Świadomość a rzeczywistość v1.1
Roman Matuszewski, romat@neta.pl
Spis treści
7. Materia i duch – pierwsze przybliżenie
8. Doświadczanie świata jako umysłu
9. Świat (mentalny i realny) a rzeczywistość (niezależna).
10. Świadomość jako obiekt świata
11. Ruch wydobywania świata. Źródła pojęcia materii.
12. Ogólne obiekty świata materialnego
13. Częściowa podległość świata realnego naturze świadomości
16. Świadomość jako potencjał formalny świata (FORMA)
17. Ogólna forma ruchu wydobywania świata (LOGIKA)
18. Problem związku dialektyki z logiką klasyczną
19. Narzędzia i metody oglądu świata
21. Efektywny ruch poznawania. Pojęcie METODY
22. Zasada niezmienniczości formy świata
25. Poznawcze aspekty przestrzeni i czasu
27. Kilka uwag o naturze biologii
28. Człowiek jako przedmiot samowiedzy
29. Wolność, samowiedza, transcendencja
Istotne odkrycia często dokonywane są czymś na kształt intuicyjnego wglądu, zwykle po długich wysiłkach, lecz w momencie najmniej spodziewanym, gdy badacz zajął się czymś innym, nie rozmyślając nad problemem.
Poicare tak oto opisuje ten szczególny moment:
„W tym czasie opuściłem Cean, gdzie mieszkałem, udając się na geologiczną wyprawę, zorganizowana pod auspicjami School of Mines. Wydarzenie to sprawiło, że całkowicie zapomniałem o moich pracach matematycznych. Osiągnąwszy Konstancję wynajęliśmy omnibus, by udać się w kilka miejsc. W chwili, gdy stawiałem nogę na stopniu omnibusu, naszła mnie pewna idea, bez żadnego wcześniejszego udziału z mojej strony, bez wcześniejszych myśli, przygotowujących grunt, że transformacje, które wykorzystywałem do zdefiniowania funkcji Fuscha są identyczne z tymi, które wykorzystuje się w geometrii nieeuklidesowej. Nie sprawdziłem tego wtedy; nie miałem na to czasu, gdyż po usadowieniu się w omnibusie kontynuowałem rozpoczętą wcześniej konwersację, wyczuwałem jednak, że mam całkowitą pewność poprawności idei. Po powrocie do Cean, dla uzyskania komfortu psychicznego, w wolnej chwili z pozytywnym skutkiem wszystko to zweryfikowałem.”
Podobnie Heisenberg: „Po raz pierwszy zrozumiałem, że pogląd Bohra na jego własną teorie jest bardziej sceptyczny, niż pogląd na nią wielu innych fizyków, np. Sommerfelda, i że jego wgląd w strukturę teorii był wynikiem nie analizy matematycznej podstawowych założeń, ale intensywnego skupienia nad zjawiskami; skupienia takiego, ze stało się możliwe intuicyjne wyczucie zależności, zamiast formalnego ich wyprowadzenia. Zrozumiałem – wiedze o naturze otrzymuje się w taki właśnie sposób, dopiero potem można się posunąć dalej: skupić uwagę na postaci matematycznej i poddać ja pełnej analizie racjonalnej.”
Na Helgolandzie ujrzałem oślepiające światło, z którym przyszła na mnie jakby iluminacja. (...) Była już późna noc. Wykonałem uciążliwe rachunki – zgadzało się. Wtedy wyszedłem na jakąś skałę, oglądałem wschód słońca i byłem szczęśliwy.”
Często przyjmuje się, że tego rodzaju wgląd jest czymś wyjątkowym; czymś, co wprawdzie się zdarza, lecz jedynie marginalnie i nielicznym i co można potraktować jako ciekawostkę. Jednakże takie spojrzenie na naturę poznania nie wydaje się właściwe.
Zamierzam przebadać konsekwencję założenia, zgodnie z którym intuicyjny wgląd jest poznawczą regułą, na wszystkich poziomach wiedzy. Zakładam, że wszystkie istotnie nowe idee oraz wszystkie poprawne interpretacje wiedzy zastanej (poczynione np. przez studenta fizyki, który wreszcie zrozumiał mechanikę czy teorię względności) powstają w sposób podobny do tego, jaki opisują Heisenberg i Poincare, tzn. czymś na kształt (intuicyjnego) wglądu.
Konsekwencje filozoficzne takiego założenia okazują się bardzo istotne i biorą się m. innymi z następujących przyczyn: 1. podmiot w momencie wglądu jest sam dla siebie pusty czy „przeźroczysty” poznawczo, nie będąc świadomy dróg, które wiodą do wiedzy. Nie jest więc możliwa bezpośrednio empiryczna wiedza, dotycząca źródeł rodzącej się wiedzy i źródeł poczucia pewności tej wiedzy, 2. wszelkie poprawne interpretacje wiedzy (nowej i zastanej), tzn. takie interpretacje, które przełamują jałowe schematy i otwierają umysł na badaną rzeczywistość, możliwe są jedynie z głębi wglądu, z perspektywy rzeczywistego podmiotu wiedzy w akcie poznania (tzn. perspektywy np. fizyka pozostającego w akcie poznania, nie zaś zewnętrznego obserwatora, patrzącego fizykowi na ręce, swoiście racjonalizującego osiągniętą przez fizyka wiedzę lub zaglądającego mu do mózgu), 3. Nieznana jest natura wglądu, możliwa jest co najwyżej teoria wglądu, której przedmiot nie musi być zbieżny z wglądem rzeczywistym, w związku z czym nie jest możliwe określenie stosunku wiedzy, uzyskiwanej wglądem, do rzeczywistości niezależnej.
Wszystko to może oznaczać, że każda interpretacja filozoficzna wiedzy zastanej czy dowolna rekonstrukcja procesów poznawania, nie mająca podstaw w nadrzędnym wglądzie w opracowywanej filozoficznie dziedzinie (np. w dziedzinie fizyki), bywa niepoprawna z zasady.
Jednakże jak można cokolwiek sensownego powiedzieć na temat czegoś, co jest nieuświadamialne (i niewypowiadalne), a co może okazać się podstawą wszelkiej poprawnej wiedzy, w tym poprawnej wiedzy filozoficznej?
Jeżeli przyjąć, że tym, co uświadamialne, jest (nasz) świat, wydobywany przez świadomość „przeźroczystym” aktem poznania, to powstaje np. problem poprawnego określenia odniesień (uświadamialnego) świata do rzeczywistości niezależnej, w tym problem odniesień przedmiotu teorii świadomości do świadomości rzeczywistej.
Powstaje także zasadniczy problem odpowiedniego ujęcia świadomości oraz jej stosunku do umysłu, świata i rzeczywistości.
Odpowiednia teoria stosunku świadomości i rzeczywistości może prowadzić do wypracowania systemu pojęć, współtworzących intelektualny kontekst dla wglądu, otwierający (myślący) podmiot poznawania na rzeczywistość i zapobiegający rodzeniu się pozorów wiedzy.
Możliwe byłoby także nowe spojrzenie na naukę. Jeżeli bowiem można byłoby stwierdzić, czy nauka i jaka nauka (jak uprawiana i interpretowana) jest czy nie jest zdolna do dosięgnięcia rzeczywistości, to możliwe byłyby głębsze od współczesnych interpretacje wiedzy naukowej.
Wiązałoby się to z ukazaniem, w jaki sposób teorie późniejsze wykorzystują wiedzę wcześniejszą i bezpośrednią zmysłowość, jaki jest status narzędzi, instrumentów badawczych i układów eksperymentalnych, wreszcie jak świadomość formuje wiedzę. Gdyby się okazało, że istnieją określone ograniczenia poznawcze, związane z naturą naszego poznania (w tym z naturą naszej zmysłowości i świadomości), i gdyby te ograniczenia mogły zostać rozpoznane, to możliwe byłoby głębsze zrozumienie natury wiedzy i jej stosunku do tego, czego chciałaby dotyczyć, tzn. rzeczywistości niezależnej.
Istotna jest – zwłaszcza dla nauk przyrodniczych – wiedza o naturze matematyki. Fizyka zdaje się czasami wykorzystywać matematykę w sposób konstytutywny; gdyby okazało się możliwe efektywne określenie natury matematyki i jej statusu w nauce, to także możliwe byłoby istotne pogłębienie interpretacyjne fizyki.
Rzecz idzie o taką wiedzę o naturze wiedzy, która zdolna byłaby wspomagać umysł w wydobywaniu z rzeczywistości tego wszystkiego, co możliwe. Można także zauważyć, że jedynie taka wiedza o wiedzy może stanowić podstawę poprawnych interpretacji wiedzy. Zaś jednym z najważniejszych środków, wiodących do osiągnięcia takiej wiedzy byłoby zbadanie, jak dalece człowiek zdolny jest posunąć się w kierunku rozpoznania rzeczywistości i co z tego, co wie lub może wiedzieć, dotyczy rzeczywistości.
W poniższym szkicu starałem się zawrzeć tylko pewne ciekawsze i najogólniejsze konsekwencje przyjętych założeń. Nie podjąłem analiz szczegółowych. Nie ma w nim odniesień do literatury. Moim głównym celem było sformułowanie (zdefiniowanie) podstawowych terminów i twierdzeń, ich wyjaśnienie oraz skrótowe ukazanie innowacyjności i wagi przyjętych założeń.
Najwyższym stopniem samorealizacji świadomości jest akt rzeczywistego poznania.
Swoiście ludzka świadomość może w konkretnej sytuacji poznawczej zrealizować się w pełni lub tylko częściowo. Nie wykorzystujemy całego potencjału poznawczego świadomości, gdy – rozwiązując jakiś istotny problem – stosujemy wyłącznie metodę dedukcyjną, bez śladu hipotetyczności czy intuicji. Część poznawczego potencjału świadomości pozostaje wtedy w stanie „uśpienia” czy „zamrożenia”.
