziwnym trafem w tym samym czasie niemieckie służby wywiadowcze Bundesnachrichtendienst (BND) rozpoczęły systematyczną rozwalankę na Bałkanach. Wynikiem po trzech dekadach wspólnych trudów, do których później dołączyły służby specjalne Austrii, państw skrajnego islamu, a w końcu CIA, gdy Bałkany stały się interesujące dla „państwowych interesów USA”, było odłączenie Słowenii i Chorwacji od Jugosławii na początku lat 1990. Opisał to dr Rajko Doleczek w książce I Accuse!, a Rudolf Jaworek umieścił w książce pt. Wybacz im, Serbio! – patrz podrozdział poniżej.

Handel bronią niemiecką kwitł podczas bratobójczych wojen w rozpadającej się Jugosławii. Wojska kanadyjskie widziały podczas misji pokojowej w 1991 r. jak w zbrodniczych atakach przeciw serbskiej ludności cywilnej w Chorwacji w Operacji Burza pod dowództwem Agima çeku, niemieccy najemnicy królowali w mordach, gwałtach i innych zbrodniach. Niemcy byli oczywiście pierwszym państwem, które uznało Chorwację. Drugi był ...Watykan. W momencie uznania Chorwacji jej konstytucja głosiła, iż nowe państwo jest tylko dla Chorwatów. W imię czystości rasowej zamordowano tysiące Serbów, a setki tysięcy musiały się wynieść. Inni zostali pod warunkiem przejścia na katolicyzm. Taka to jest katolicka miłość bliźniego, którą przystęplował Watykan uznając nowe państwo bałkańskie zbudowane na tradycjach faszyzmu, rasizmu i okrucieństwa.

Zbrodnia i kara

Udział BND w rozłamie Jugosławii zaczął się w 1962 r., wykorzystując rysę w partii komunistów Tity. BND zaczął kontaktować się z międzynarodową siecią byłych ustaszy w USA, Niemczech, Austrii, Kanadzie, Argentynie i Australii, gdzie znaleźli schronienie mimo procesów zbrodniarzy wojennych w Norymberdze i Jugosławii. Począwszy od lat 1970. BND przyczynił się do rozpadu federacji Jugosławii ściśle współpracując z separatystami w republice Chorwacji. Stamtąd komunistyczni nacjonaliści chorwaccy infiltrowali federalny aparat państwa z pomocą BND, wywiadu austriackiego i międzynarodowych ustaszy. Kiedy Tito odkrył spisek, infiltracja zaszła tak daleko, że próby reorganizacji nie zaszkodziły sieci chorwackich separatystów wewnątrz aparatu federacyjnego. Członkowie sieci systematycznie zmierzali do odłączenia Chorwacji.

BND wpływał na opinię publiczna Jugosławii współpracując z naczelnymi redaktorami i dziennikarzami. Wojna informacyjna i prace nad rozłamem były tak zaawansowane, że w 1991 r. wmieszany był nawet przewodniczący chorwackiego związku dziennikarzy, Ante Gawranowić. Po śmierci Tity grupa skupiona wokół jego przyjaciela Krajaczicia, ukrytego separatysty chorwackiego w rządzie federalnym, spotkała się z BND i międzynarodówka ustaszy, aby nakreślić dalszą strategię rozbiorów Jugosławii.

W latach 1980. agenci BND w Jugosławii nawiązali kontakty z przywódcami komunistycznymi w Słowenii (szczególnie z ich szefem bezpieki w rządzie federalnym Tity oraz z CIA i innymi tajnymi służbami. Od 1984 r. BND popierał kampanie przeciw armii federacji Jugosławii, np. magazyn Mladina opublikował ściśle tajne materiały o gotowości armii w Słowenii. Milan Kuczan, późniejszy prezydent Słowenii, przekazał dokumenty dziennikarzom niemieckim. Rząd Niemiec inicjował i aprobował działania polityczne zmierzające do podziału Jugosławii, np. kanclerz Weizsäcker spotkał się prywatnie z Matem Mesztrowiciem, synem znanego rzeźbiarza chorwackiego, zapewniając go o poparciu Niemiec dla separatystycznych wysiłków Chorwacji. Politycy Jugosławii byli niezmiernie zdziwieni, gdyż Mesztrowić był członkiem ustaszowskiej diaspory w USA.

Współpraca służb niemieckich z emigracją Chorwatów i ustaszów oraz z bezpieką Jugosławii zdominowana przez chorwackich separatystów zostawiła ślad również w aferze państwowego przedsiębiorstwa naftowego Jugosławii, INA. Z pomocą tych grup członek dyrekcji INA w Zagrzebiu uciekł do Niemiec, skąd telewizja pokazywała go i kilku kolegów jako „biednych, prześladowanych dysydentów”. Tymczasem zabrali ze sobą równowartość kilku milionów dolarów z kasy przedsiębiorstwa.