Zakładam, że świadomość realizuje się w pełni w czymś, co nazywam aktem rzeczywistego poznania, wyrażając tym aktem cały swój potencjał poznawczy niezależnie od tego, na co poznanie jest ukierunkowane i co jest wynikiem poznania. Przy czym akty rzeczywistego poznania nie są równoważne co do głębi i zasięgu poznania. Akt taki może być poznaniem całościowym lub częściowym, jednakże z definicji nigdy nie prowadzi do pozoru wiedzy. Poznanie częściowe może być w pewnym przynajmniej aspekcie poprawne; poznanie pozorne nie nosi żadnych cech poprawności, prezentując się jedynie jako takie.
Aktowi rzeczywistego poznania odpowiada umysł człowieka w momencie „przeźroczystego” dla samoświadomości wglądu w rzeczywistość, pozostającego w jedni ze świadomym oglądem tego, co dostrzeżone w momencie wglądu jako w pełni uświadamialny fragment świata, zewnętrzny względem umysłu.
Przedmiotem oglądu może być to tylko, co wydobywane z rzeczywistości „przeźroczystym” wglądem jako zewnętrzne względem poznającego umysłu i dlatego (potencjalnie) uświadamialne (przedmiot zmysłowy, obiekt matematyczny, mikroobiekt fizyki, pojęcie,...).
W rzeczywistych aktach poznania rodzi się wiedza poprawna, niekoniecznie zaś prawdziwa. Źródłem poprawnej wiedzy są rzeczywiste akty poznania. Klasyczne pojęcie prawdy jako zbieżności myśli z rzeczywistością nie ma tu zastosowania, gdyż nie potrafimy odnieść wydobytego fragmentu świata do rzeczywistości niezależnej (od świadomości) z zasady. Atrybut prawdziwości może co najwyżej przysługiwać podmiotowi poznania, pozostającemu w rzeczywistym akcie poznania, jednakże ze względu na samopoznawczą „przeźroczystość” podmiotu w tym akcie także nie jest możliwe odniesienie go do rzeczywistości. Możemy co najwyżej postulować, że podmiot w takim akcie jest rzeczywistością (niezależną).
Może konieczna byłaby nowa, specyficzna definicja prawdy? - żadna z klasycznych definicji filozofii Zachodu nie wydaje się właściwa.
Podmiot poznawania w akcie poznania - w momencie wglądu - jest sam dla siebie pusty czy „przeźroczysty” poznawczo – nie jest siebie świadomy w tym akcie.
W momencie pełnej samorealizacji świadomości – w rzeczywistym akcie poznania – podmiot doznaje czegoś w rodzaju iluminacji, zdającej się nie zależeć od jego woli, bezpośredniego nastawienia, aktualnego biegu myśli, sposobu ich kontrolowania itp. Wiedza pojawia się „znikąd”, wraz z pewnością swojej poprawności, zwykle po wytężonej pracy nad problemem, często w momencie zwrócenia myśli ku czemuś innemu. To właśnie zjawisko „samoczynnego” rodzenia się poprawnej wiedzy jest jądrem niniejszego (anty)systemu filozoficznego.
Wiedza o akcie poznania może być dostępna jedynie pośrednio, np. na podstawie analiz aktów poznania (po fakcie poznania) czy analizy dziejów ludzkiego poznania. Jednakże nie jest to wiedza empiryczna o rzeczywistym akcie poznania
Wszelkiego rodzaju teorie poznawania czy metodologie nauk, nawet jeżeli poprawne, zawsze są niepełne, gdyż nie ujmują żywej, rzeczywistej podstawy poznania, a jedynie jakiś fragment świata poznawania, wydobytego przez świadomość.
„Przeźroczysty” akt rzeczywistego poznania jest nadrzędny względem jakiejkolwiek wiedzy o poznawaniu, wyrażonej dowolną teorią procesu poznawania
Podstawą wszelkiej wiedzy o poznawaniu jest żywy akt rzeczywistego poznania, świadomością nieuchwytny. Każda teoria poznawania, o ile poprawna, musi mieć za „przesłankę i cel” rzeczywiste akty poznania. Jednakże tak sformułowany cel nie może zostać osiągnięty teorią poznawania, gdyż każda taka teoria dotyczy świata działań poznawczych, nie zaś rzeczywistości aktu poznania. Powstaje realne niebezpieczeństwo, że refleksja filozoficzna dotycząca poznania nie tylko że okaże się jałowa, to jeszcze – gdy potraktowana poważnie – wyobcuje się z własnej podstawy: rzeczywistych aktów poznania. Zamiast więc wspomóc rzeczywiste poznanie, zamknie do niego dostęp. Twierdzę, że taka właśnie sytuacja jest regułą, gdyż niewielu tylko filozofów, zajmujących się teorią wiedzy, zdolnych jest oprzeć się pokusie stosowania własnych ustaleń teoriopoznawczych w swoich badaniach. Tymczasem żadna, najlepsza nawet teoria procesu poznawania, będąc zwykle jego racjonalizacją, nie wyraża istoty aktu poznania z zasady.
Akt rzeczywistego poznania natury rzeczywistego poznawania, będący „przeźroczystym” wglądem w rzeczywistość poznania, wydobywa z tej rzeczywistości uświadamialny, dany oglądem fragment świata naszych działań poznawczych. Powstaje pytanie, czy i jak możliwe jest odniesienie wydobytego fragmentu świata naszych działań poznawczych do rzeczywistości aktu poznania, z której ten fragment został wydobyty? Można odpowiedzieć, że nie jest to możliwe ze względu na „przeźroczystość” aktu poznania.
Świadomość pojmuję jako ogólny przedmiot teorii zjawisk, związanych z uświadamialnością, prowadzących do wiedzy swoiście ludzkiej, któremu może, ale nie musi odpowiadać coś wyodrębnionego i zarazem rzeczywistego.
Świadomość, gdy ujmujemy ją całościowo, jako swoistą własność człowieka odróżniającą nas od zwierząt, zawsze jest czymś zewnętrznym względem umysłu, fragmentem wydobytego świata, przedmiotem jakiejś teorii, jakiegoś ujęcia pojęciowego. Nawet wtedy, gdy wydaje mi się, że oto jednym spojrzeniem umysłu ogarniam całość świadomości z jej wszystkimi własnościami i niuansami, mam do czynienia tylko z aktem uświadomienia sobie własnej, specyficznej swoistości i odrębności, zwykle na gruncie pewnej zaawansowanej wiedzy i (samo)wiedzy. Oglądam świadomość jako świat, wydobyty z rzeczywistości umysłu, nie mając możliwości odniesienia tego świata do rzeczywistości poznającego umysłu, z której wydobyłem go aktem poznania.
Nasza świadomość (jako przedmiot teorii świadomości) nie jest więc totalnością umysłu, lecz tylko tym jego aspektem, który daje się „wydobyć” z umysłu jako uświadamialny warunek swoiście ludzkiej wiedzy.
W przypadku „przeźroczystego” aktu poznania nie sposób rozdzielić tego, co poznaje, na umysł, świadomość czy sam podmiot wreszcie. Nie jest także możliwe objęcie spontanicznie poznającego umysłu świadomym oglądem. Dlatego, jeżeli przyjąć, że w akcie rzeczywistego poznania świadomość realizuje się najpełniej, to nie ma równocześnie możliwości bezpośredniego uświadomienia sobie natury tej pełni świadomości. W związku z tym, w ramach budowanej teorii, wyodrębniam świadomość z totalności umysłu, pozostającego w akcie poznania, jako to tylko, co jest warunkiem – poprzez dające się uświadomić akty uświadamialnosci - wiedzy swoiście ludzkiej, tej pojęciowej i dającej się wyrazić i przekazać, zakładając równocześnie, że przedmiot odpowiedniej teorii świadomości nie musi być zbieżny ze świadomością rzeczywistą, „rozpływającą się” w akcie poznania w totalności umysłu..
Świadomość, jak ją zdolni jesteśmy pojąć, jest obiektem (naszego) świata, niekoniecznie zaś rzeczywistości (niezależnej; zob. dalej). Jako taka może być postrzegana jako to z umysłu człowieka, co poprzez akty uświadamialności prowadzi do swoiście ludzkiej wiedzy.
To, co uświadamiam sobie jako swoiście ludzką (w tym moją własną) świadomość, może ale nie musi odpowiadać czemuś rzeczywistemu, niezależnemu od natury aktu samo-uświadamialności.
Jeżeli jest tak, że istota świadomości nie jest uświadamialna, gdyż realizuje się w akcie rzeczywistego poznania, „przeźroczystego” dla samoświadomości, to podstawowa definicja (swoiście ludzkiej) świadomości powinna zostać tak skonstruowana, aby we wnętrzu tego, co uświadamialne ze świadomości, zawrzeć jej nieuświadamialne jądro, tworząc na gruncie tego, co uświadamialne i istotne pojęciowy kontekst, wspomagający samorealizację nieuświadamialnego. Tak skonstruowana definicja nie rozrywa poznawczego sprzężenia pomiędzy umysłem i rzeczywistością, lecz je podtrzymuje.
Reasumując: warunkiem koniecznym wiedzy swoiście ludzkiej jest akt uświadomienia sobie czegoś. Świadomość aktów uświadamialności i świadomość posiadania swoiście ludzkiej wiedzy prowadzi do postrzeżenia pewnej własności naszego umysłu, nazywanej ogólnie świadomością. Świadomość może zostać określona jako to z totalności umysłu, co odpowiada za swoistość naszej wiedzy. Tak określonej świadomości nie musi odpowiadać coś wyodrębnionego i zarazem rzeczywistego.
Empiryczną podstawą teorii świadomości może być rozbudowana (samo)wiedza, dotycząca aktów uświadamialności oraz wiedza o swoistych skutkach funkcjonowania umysłu ludzkiego, takich jak np. nauka i technika.
Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na kilka faktów.
Człowiek „obdarzony” jest pamięcią i wyobraźnią, co sprawia, że może oglądać obiekty i przestrzenie świata, nie pozostając z nimi w bezpośrednim kontakcie zmysłowym.
Pamięć przywołuje z umysłu to tylko, co może być dane świadomym oglądem, sprowadzając w mentalną zewnętrzność jakiś fragment świata (nie rzeczywistości niezależnej). Pamięć (dynamiczna) funkcjonuje w pełni w akcie rzeczywistego poznania, gdy sposób jej działania jest nieuchwytny dla świadomości. To, co przywołane przez pamięć z głębi umysłu – o ile spełnia pewne dodatkowe warunki – może zostać „naocznie” wyobrażone. Wyobrażone zaś może zostać to wszystko, co przedstawione być może w postaci dowolnego konglomeratu pierwotnych lub wtórnych jakości zmysłowych (np. drzewo, wymachujące ramionami i śpiewające arię operową, idealna kula, baśniowy smok ziejący ogniem, itd.). Pamięć (statyczna) może przywołać to wszystko i tylko to, co wyobrażalne; pamięć dynamiczna może przywołać i przetworzyć to także, co nie może zostać wyobrażone bezpośrednio, (np. treść pojęcia dobra), generując nowe wyobrażenia itd.
Ogląd niezmysłowy dotyczyć może nie tylko tego, co skądinąd dane także zmysłowo (np. drzewo, przywołane z pamięci, widziane wczoraj w lesie). Dotyczyć może także niezmysłowych światów głębszego poziomu (np. punktu materialnego, obiektów geometrycznych, elektronu), „wydobytych” zaawansowanym aktem poznania.
Świadomość często utożsamia się ze zdolnością człowieka do niezmysłowego, umysłowego oglądu rzeczy i zjawisk. Jednakże w przypadku aktu poznania ogląd taki jest wynikiem poznania, jednym z aspektów poznania, nie jego istotą i nie tylko zdolność do niezmysłowego oglądu odróżnia umysł człowieka od umysłu zwierzęcia.
Swoiście ludzka wiedza to taka, która poprzez uprzednie akty uświadamialności jako swój warunek konieczny może znaleźć wyraz pojęciowy i językowy.
Być może każdy z nas wie więcej, niż zdolny jest pojąć czy wyrazić, jednakże budując teorię świadomości należy ograniczyć się do tego tylko, co da się zrozumieć i (jakkolwiek) przekazać. Przyjmując takie właśnie założenia, należy w ramach teorii świadomości konsekwentnie odróżnić świadomość rzeczywistą, „rozpływającą się” w totalności poznającego umysłu, od przedmiotu teorii świadomości.
Nie jest możliwe uświadomienie sobie czegokolwiek w sposób, niezależny od natury świadomości rzeczywistej, „rozpływającej się” w totalności umysłu w akcie rzeczywistego poznania, a więc nieokreślonej.
Pojęcie „świadomości rzeczywistej” jest nieempirycznym przeciwieństwem świadomości jako przedmiotu odpowiedniej teorii, mającej empiryczne podstawy (akty uświadamialności i dzieje poznania)
Świadomość rzeczywista ujmuje to tylko, co może, i w sposób, sobie właściwy. Jednakże nie jest możliwe bezpośrednie uświadomienie sobie ograniczeń, wnoszonych przez rzeczywistą świadomość w „przeźroczystym” akcie poznania. Teoria świadomości nie jest w stanie dotrzeć do ograniczeń rzeczywistych, może jedynie wskazać na ich źródła i rozpracować je teoretycznie, nie utożsamiając odpowiedniej wiedzy z rzeczywistością.
Wydobywane z rzeczywistości niezależnej fragmenty uświadamialnego świata postrzegalne są przez świadomość wewnątrz podmiotu. Jednakże ze względu na to, że swoiście ludzki świat współtworzy to tylko, co wydobyte z rzeczywistości, gdyż uświadamialne, świadomość w statycznej percepcji świata może odnaleźć się na zewnątrz podmiotu i utożsamić z (wydobytym) światem. Swoiście ludzką świadomość mogę dostrzec na zewnątrz siebie, jako świat przede mną, w tym świat mojej cielesności i utożsamić świadomość ze światem (pewne doświadczenia buddyzmu zen; zob. dalej). Jednakże gdy świat ten przekształcam (przygotowując np. eksperyment fizyczny) lub wydobywam z rzeczywistości niezależnej nowe elementy świata (np. odkrywając w utworzonym układzie eksperymentalnym nową cząstkę lub zjawisko), to postrzegam go jako zewnętrzny względem totalności poznającego podmiotu.
Nauka nowożytna, posługując się eksperymentem i hipotezą, postrzega świat na zewnątrz poznającego podmiotu, jednakże bezpodstawnie utożsamia go przy tym z rzeczywistością niezależną od świadomości. Tymczasem jako świat objawić się może człowiekowi to tylko, co wydobyte z rzeczywistości, gdyż uświadamialne.
Podmiot poznawania to całość poznającego człowieka; jego umysł i ciało, pozostające jednym w rzeczywistym akcie poznania. Należy rozróżnić to, co zewnętrzne względem podmiotu poznawania (w tym umysłu) i to, co zewnętrzne tylko względem poznającego umysłu. To pierwsze współtworzy świat realny, wydobyty przez podmiot z rzeczywistości niezależnej. To drugie dotyczy światów wykreowanych, w tym baśniowych. Jasne jest, że obiekty baśniowe dane są wewnątrz podmiotu, choć – gdy wyobrażone (oglądane), to na zewnątrz umysłu, który je wykreował; „zdrowa” świadomość nie umieści ich w świecie zewnętrznym względem podmiotu.
Nie musi być jednakże jasne, że także obiekty świata realnego, umiejscawiane przez podmiot na zewnątrz siebie (swojej cielesności), oglądane jako takie (to oto drzewo tam na wzgórzu), gdy uświadamialne, dane są także wewnątrz podmiotu, choć na zewnątrz umysłu.
Świat oglądany jako taki za sprawą natury świadomości zawsze jest we mnie, choć przed moim umysłem, zawsze zresztą gotowym do jego przekształcenia. Lub inaczej: w świecie odnajduję swoją świadomość, przy czym powstaje delikatny problem oddzielenia w tej świadomości - świecie tego, co realne, od tego, co tylko wykreowane; konia od jednorożca.
Świat realny to także wytwory rzemiosła, nauki i techniki. Ten aspekt świata „wydobyłem” z rzeczywistości niezależnej swoiście, jako uświadamialny z zasady. Gdy spoglądam na jakiś wytwór techniki, np. mój nowy samochód, to także postrzegam świadomość, jednakże dynamiczną, twórczą, sięgającą korzeniami swojej genezy i genezy nowożytnej nauki i techniki. Dostrzegam także, że ten świat swoiście ludzkich wytworów nie musi być zbieżny z rzeczywistością: prawdopodobnie wydobyłem to tylko i w taki sposób, co i jak było możliwe, nie dosięgając przy tym jądra rzeczywistości.
Obiekty, oglądane przez umysł mogą podlegać przetworzeniu w obiekty innego rodzaju (drzewo, przekształcające się w smoka; model atomu Thompsona w model atomu Bohra; geometria Euklidesa w geometrię Riemanna) i umiejscowione w innej „przestrzeni własnej”, tzn. uświadamialnej „niszy” pojęciowo-symbolicznej, będącej konstytutywnym warunkiem ich istnienia.
Można wyróżnić przynajmniej trzy rodzaje światów (w części) wykreowanych: światy baśniowe, światy teoretycznego przyrodoznawstwa i światy matematyki. A także dwa podstawowe rodzaje światów realnych: wytwory rzemiosła, nauki i techniki oraz świat „dzikiej” przyrody, ożywionej lub nie, nie tknięty ręką człowieka.
Światy baśniowe z definicji stają się i egzystują w umyśle. Status obiektów teoretycznych fizyki jest niejasny; mówić można, że dotyczą one głębszych, niezmysłowych poziomów świata realnego. Co do obiektów matematycznych często postuluje się, że są czystym wytworem umysłu, powstaje jednakże pytanie, dlaczego z takim powodzeniem matematyka może być stosowana w fizyce?
Można zgodzić się, że przywołany z pamięci obiekt „zmysłowy” (smok) lub teoretyczny (funkcja falowa mechaniki kwantowej), mając wprawdzie genetyczne zakotwiczenie w świecie zewnętrznym, „egzystują” wyłącznie wewnątrz podmiotu, Powstaje jednakże pytanie o status obiektu bezpośrednio zmysłowego, postrzeganego na zewnątrz podmiotu i oglądanego przez świadomość bezpośrednio, w danej chwili (to oto drzewo tam na wzgórzu). Czy umysł ogląda obraz tego obiektu, obiekt taki, jakim jest rzeczywiście, czy może obiekt ten jest projekcją umysłu (i świadomości) - chociażby w swoim uświadamialnym aspekcie? W tym miejscu nie rozstrzygam tego problemu. Jedno zdaje się pewne: postrzegamy z niego to tylko, co uświadamialne. I w aspekcie uświadamialności obiekt taki „egzystuje” w umyśle, lub inaczej: umysł rozprzestrzenia się poza ciało, obejmując postrzegany obiekt. Świadomość odnajduję na zewnątrz siebie.
Co jednakże sprawia, że przynajmniej w naszym kręgu kulturowo-cywilizacyjnym skłonni jesteśmy postrzegać świat raczej na zewnątrz umysłu i świadomości (w filozofii Zachodu dominują np. teorie odzwierciedlenia świata przez umysł)? Problem jest bardzo istotny i zostanie podjęty w jednym z dalszych rozdziałów.
(Uświadamialny) świat obiektów i przestrzeni zewnętrznych względem umysłu, w tym także uświadamialny aspekt tego, co zewnętrzne względem cielesności podmiotu, nazywać będą światem obiektów i przestrzeni mentalnych.
Do świata obiektów i przestrzeni mentalnych należą zarówno baśniowy smok i „funkcja falowa”, jak i uświadamialna „powłoka” tego oto drzewa tam na wzgórzu czy karoseria mojego nowego auta. To, co właśnie oglądam, nazywając drzewem, przynależy do świata mentalnego. Wiem jednakże skądinąd, że oglądane drzewo znajduje się na zewnątrz mojej cielesności. Nie wiem jednakże, czy to, co rzeczywiście egzystuje na zewnątrz mnie jako to oto tam na wzgórzu, jest identyczne z tym, co sobie uświadamiam jako drzewo. Nie potrafię tego rozstrzygnąć nawet przez pryzmat wiedzy naukowej. Nauka pozwala wprawdzie „zobaczyć” więcej, np. fale elektromagnetyczne o określonej częstotliwości, odbijane przez zielone liście drzewa. Jednakże nie wiem, jaki jest stosunek tego, co nazywam falą elektromagnetyczną do rzeczywistości, od świadomości niezależnej, i koło się zamyka.