Wydarzenia ostatnich dziesięcioleci nieuchronnie doprowadziły do rozpadu niegdyś potężnej Jugosławii, przy czym wielu znanych polityków i biurokratów złamało przysięgi wierności krajowi spodziewając ię wysokich stanowisk w nowych państwach budowanych na trupie Jugosławii. BND miał własne listy i skrycie organizował kandydatów spośród neo-ustaszów i komunistów Jugosławii. Kiedy Chorwacja uzyskała niepodległość, przywódcy zasłużeni w rozłamie zostali jednak oszukani, gdy syn Franjo Tudźmana objął służby bezpieczeństwa w państwie ojca. Ich miejsca zajęli młodzi protegowani, bezwzględnie lojalni swym zagranicznym sponsorom.

Chorwaci byli wdzięczni Niemcom za pomoc w „oswobodzeniu”. W dniu ogłoszenia niepodległości 23.6.1991 r. w całej Chorwacji rozbrzmiewała pieśń Danke Deutschland (dzięki wam, Niemcy). Wdzięczni Chorwaci wybudowali pomnik Hansowi Dietrichowi Genscherowi za długotrwałą politykę poparcia sprawie chorwackiej niepodległości.

Niemcy zbroili Chorwatów, na czym Słowenia zarabiała przez secesją 2 miliardy dolarów rocznie i prawdopodobnie znacznie więcej podczas późniejszych morderczych walk w Bośni i Kosowie. Czy sukces gospodarczy Słowenii polegał na lepszych poradach od niemieckich ekspertów niż otrzymała Polska? Profesor ekonomii na Uniwersytecie Stanu Waszyngton Kazimierz Poznański dziwi się w polskim bestsellerze Wielki przekręt, że Słowenia zdołała zachować większość banków i majątku narodowego we własnych rękach, podczas gdy Polska pobiła światowe rekordy pod względem oddawania majątku obcym za bezcen. Wobec zalania polskiej gospodarki i środków przekazu przez kapitał niemiecki trudno nie podejrzewać Niemiec o knowania podobne jak na Bałkanach.

Jeśli zachodnie służby specjalne i propagandowe wniosłyby tyle samo wkładu w rozpowszechnianie niemieckich i chorwackich bałkańskich zbrodni z II wojny światowej co w rozkuwanie Jugosławii, rozbiór tego państwa najprawdopodobniej by nie nastąpił. Tymczasem powstała Słowenia, neofaszystowska Chorwacja, pół-państwo Macedonia w dalszym ciągu oficjalnie nazywana Była Republika Jugosławii, etniczny bałagan Bośnia-Hercegowina oraz maleńka Czarnogóra w wątłej federacji z Serbią, gdzie Serbowie pokazali globalizmowi „wała” nie stawiając się dwukrotnie na wybory prezydenckie. Najbardziej wnerwia to, powiedział serbski przyjaciel w Kanadzie, że neonazistowska Chorwacja dostała Dalmację i wyspy na Adriatyku, którymi alianci obdarowali Titę po II wojnie światowej za wkład w pokonanie faszystów.

Źródła

Piotr Bein, To Serbia via Poland, rozdziały Ustashi, Until the Second Coming oraz Crime and punishment, www.aeronautics.ru/archive/yugoslavia/bein/, bez zdjęć także na www.antic.org/YU4NSP/Piotr/index.html

Thomas Deichmann, From ‘Never again War’ to ‘Never again Auschwitz’: Dilemmas of German Media Policy in the War against Yugoslavia [w:] Degraded Capability: The Media and the Kosovo Crisis, praca zbiorowa pod redakcją Philipa Hammonda i Edwarda. S. Hermana, Pluto Press, Londyn, 2000 r.

Rajko Doleček, rozdziały The European Community fomented the war in Bosnia oraz The official Germany as enemy number one [w:] Rajko Doleczek, I Accuse!, Praga, marzec 1999, publikacja książki w Questions and Opinions Library tom 3, http://members.tripod.com/Balkania/resources/geostrategy/dolecek_accuse.html#b12 oraz www.srpska-mreza.com/ddj/Kosovo/articles/Dolecek.html

Rudolf Jaworek, Wybacz im, Serbio! Wydawnictwo von borowiecky, Warszawa 2000 r. Aneks 1: Proces dezintegracji Jugosławii, ss.112-116

Scott Taylor i Brian Nolan, Tested Mettle, Esprit de Corps Books, Ottawa, 1998

Długie ręce BND [w:] Myśl Polska z 16-23.8.1998

Is the German-Troops-In-Yugoslavia Dispatch Real? [w:] Emperor's Clothes z 16.10.2000, http://emperors-clothes.com/analysis/real.htm

Keine Anhaltspunkte für Verfolgung: Wie die Bundesregierung Parlament und Öffentlichkeit über die Lage im Kosovo täuschte [w:] junge Welt z 24.4.1999, www.jungewelt.de/1999/04-24/011.shtml

10