Oczywiście istnieje istotna różnica pomiędzy tylko mentalnym (smok) a mentalnym i zarazem zewnętrznym nie tylko względem umysłu, lecz także względem naszej cielesności (to oto drzewo...). Różnica ta ma (lub powinna mieć) zasadnicze znaczenie w każdej teorii wiedzy. Jednakże sprawa nie jest prosta: to, co tylko mentalne (np. idea jakiegoś narzędzia) często przekształcić możemy w to, co także zewnętrzne względem podmiotu (w samo to narzędzie). Narzędzie jednak – będąc nawet w wysokim stopniu zbieżne ze swoim ideałem - zawsze będzie od mentalnego ideału odbiegać.
Uświadamialne są tylko obiekty mentalne. Wszystko, co uświadamialne, dane jest na zewnątrz umysłu, jednakże wewnątrz podmiotu, nawet wtedy, gdy znajduje się na zewnątrz naszego ciała.
To oto drzewo tam na wzgórzu, w tej chwili przeze mnie oglądane, dotykane, wąchane, ścinane itp. w swej uświadamialnej warstwie prezentuje się we mnie, stając przed moim umysłem. Ten mentalny obraz nie musi jednak odzwierciedlać rzeczywistości drzewa. Z drugiej strony mogę połamać gałęzie lub ściąć drzewo... Mogę naruszyć substancje bytową drzewa. Nie jest więc tylko moim wyobrażeniem; jest realnością, choć jego rzeczywistości zapewne nie dosięgam świadomością, choć w nią jakoś ingeruję...
Powstaje kluczowy problem odniesień obiektów i przestrzeni mentalnych do świata realnego, zewnętrznego względem podmiotu, tego zaś świata do rzeczywistości niezależnej.
Problem odniesień obiektów i przestrzeni mentalnych do rzeczywistości niezależnej okazuje się bardzo złożony. Z jednej strony trzeba rozważyć, jak nasze wyobrażenia obiektów zmysłowych odnoszą się do obiektów realnych, te zaś do rzeczywistych. Z drugiej jak obiekty, wykreowane przez umysł w bardzo czasami zaawansowanym procesie badawczym, takie jak np. funkcja falowa czy neutrino, odnoszą się do zmysłowych obiektów realnych i zarazem do głębszych poziomów świata (jak ma się elektron do tego, co naocznie, zmysłowo dane i jaki jest jego stosunek do tego, co rzeczywiście istnieje pod zasłoną zjawisk).
Na granicy świata mentalnego, który jest wszystkim, co uświadamialne, i rzeczywistości niezależnej, która jest wszystkim, co istnieje, pojawia się nieciągłość poznawcza, której natura nie jest świadomością uchwytna (gdyż wszystko, co uświadamialne, należy do świata mentalnego).
Powyższa nieciągłość znoszona jest „przeźroczystym” aktem poznania, w momencie pełnej samorealizacji świadomości.
Kontakt poznawczy z rzeczywistością niezależną nawiązujemy w „przeźroczystym” akcie poznania, wydobywając w tym akcie uświadamialne obiekty świata. Podmiot w akcie poznania jest czymś rzeczywistym. Jednakże gdy uświadomi sobie siebie jako podmiot, przestaje być rzeczywistym podmiotem, stając się „wydobytym” z rzeczywistości obiektem świata. Gdy ponadto podporządkuje swoje zdolności poznawcze zdobytej właśnie wiedzy o sobie jako podmiocie, poznanie wyjaławia się, nie sięgając już rzeczywistości.
Ze względu na „przeźroczystość” aktu poznania nie jest możliwe myślowe odniesienie wiedzy o poznawaniu do rzeczywistego aktu poznania. Rzecz w tym, aby zrealizował się rzeczywisty akt poznania na przekór wiedzy, jaką o nim posiadamy...
Wszystko, co uświadamialne, należy do świata mentalnego, którego częścią jest uświadamialna warstwa tego, co na zewnątrz naszej cielesności - świat realny, dany zmysłowo. Świadomośc nie jest zdolna do odniesienia i porównania świata mentalnego i rzeczywistości niezaleznej, gdyz wszystko, co uświadamialne, przynależy do świata mentalnego. Nie potrafimy więc odpowiedzieć na pytanie, jaki jest stosunek naszej wiedzy o świecie do rzezywistości, od świadomosci niezależnej. Co wiecej, nie potrafimy także odnieść świata realnego (danego zmysłowo) do rzeczywistosci.
Problem stosunku myślenia do bytu, rozumiany jako problem stosunku tego, co zdolni jesteśmy uświadomić sobie z tego, co jest, do rzeczywistości, od świadomości niezaleznej, nie posiada teoretycznego rozwiązania,. Co więcej, jest problemem źle postawionym. Możemy uświadomic sobie fakt istnienia rzeczywistości, od świadomości niezależnej, jednkże towarzyszyć temu powinna świadomość zasadniczej niemożności przekroczenia bariery uświadamialnego i wkroczenia myślą w rzeczywistość.
Rzeczywistość niezależna jest tym, co istnieje samo przez się, niezależnie od tego, czy ktoś TO postrzega, doświadcza, pojmuje lub wyraża, poza i ponad swoiście ludzkimi aktami poznania i swoiście ludzką świadomością.
Gdy np. przekształcam to, co przede mną, konstruując np. narzędzia, a z ich pomocą różne przedmioty użytkowe, nieodparcie pojawia się intuicja istnienia czegoś, niezależnego od mojego własnego istnienia. W pierwszym spojrzeniu gotów jestem utożsamić wszystko to, co istnieje, z uświadamialnym światem, danym za pośrednictwem zmysłów. Jednakże szybko postrzegam, że uświadamiam sobie więcej z natury świata, niż dozwalają na to zmysły (np. nauka nowożytna). Nazywam więc to, co ogólnie istnieje, rzeczywistością, prostomyślnie zakładając, że możliwe jest pełne jej rozpoznanie. Trudności pojawiają się w momencie, gdy w ogólniejszej refleksji skonstruuję pojęcie „rzeczywistości niezależnej” od świadomości czy tego, co mentalne, mające ściślej już wyrazić moją pierwotną intuicję niezależnego istnienia świata. Okaże się wtedy, że „rzeczywistość niezależna” jest pojęciem z poziomu „wydobytego świata”, przedstawiającym naszą intuicję rzeczywistości w sposób uświadamialny, a więc niekoniecznie sięgający rzeczywistości. Koło się zamyka. Rozwiązaniem jest rzeczywisty akt poznania, „przeźroczysty” dla świadomości, w którym ta istniejąca rzeczywistość, już nie tylko pomyślana, jakoś się wyraża, pozostając jednak nieuchwytną.
A więc rzeczywistość jest tym, co – jeżeli istnieje – to także niezależnie od własnej uświadamialności. Jeżeli poznanie realizuje się „przeźroczystym” dla samoświadomosci wglądem, to jest szansa, że poznajacy podmiat w akcie poznania jest czymś rzeczywistym, zas poznanie prowadzi do wiedzy poprawnej, tzn. do wydobycia pewnego aspektu (uświadamialnego) świata. Oczywiście „pustka umysłu” nie jest warunkiem wystarczajacym do do poprawnego poznania, w pewnym jednakże jej rozumieniu zdaje się być warunkiem koniecznym.
Intuicja istnienia czegoś niezależnego jest czymś innym, niż jej pojęciowa eksplikcja; jest odczuciem własnego istnienia w zastanym świecie. Ponieważ żyję w świecie, dlatego stwierdzam, że istnieje coś niezależnego ode mnie, czego nie nazywam, tylko wyrażam własnym życiem. Gdy jednak zadam pytanie o naturę czy wartość wiedzy, którą codziennie zdobywam, muszę skonstruować pojęcie „rzeczywistości niezależnej”, przeciwstawiając je pojęciu umysłu czy świadomości.
Gdy mówię wprost o rzeczywistości, to wyrażam naturalne, wspólne nam wszystkim intuicje istnienia czegoś niezależnego ode mnie. Gdy jednak mówię o „rzeczywistości niezależnej”, to zawsze w teoretycznym kontekście problemu stosunku wiedzy do niezależnego przedmiotu tej wiedzy. Konkretniej zaś: gdy rzeczywistość przeciwstawiać będę świadomości, przy czym nie tej, które istnienia domyślamy się tylko intuicyjnie nie eksplikując jej, lecz świadomości – pojęciu, czy świadomości - przedmiotowi jakiejś teorii świadomości, w ramach jakiejś teorii stosunku myślenia do bytu, zawsze mówić będę o rzeczywistości niezależnej, będącej także pojęciem, nie rzeczywistością.
Potocznej intuicji rzeczywistości jako tego, co po prostu jest, istnieje samo przez się, odpowiada w ramach rozwijanej teorii pojęcie rzeczywistości niezależnej (od świadomości) jako tego, co można przeciwstawić pojęciu świadomości lub przedmiotowi teorii świadomości.
Nie istnieje naukowa teoria „rzeczywistości niezależnej” – wszystkie takie teorie dotyczą wydobytego z rzeczywistości świata lub jego fragmentu - i jest to raczej oczywiste. Można jedynie pokusić się o jakąś ontologię, tak skonstruowaną, by eksplikowała naturalną intuicję niezależnego istnienia (zob. „byt w konwencji samopoznania”). Także żadna teoria świadomości nie jest w stanie dotrzeć do rzeczywistości poznającego umysłu i zawsze dotyczy świata świadomości lub jego aspektów.
Pierwotna intuicja rzeczywistości nie musi być zbieżna z jej eksplikacją pojęciem rzeczywistości niezależnej jako obiektem świadomego (mentalnego) oglądu.
Jednym z przejawów rzeczywistości jest podmiot, gdy pozostaje w „przeźroczystym” akcie poznania, będąc w tym akcie poza i ponad (samo)uświadamialnością.
Jako podmiot wiedzy jesteśmy rzeczywistością, lecz tylko wtedy, gdy pozostajemy w „przeźroczystym” akcie poznania. Rzeczywistość, którą wtedy wyrażamy, nie jest uświadamialna. Gdy jednak poznawanie podporządkujemy wiedzy normatywnej, dotyczącej poznania, jakiejś formie metodologii czy teorii poznawania, z wolnego podmiotu poznania przekształcamy się w uwarunkowany przedmiot – jakiś aspekt (fragment) wydobytego z rzeczywistości świata. Poznający przedmiot (już nie: podmiot) będzie co najwyżej przekształcał jedne obiekty świata w inne, niezdolny do spełniania funkcji „wydobywczych”, tzn. np. niezdolny do dokonania zasadniczo nowych odkryć naukowych.
Podejmując teoretycznie problem stosunku myślenia do bytu zawsze pozostajemy w zamkniętym kręgu świadomości i świata. Żadna pozytywna teoria stosunku myślenia do bytu nie sięga rzeczywistości tego stosunku z zasady.
Rzeczywistym rozwiązaniem problemu stosunku myślenia do bytu jest żywy akt poznania, przeźroczysty dla samoświadomości, realizujący się wglądem i wydobywający pewien aspekt (fragment) realnego świata. Lub teoria, oczyszczajaca przedpole i wspomagająca wgląd.
Przedmiot oglądu lub wiedzy (np. to oto drzewo, ruch mechaniczny, fala elektromagnetyczna, świadomość) może być obciążony naturą aktu poznania (naturą poznającego umysłu, w tym naturą świata mentalnego), czego prostomyślny („przedkrytyczny”) podmiot wiedzy nie postrzega.
Naturą aktu poznania może być obciążony zarówno świat czysto mentalny, jak również świat realny, postrzegalny za pośrednictwem zmysłów jako zewnętrzny względem pomiotu. Jesteśmy w stanie przywołać z pamięci przedmiot, oglądany kiedyś, wyobrażając go sobie w najdrobniejszych szczegółach takim, jakim go kiedyś widzieliśmy. Należy on wtedy bez wątpienia do świata czysto mentalnego i można przypuszczać, że przynajmniej w części warunkowany jest naturą umysłu (świadomości, świata mentalnego). Postępując krok dalej można zapytać, czy nie jest tak, że także jego pierwotny kształt przedmiotu realnego, oglądanego bezpośrednio, nie był uwarunkowany mentalnie? Podmiot postrzega na zewnątrz siebie to tylko, co może sobie uświadomić i w uświadamialnych „kształtach”, warunkowanych zmysłowością i – przynajmniej w części – naturą umysłu. Przy czym podmiot wiedzy nie postrzega zwykle tych swoich własności, które wiedzę umożliwiają i być może wpływają na jej formę i treść. Jest to stan naturalny podmiotu. Prostomyślny (bez żadnych odcieni pejoratywnych) podmiot wiedzy postrzega naprzeciw siebie świat zewnętrzny, realny, w którym działa i który daje się różnorodnie przekształcać (np. działania inżynierskie). Podmiot w ruchu ujmowania świata myślą i zmysłami pozostaje w jedni ze światem, nie przeciwstawiając siebie światu. Bierze więc świat takim, jaki się jawi.
„Przedkrytyczny” podmiot wiedzy utożsamia wiedzę, zdobytą aktem poznania z wiedzą o rzeczywistości; utożsamia świat (mentalny i realny), zewnętrzny względem poznającego umysłu i podmiotu (w tym świadomość jako przedmiot wiedzy), z rzeczywistością, niezależną od podmiotu.
Fizyk z całym przekonaniem będzie twierdził, że np. grawiton jest obiektem rzeczywistym, nie dostrzegając wszystkich uwarunkowań podmiotowych, które do pojęcia grawitonu doprowadziły. Z drugiej jednak strony grawiton nie jest czystym wytworem umysłu, tak jak nie jest takim wytworem grawitacja i atomy. Problem polega na odpowiednim wyważeniu wkładu świadomości i rzeczywistości w to, co objawia się poprzez zmysły i wiedzę jako świat, także ten głębszego poziomu, bezpośrednio nie postrzegalny.
To, co w prostomyślnym postrzeganiu uświadamialne jest jako istniejące na zewnątrz poznającego umysłu, nazywam światem (gdy mowa o całości uświadamialnego jako istniejące) lub obiektem świata (gdy mowa o czymś wyróżniającym się w świecie jako całości), nie rzeczywistością niezależną.
Można wyróżnić świat realny, dany bezpośrednim, zmysłowym oglądem (przyroda, różnorodne wytwory techniki) i światy głębszych poziomów, dane pośrednio, poprzez wiedzę, dostarczaną przez nowożytne nauki przyrodnicze, także jakoś zakotwiczoną w zmysłowości (obserwacje, eksperyment).
Nowożytne nauki przyrodnicze bazują na eksperymencie, który jest pewnego rodzaju „wydobywczym” przetwarzaniem rzeczywistości, owocującym wiedzą o głębszych, niezmysłowych poziomach świata oraz poszerzeniem świata bezpośrednio zmysłowego (rozwój instrumentów badawczych i techniki).
Światem (obiektem świata) nie jest podmiot w „przeźroczystym” akcie poznania, gdyż – jeżeli ponadto nieuwarunkowany, a więc otwarty i wolny w swoim poznaniu – jest rzeczywistością.
Cała nasza wiedza dotyczy świata, nie rzeczywistości.
Wszystko, co uświadamialne z tego, co istnieje, przynależy do świata. Czy istnieje coś poza tym, co uświadamialne? I czy to, co uświadamialne, wiernie odbija coś z tego, co istnieje niezależnie, czy też przedstawia istniejące w krzywym zwierciadle natury ludzkiej świadomości?
Możliwe, że uświadamialny świat w granicy poznania zbiega się z rzeczywistością. Tego jednakże należałoby dowieść, co okazuje się niemożliwe.
Tym, co „wydobywa” świat lub obiekt świata z rzeczywistości niezależnej, jest „przeźroczysty” dla świadomości akt poznania; niezgłębiona i nieuchwytna totalność umysłu człowieka w jedni (intuicyjnego) wglądu i (świadomego) oglądu, sprzężona z „wydobywczym” ruchem przetwarzania rzeczywistości przez podmiot (eksperyment).
Przetwarzanie (nieuchwytnej) rzeczywistości przez poznający podmiot to wszelkiego rodzaju działania w świecie realnym, ukierunkowane na pogłębienie wiedzy o świecie: np. na weryfikację czy falsyfikację hipotezy. Wiadomo, że zwykle po takich działaniach dysponujemy pewną dodatkową wiedzą (o świecie), a często także nowymi układami eksperymentalnymi, generującymi nie obserwowane dotąd zjawiska (np. eksperymenty Hertza z 1888 roku z wytwarzaniem i propagacją fal elektromagnetycznych. Zapoczątkowane przez Faradaya eksperymenty doprowadziły – poprzez myślowy wgląd Maxwella - do wydobycia z rzeczywistości niezależnej świata fal elektromagnetycznych).
Pojęcie „przetwarzania rzeczywistości” wiązać więc należy z przetwarzaniem „wydobywczym”, ukierunkowanym na poszerzenie świata realnego i równoczesne pogłębienie teoretycznej wiedzy o świecie.
Na poziomie świata realnego fakt niezależnego istnienia rzeczywistości wyrazić można pojęciem „materialności świata”.
Pojęcie „materii” dotyczy świata realnego, nie rzeczywistości niezależnej, wyrażając fakt niezależnego istnienia nieokreślonej podstawy świata zmysłowego. Materii nie należy utożsamiać z czymś określonym, np. „materiałem”, z którego wykonano jakąś rzecz. Atrybut „materialności” nie przysługuje „rzeczywistości niezależnej”, tylko światu realnemu, wydobytemu z rzeczywistości aktem poznania.
Na poziomie świata mentalnego fakt niezależnego istnienia rzeczywistości wyrazić można pojęciem „duchowości”
Pojęcie „duchowości” dotyczy świata mentalnego, nie rzeczywistości niezależnej, wyrażając fakt niezależnego istnienia nieokreślonej, stwórczej podstawy świata wyobrażonego.
Duchowości nie należy utożsamiać z czymś określonym
Świat mentalny jest natury duchowej; świat realny natury materialnej, zaś rzeczywistość ani materialnej, ani duchowej. Rzeczywistości niezależnej przysługuje tylko atrybut istnienia, nic więcej, gdyż nie jest ona ani natury duchowej, ani materialnej; jest istniejącym NICZYM (bo nie dającym się określić), będąc zarazem WSZYSTKIM, co istnieje.
Duchowość jest nieokreśloną podstawą świata mentalnego; materia – nieokreśloną podstawą świata realnego.
W przywołanym z pamięci wyobrażeniu obiektu realnego, oglądanego kiedyś bezpośrednio (np. drzewa), świat ducha styka się ze światem materii.
Światy te są wzajemnie nieprzenikliwe, gdyż w ich wzajemnych odniesieniach pośredniczy „przeźroczysty” akt poznania
Nieuświadamialną podstawą zbieżności ducha i materii jest nieokreślona rzeczywistość poznającego podmiotu, pozostającego w „wydobywczym” akcie wglądu.
Oto słucham muzyki. I nagle przychodzi zrozumienie, że to nie jest tak,
iż odsłuchuję muzykę, zapisaną na taśmie magnetycznej. Ja tę muzykę stwarzam
z dźwięków, usłużnie podsuwanych przez umysł (i taśmę). Stwarzam wprawdzie według
przez kogoś ułożonego planu, lecz sama muzyka wypływa ze mnie, z mojego ducha,
tak jak wcześniej z ducha kompozytora. Materiałem są dźwięki; muzykę stwarza
moja duchowość. Doświadczam tego.
Jest we mnie coś nieokreślonego, lecz pozostającego w pełnej gotowości do wykreowania
zjawiska muzyki. Objawia się duchowość.
Buddysta zen być może stwierdzi, że doznałem czegoś na kształt satori, doświadczając świata dźwięków jako własnego umysłu. Wiadomo, że budda Awalokiteśwara doznał oświecenia, koncentrując się na dźwiękach. Jestem jednak fizykiem i wiem, że aby dźwięk mógł zostać przeze mnie usłyszany, musi także zdarzyć się coś na zewnątrz mnie, w świecie poza mną. Nie chcę zrezygnować z fizyki. A ponadto następujące po sobie dźwięki to jeszcze nie muzyka. Muzykę stwarza moja duchowość.
Zjawisko dźwięku - ten materiał na muzykę - powstało z jedni mojego umysłu i tego, co fizyka nazywa falą akustyczną. Czy i co jest nadrzędne - umysł czy fala? Mogę wyobrazić sobie każdy realny dźwięk, nie słysząc go – można przypuścić, że umysł to tylko wydobywa z rzeczywistości jako świat dźwięków, co jestem zdolny sobie uświadomić. W tym dostrzegam nadrzędność umysłu nad falą akustyczną, jednakże nie wyłączność.
Dźwięki za sprawą duchowości mogę poskładać w muzykę. Świat dźwięków w części jest warunkowany zewnętrznie; bezpośrednich, fizykalnych uwarunkowań muzyki nie odnajdę w świecie zewnętrznym. Gdy komponuję, nie muszę posługiwać się instrumentem; wystarczy wyobraźnia. Zdolny jestem do wyobrażenia sobie dźwięków, dających się usłyszeć realnie (czy tylko takich?) i składam z nich muzykę. Komponując mogę być głuchy (Beethoven w podeszłym wieku), lecz chyba jednak nie od urodzenia.
Gdy słucham muzyki, duchowość składa ją z tego, co umysł wydobył z rzeczywistości jako dźwięki.
Umysł wydobywa z rzeczywistości niezależnej świat dźwięków i odnajduje go w sobie. Fizyka stwierdza, że dźwięki warunkowane są tym, co nazywa falą akustyczną. Muzykę z dźwięków kreuje duchowość, nie warunkowana w tym fizykalnie.
Przeniosłem uwagę na to, co dookoła: trawę, las... Dlaczego nie przyjąć, że zieloność lasu i brunatność drogi leśnej nie jest z tychże samych źródeł, co dźwięki? - pejzaż, namalowany ręką artysty - z tychże samych duchowych źródeł, co muzyka?
Zapytajmy fizyka, jak powstaje wrażenie barwy. Odpowie następująco: jakiś przedmiot odbija fale elektromagnetyczne o pewnej konkretnej częstotliwości. Fale te padają na siatkówkę oka i wywołują w niej zmiany, które za pośrednictwem określonych nerwów są kierowane do określonych części mózgu, gdzie stają się wrażeniami zmysłowymi. Chodzi tu zatem (podobnie jak przy przemianie materii) o związek przyczynowo-skutkowy, dający się opisać biofizycznie i biochemicznie, w którym występują pewne (dające się opisać) przekształcenia.
Przypuśćmy jednak, że przy tym wrażeniu zmysłowym chodzi o wrażenie czerwieni. Gdzie w całym tym opisanym związku można znaleźć choć odrobinę czerwieni? Ani owe fale, ani siatkówka, ani nerwy ani cokolwiek w mózgu nie jest czerwone, a gdyby nawet było, to z całą pewnością nie to powodowałoby wrażenia czerwieni. Tym samym upada przypuszczenie, że to, co nazywamy czerwienią, da się jakoś uchwycić przy pomocy metod fizycznych.
Zjawisko barwy - ten materiał na pejzaże - powstało z jedni mojego umysłu i tego, co fizyka nazywa falą elektromagnetyczną. Czy i co jest nadrzędne - umysł czy fala? Mogę wyobrazić sobie każdą realną barwę, nie widząc jej – można przypuścić, że umysł to tylko wydobywa z rzeczywistości jako świat barw, co jestem zdolny sobie uświadomić. W tym dostrzegam nadrzędność postrzegającego barwy umysłu nad falą elektromagnetyczną, jednakże nie wyłączność.
Barwy za sprawą duchowości (i poczucia kształtu) mogę poskładać w najbardziej nawet abstrakcyjne pejzaże. Świat barw w części jest warunkowany zewnętrznie; bezpośrednich, fizykalnych uwarunkowań złożenia barw w abstrakcyjny pejzaż, akceptowany przez duchowość, nie odnajdę w świecie zewnętrznym. Gdy maluję, nie muszę spoglądać za okno; wystarczy wyobraźnia. Zdolny jestem do wyobrażenia sobie barw, dających się oglądać realnie (czy tylko takich?).
Gdy oglądam pejzaż, namalowany przez kogoś innego, duchowość składa go w miły dla ducha obraz z tego, co umysł wydobył z rzeczywistości jako barwy i kształty.
Umysł wydobywa z rzeczywistości niezależnej świat barw i odnajduje go w sobie. Fizyka stwierdza, że barwność warunkowana jest tym, co nazywa falą elektromagnetyczną. Pejzaże z barw i kształtów kreuje duchowość, nie warunkowana w tym bezpośrednio fizykalnie, przynajmniej nie w taki sposób, jak barwa warunkowana jest falą elektromagnetyczną, a dźwięk akustyczną.
Można postąpić krok dalej i zapytać, co jest źródłem świata całego, tego, co to jest "dla nas", a więc nie tylko dźwięku i barwy czy węchu i smaku, lecz także kształtu, rozciągłości, chropowatości, czasowości, nieprzenikliwości? To, co na zewnątrz, czy to, co we mnie? Analogia z muzyką i pejzażem pociąga i ma pewne uzasadnienie, ale stoimy na bardzo chwiejnym gruncie. Jednego trzeba być pewnym: pozostajemy jednym z czymś na zewnątrz i to, co wewnętrzne, kreuje w tej jedni "muzykę" świata "dla nas" z tego, co wydobywane jest przez umysł z rzeczywistości niezależnej jako „własne”.
„Muzyka świata” jest domeną duchowości; materią „muzyki świata” jest także to, co umysł wydobywa z rzeczywistości niezależnej jako konstytutywne składniki świata. Co i jak wydobywa i w jakim stopniu wspomaga go w tym duchowość? Czy także czas i przestrzeń (jakości pierwotne), czy tylko dźwięk, barwę, smak, zapach (jakości wtórne)?
Nie możemy na jednej płaszczyźnie umieścić zjawisk czasoprzestrzennych i tych drugich, dla zaistnienia których przestrzeń i czas zdają się być konieczne. Ale gdy odejmiemy te drugie, tzn. dźwięk, barwę, smak, węch, dotyk, co pozostanie? Czysta rozciągłość i czasowość? W jaki jednak sposób stwierdzimy tąże czystą rozciągłość? - eliminując poznanie przez zmysły? - eliminując w istocie nasze własne życie jako p. odniesienia? Czymże jest czas i przestrzeń poza postrzegającym i świadomym podmiotem?
Wiemy, że gdy nas nie będzie, pozostaną inni; inne substancje ludzkie, postrzegające nadal to, w podobny do naszego sposób, co dla nas się skończyło. Umysł wzdraga się więc przed założeniem, że jest warunkiem istnienia świata w ogóle. Coś istnieje niezależnie od nas; istnieć, to nie znaczy: być postrzeganym przeze mnie czy człowieka w ogóle. Jednakże człowiek z jego wyposażeniem zmysłowym i duchowością jest granicą świata "dla nas", tego, jaki znamy i poznać możemy. "Zawieszając" naszą zmysłowość sprowadzamy ducha do pełnego mocy twórczych Niczego i stajemy na granicy niepojmowalnego...
Rzeczywistość (niezależna) poza swoiście ludzkim sposobem uświadamiania świata, jest dla człowieka nieokreślonym, choć zapewne istniejącym Niczym. Filozofia abstrahująca od poznawczego wyposażenia człowieka i wprost postulująca obiektywne istnienie rzeczywistości niezależnej w takiej postaci, jaka znana jest człowiekowi, jaką ją sobie człowiek uświadamia, popełnia nadużycie. Nie znaczy to, że rzeczywistość nie może być tym właśnie, co rozpoznajemy jako nasz swojski świat, doświadczając zmysłami i ujmując myślą. Jednakże to trzeba byłoby wpierw udowodnić na gruncie wiedzy o naturze swoiście ludzkiego poznania. To jednak z zasady jest niemożliwe, gdyż podstawa wzajemnie sprawczego stosunku człowieka i świata (dla nas) jest nieokreślona.
Fizyka nowożytna zakłada, że istnieje niezależny od umysłu, materialny świat przestrzennych i czasowych przedmiotów, w tym organizmów biologicznych. I nic więcej. Doświadczenie wewnętrzne człowieka Zachodu, wsparte intuicją, podpowiada, że może istnieć niematerialna duchowość, "uwięziona" w ludzkim ciele. Człowiek Dalekiego Wschodu może być skłonny do rozciągnięcia duchowości (umysłu) na świat zewnętrzny, utożsamiając wszystko, co istnieje, z umysłem i doświadczając tej tożsamości. Czy i jak możliwa jest synteza tych stanowisk i doświadczeń, nie tylko teoretyczna, lecz przede wszystkim empiryczna, jednym wszechogarniającym doświadczeniem rzeczywistości, łączącym w sobie wszystkie istotne aspekty swoiście ludzkiego stosunku do tego, co istnieje niezależnie?
Zdarza mi się doświadczać świata przede mną jako własnego umysłu. Umysł – patrząc, słuchając, odczuwając - „wykracza” poza ciało odnajdując się także na zewnątrz, jak woda w pękniętym naczyniu, zanurzonym w jeziorze lub powietrze w otwartej butelce; ograniczenia zdają się tylko umowne. Umysł jest wszędzie i jest wszystkim. Naczynie czy butelkę mogę odrzucić i nic się nie zmieni. Pozostanie umysł. Patrząc, słuchając, czując – widzę, słyszę i odczuwam swój umysł.
Patrz przed siebie i natężaj uwagę! Wewnętrzność i zewnętrzność mieszają się tworząc jedno. Cały uświadamialny świat jest umysłem. Twój nowy samochód jest umysłem. Drzewa w parku, w którym się znalazłeś podczas niedzielnego spaceru, są umysłem. Nie uświadomisz sobie niczego, co nie byłoby z umysłu. Natężaj uwagę i patrz. Ciało staje się nieistotne, jak pęknięta skorupa naczynia, którą można obserwować jak każdy inny przedmiot świata. Świat nabiera intensywności i życia: wszystko jest umysłem, gotowe, by poddać się duchowości. Gdy rozbijesz naczynie i uwolnisz umysł, intensywność i piękno świata porażą cię. Jednakże bierne postrzeganie świata jako umysłu nie odtworzy nauki nowożytnej i techniki. W takim postrzeganiu świata nie odnajdziesz eksperymentalnej drogi do wiedzy o fali elektromagnetycznej czy akustycznej; drogi do nauki nowożytnej i nowoczesnej techniki. Jest ono cudem, w którym można się zatracić, jednakże rzeczywistość cywilizacji Zachodu prędzej czy później przywoła cię do porządku. Nie poddawaj się jednak. Rzecz w tym, aby zachować całe piękno świata potęgując przy tym swoje naturalne zdolności twórcze w każdej dziedzinie, w tym w dziedzinie nauki nowożytnej i techniki. Wiem, jak to osiągnąć i chcę pokazać drogę.
Opisane powyżej doświadczanie świata jako umysłu zdaje się być klasycznym doświadczeniem buddyzmu zen. Celem zen jest oczyszczenie umysłu ze źródeł zanieczyszczeń, wprowadzanych przez tenże umysł i ograniczajacych go. W kulturze Dalekiego Wschodu cel ten osiągany bywa specyficznymi technikami, takimi jak np. zazen i koany. Moje doświadczenia świata jako umysłu mają inne źródła. Sądzę wprawdzie, że osiągnąłem coś na kształt klasycznego satori, nie mogę jednakże stwierdzić tego z całą pewnością, gdyż nigdy nie byłem związany z żadną wspólnotą buddyjską i nie uzyskałem potwierdzenia mistrza zen. Także moje techniki „oczyszczające” są inne; być może droga „oczyszczania” ma także pewien wpływ na jakość i intensywność ostatecznych doświadczeń.
Moje techniki sprowadzają się do intelektualnego przeciwdziałania degradacji umysłu odpowiednio skonstruowaną teorią wiedzy. Absurdalny pomysł? Przecież wszyscy buddyści wiedzą, że idzie o to właśnie, by wykorzenić dyskursywne myślenie, przynajmniej tam wszędzie, gdzie prowadzi ono do pozoru wiedzy i zamknięcia umysłu. Jest jednak szeroka brama, chyba dotąd nie dostrzeżona. Twierdzę, że istnieje „droga wiedzy”, właściwa dla człowieka Zachodu, wiodąca do czegoś na kształt buddyjskiego oświecenia, może nawet pogłębionego czy rozszerzonego, nie wymagająca złożenia ofiary z intelektu. Umysł pozostaje otwartym w stopniu, proporcjonalnym do siły intelektu, akceptującego i praktykującego metodę nauki nowożytnej. Moim celem jest ukazanie tej bramy i uczynienie jej przejezdną. Przy czym istotna jest tutaj także naturalna aktywność poznawcza człowieka nowożytnej nauki, wydobywającego świat rzeczy i zjawisk w ruchu przetwarzania niezależnej rzeczywistości zewnętrznej (eksperyment i technika), pod kontrolą pogłębiającego swoje poznawcze możliwości umysłu (hipoteza).
Buddyzm zen nie konceptualizuje rzeczywistości niezależnej np. pojeciem Boga. Intelektualizacja tej rzeczywistości byłaby zaprzeczeniem istoty zen. To, co jest rzeczywiste, jest doświadczane, nie opisywane czy ujmowane systemem teoretycznym. Istotą buddyzmu zen nie jest wiara czy wiedza: jest żywe doświadczanie rzeczywistości jako umysłu, nie poddającego się jakiejkolwiek konceptualizacji, będącego wszystkim, co istnieje i w tym wszechogarniającym istnieniu w pełni „przeźroczystym” dla samoświadomości.
„Droga wiedzy”, którą chcę tutaj naszkicować, nie unika nazywania i konceptualizowania nieuchwytnej podstawy świata i człowieka, np. pojęciem „rzeczywistości niezależnej”. Jednakże koncepcja tej podstawy jest specyficzna. Podstawa jest tym, co może zostać urzeczywistnione i doświadczone drogą specyficznego unicestwienia pojęcia z równoczesnym wyzwoleniem ze złudzeń i nieuchronnie związanych z nimi cierpień w części, wnoszonej przez „pozory wiedzy”, generowane przez „upadły” intelekt. Tzw. „grzech pierworodny”, rozumiany jako „zerwanie zakazanego owocu z drzewa wiadomości dobra i zła”, na którego nieodwołalności i akceptacji buduje np. chrześcijaństwo, może zostać unicestwiony przynajmniej w części, związanej z duchowym aspektem życia.
Jak to chcę uzyskać? Budując system wiedzy o wiedzy, oczyszczający przedpole dla intuicji i naturalnego doświadczenia oraz doprowadzający do wglądu w rzeczywistość i samounicestwiający się w momencie osiągnięcia tego wglądu. W momencie wglądu poznajacy umysł wydobywa z rzeczywistości jakiś uświadamialny aspekt świata (materialnego), będąc przy tym przeźroczystym dla samoświadomości. Wydobycie (aspektu) świata – akt poznania - realizuje się wglądem, w naturalnym ruchu przetwarzania rzeczywistości niezależnej, siłami ducha, pod kontrolą świadomości rozprzestrzenionej na cały postrzegany świat. Nadrzędne jest żywe poznanie, siebie nieświadome, będące przesłanką i zarazem celem, w którym równocześnie zrealizowane zostaje coś na kształt buddyjskiego satori i zachodniego aktu twórczego.
To, co wydobyte z rzeczywistości niezależnej aktem poznania, współtworzy świat.
Świat, dany oglądem, posiada charakter tylko mentalny, gdy mamy do czynienia z głębszymi niż zmysłowy poziomami świata (np. gdy wyobrażam sobie ruch elektronu w polu magnetycznym). Posiada charakter mentalny i realny zarazem, gdy mamy do czynienia wyłącznie z poziomem zmysłowym świata (np. obserwowane odchylenie plamki na ekranie oscyloskopu, pozwalające wyznaczyć stosunek ładunku elektronu do jego masy).
Świat (obiekt świata) to nie tylko naocznie dana przyroda czy jakiś wytwór techniki (świat realny, zmysłowy i mentalny zarazem), lecz także punkt materialny, atomy, cząstki elementarne, czasoprzestrzeń, świadomość (świat nie zmysłowy, mentalny). To, co nie jest dane bezpośrednio zmysłowo, a przynależy do świata jako wydobyte z rzeczywistości aktem poznania (np. elektron), współtworzy jego głębsze poziomy.
Świat staje się jako wydobywany z rzeczywistości niezależnej aktami poznania; rzeczywistość niezależna po prostu jest, istnieje.
Świat jest czymś dynamicznym, jednakże nie w sensie ontologicznym. Nie chodzi tu także o dynamikę świata, postulowaną przez nauki szczegółowe. Rzecz idzie o dynamikę wyłaniania się świata z rzeczywistości wraz z rozwojem poznawania. Nasz swojski, uświadamialny świat staje się wraz z powstaniem świadomości oraz pogłębia się i poszerza wraz z powstaniem nauki nowożytnej i rozwojem techniki.
Świat, gdy pojęty całościowo, w wewnętrznym związaniu, jako świat jedyny, spójny, zróżnicowany i stający się, jest uświadamialnym równoważnikiem rzeczywistości niezależnej.
Ponieważ potocznemu (pozornemu) poznaniu świat objawia się jako ustabilizowany w swoim istnieniu, mówi się, że świat jest odzwierciedlany, nie zaś, że jest wydobywany.
Naukowcy (zwłaszcza fizycy) od wieków poszukują teorii, unifikującej świat (np. Newton, ale także Einstein, współczesne próby budowy jednolitej teorii oddziaływań czy teorii pola) implicite przyjmując, że teoria taka dotyczyłaby rzeczywistości. Jeżeli jednak w końcu ją znajdą, to nie musi ona wyrażać rzeczywistości. Może okazać się, że rzeczywistość w teorii unifikującej ostatecznie zaginie (czy zaginie także rzeczywistość żywego umysłu, zastąpiona czystą świadomością, dającą się zastąpić komputerem?).
Rzeczywistość znajduje się za nadrzędną zasłoną wyjściowego pojmowania świata (zewnętrznego) jako spójnej, jednolitej całości, co umożliwia duchowości podmiotu wydobywanie głębszych poziomów i obiektów świata, swoiście warunkując te poziomy i obiekty.
Obiekty i przestrzenie świata pojmowane są zwykle jako części lub elementy świata, wzajemnie ze sobą powiązane. To tylko umysł zdegradowany „widzi wszystko oddzielnie”; naturalnym stanem umysłu jest ujmowanie wszystkiego całościowo, w ramach nadrzędnej całości, którą dla świadomości jest świat.
To, że świat jawi się myśli jako jedyny, spójny, zwarty, zróżnicowany itd., nie znajduje bezpośredniego przełożenia na własności rzeczywistości niezależnej. Świat odnosi się do rzeczywistości pośrednio, poprzez poznający podmiot, którego rzeczywiste własności są nieokreślone. W związku z tym nie istnieje żadna uświadamialna podstawa myślowego odniesienia świata do rzeczywistości niezależnej. Świat odnosi się do rzeczywistości w „przeźroczystym”, rzeczywistym akcie poznania, który jest wydobywaniem świata z czegoś nieokreślonego.
W granicach poznania cały świat da się być może ująć jednym spójnym systemem wiedzy; do czego niezależnie zmierza umysł człowieka. Jednakże leżąca u podłoża świata rzeczywistość zdaje się temu skutecznie przeciwstawiać. Mogłoby to oznaczać graniczną zbieżność świata z rzeczywistością. Nie pozostałoby bowiem nic już do „wydobycia” z rzeczywistości. Powstaje problem kryterium, pozwalającego ostatecznie stwierdzić zbieżność świata i rzeczywistości. Przy czym klasyczna teoria prawdy nie ma tu zastosowania.
Jak wiadomo z dziejów nauki, często wtedy, gdy gmach wiedzy zdaje się być na ukończeniu (subiektywnie lub obiektywnie), pojawia się fakt lub zjawisko, nie znajdujące wyjaśnienia i rozsadzające system wiedzy.
Świat (obiekt świata, w tym świadomość jako przedmiot odpowiedniej teorii świadomości) może, ale nie musi zbiegać się z rzeczywistością (obiektem rzeczywistym).
Nie można wykluczyć, że świat (mentalny; głębsze poziomy świata realnego i realny - zmysłowy) jest wszystkim, co istnieje, choć wydaje się to mało prawdopodobne. Czy np. umysł człowieka w akcie poznania może zostać sprowadzony do wiedzy o sposobie funkcjonowania mózgu (układu nerwowego) - jednego z najgłębszych wprawdzie, ale tylko poziomów świata?
Nie jest możliwe bezpośrednie porównanie świata lub obiektu świata (realno-zmysłowego lub z głębszego poziomu) i czegoś z rzeczywistości niezależnej, gdyż nie jest możliwe bezpośrednie porównanie uświadamialnego z nieuświadamialnym (z zasady), w tym np. świadomości człowieka z jego umysłem. Stwierdzam tym pewną niemoc poznawczą człowieka. Człowiek może coś wiedzieć, lecz z zasady nie może wiedzieć, czy i jak jego wiedza dotyczy rzeczywistości niezależnej, tzn. tego, co istnieje poza i ponad świadomością.
Powstaje problem pojęcia prawdy. Klasyczne pojęcie prawdy dobrze sprawdza się wszędzie tam, gdzie jego istota sprowadza się do porównywania wyobrażenia czegoś ze świata z (obiektywną) wiedzą o tymże obiekcie świata (wydobytym uprzednio z rzeczywistości). Dobrze więc funkcjonuje w życiu potocznym, nauczaniu (lecz już nie w nauce), technice (także tam, gdzie nowe wynalazki bazują na ugruntowanych prawach nauki).
Pojęcie prawdy związać można z podmiotem w akcie poznania; temu, co podmiot wydobywa w tym akcie, może przysługiwać co najwyżej walor poprawności. Podmiot w (rzeczywistym) akcie poznania jest zbieżny z rzeczywistością (niezależną) i prawdziwy w zmodyfikowanym nieco klasycznym pojmowaniu prawdy. Zmodyfikowanym, gdyż prawda dotyczy tu zbieżności nie tyle wiedzy (o człowieku jako podmiocie wiedzy), co stanu człowieka - podmiotu.
To, co mamy na myśli, odnosząc świat i rzeczywistość, zawsze należy do świata, nie do rzeczywistości, w związku z czym problem zbieżności świata i rzeczywistości niezależnej jest problemem nierozstrzygalnym.
Zaś na myśli mamy zawsze coś ze świata, nawet wtedy, gdy mówimy o rzeczywistości niezależnej. Wprowadzone tutaj pojęcie rzeczywistości niezależnej jest pojęciem teoretycznym i jako takie przynależy do świata mentalnego. Ma zdawać sprawę nie tyle z tego, co istnieje ponad i poza człowiekiem, lecz z tego, jak to coś, co istnieje (po prostu rzeczywistość), bywa poznawane oraz czy i w jakim stopniu może być rozpoznane; wszystko zaś w ramach tego, co możemy wiedzieć o naturze naszego poznawania. Zaś punktem odniesienia i jądrem wszystkiego jest żywy akt poznania.
Nie wiemy, co nasze poznanie przetwarza w świat, jaki znamy; możemy wiedzieć tylko, w co przetwarza. Nie wiemy tego z zasady. Nasze myślenie nie jest władne wykroczyć poza siebie; poza swoją naturę, dlatego wszystko, co pomyślane, jest obciążone naturą myśli (naturą naszej świadomości). Problem w tym, że z zasady nie możemy określić (pomyśleć) ani sposobu tego obciążenia, ani jego zakresu; nawet tego, czy faktycznie obciążenie takie ma miejsce. Musimy jednakże przyjąć, że istnieje i wyciągnąć z tego faktu wszystkie możliwe konsekwencje.
Poznawalny jest świat. W granicach ludzkiego poznania świat może zbiegać się z rzeczywistością niezależną, jednakże nie mamy podstaw, umożliwiających stwierdzenie zaistnienia takiej zbieżności. Jednakże człowiek nie dysponuje środkami pojęciowymi, by zbieżność tą – gdyby zaistniała - ostatecznie stwierdzić, bowiem zawsze będzie miał na myśli coś ze świata, nie z rzeczywistości.
Wszystko, co uświadamialne, przynależy do świata. Rzeczywistość niezależna z definicji wymyka się uświadamialności w tym znaczeniu, że gdy uświadomiona, to już nie niezależna od świadomości.
Nie posiadamy wiedzy o rzeczywistej świadomości, lecz jedynie o świadomości jako obiekcie świata.
Wgląd w naturę własnego umysłu wydobywa świadomość jako uświadamialny aspekt swoiście ludzkich własności tegoż umysłu. Nie dość więc, że nie dosięgamy własności naszego umysłu; nie dosięgamy także tego, co swoiście ludzkie w naszym umyśle – rzeczywistości świadomości ludzkiej.
Świadomość w dążeniu do pełnej samowiedzy rekonstruuje samą siebie, w tym swoją genezę, w sposób sobie właściwy. Każda myślowa rekonstrukcja świadomości, w tym rekonstrukcja genezy świadomości, nie sięga rzeczywistości niezależnej z zasady. W równym stopniu dotyczy to np. teorii ewolucji, jak biblijnego kreacjonizmu. Pojęcie „genetycznego przodka człowieka”, wprowadzone w jednym z dalszych rozdziałów, jest pojęciem z dziedziny teorii wiedzy i nie ma nic wspólnego z teorią ewolucji.
Najwyższym poziomem wiedzy zdaje się być poprawna wiedza o naturze wiedzy. We wprowadzanej tutaj aparaturze pojęciowej wiedza taka jest tożsama z poprawnym rozpoznaniem świadomości jako obiektu świata, nie rzeczywistości, i tym samym jej pełnym zrealizowaniem się w rzeczywistym, „przeźroczystym” akcie poznania, w którym świadomość „rozmywa się” w totalności umysłu.
Czy teorii świadomości, której zrozumienie prowadzić mogłoby bezpośrednio do rzeczywistego aktu poznania, mógłby przysługiwać nie tylko walor poprawności, lecz także prawdziwości?
Świat materialny (obiekt świata materialnego) to ten aspekt świata mentalnego, który w rzeczywistym ruchu poznawania wydobywany jest z rzeczywistości niezależnej jako przekładalny na obiekty realne, bezpośrednio dane zmysłowym oglądem.
Można wyróżnić dwa rodzaje obiektów materialnych:
- powierzchniowe, dane bezpośrednim oglądem zmysłowym (np. ten oto ślad w komorze pęcherzykowej),
- głębszego poziomu, dane bezpośrednim oglądem mentalnym, lecz takie tylko, które w rzeczywistym ruchu poznawania przekładalne są na układy obiektów bezpośrednio zmysłowych (np. poruszająca się cząstka elementarna – źródło śladu w komorze pęcherzykowej).
Atrybut materialności przynależy zarówno śladowi w komorze, jak i jego źródle – poruszającej się cząstce elementarnej, bezpośrednio nie obserwowalnej.
Każdy z obiektów materialnych – jako uświadamialny w taki a nie inny sposób, ponadto dany zmysłowo lub dający się jednoznacznie odnieść do obiektów bezpośrednio zmysłowych – dany jest mentalnie, wewnątrz podmiotu, lecz na zewnątrz poznającego umysłu. Przy czym pewien ich rodzaj jest zbieżny z tożsamymi obiektami realnymi (uświadamialny kamień przydrożny z tym oto kamieniem przydrożnym, tam widocznym), inny zaś z pewnym układem różniących się od pierwowzoru obiektów realnych (cząstka elementarna, poruszająca się w specyficznej atmosferze pary przesyconej > komora pęcherzykowa + mglisty ślad).
Podstawowym poziomem świata materialnego jest świat realny, dany bezpośrednio zmysłowo.
Genetycznie biorąc świat realny, uświadamiany jako taki już z pierwszymi przebłyskami stającej się świadomości, wydobywany jest przez człowieka jako to, co uświadamialne poprzez naturę zmysłowości.
Pojęcie „świata” (naszego, swojskiego) powiązane jest z uświadamialnością. Nie interesuje nas „świat” nieświadomego zwierzęcia, w tym także „świat” naszego aspektu czystej zwierzęcości. Swoiście ludzki świat staje się wraz z możliwością uświadomienia sobie przez stającego się człowieka tego, co relacjonuje zmysłowość, czyli wraz z powstaniem swoiście ludzkiej świadomości. Genetyczny aspekt świata wydobywany jest z rzeczywistości niezależnej wraz z powstaniem swoiście ludzkiej świadomości i jest tym, co zdolne są przedłożyć do świadomego oglądu umysłowi nasze zmysły.
Głębsze poziomy świata materialnego stają się wraz z rozwojem rzemiosła, nauki nowożytnej i techniki.
Aktualnie podstawowym ruchem wydobywania głębszych od bezposrednio zmysłowego poziomów świata materialnego z rzeczywistości niezależnej jest fizyka nowożytna w naturalnym ruchu stawania się i rozwoju.
Jej powstawaniu i rozwojowi towarzyszy także poszerzanie się świata zmysłowego, np. o nowe przyrządy badawcze, układy eksperymentalne i zaawansowane wytwory techniki.
Człowiek odsłania coraz to głębsze poziomy świata materialnego, specyficznie przetwarzając rzeczywistość. Stając się człowiek wydobywa genetyczny poziom świata materialnego, uświadamiając sobie zmysłowo dane obiekty świata realnego.
Zakładam, że akt powstania człowieka (i swoiście ludzkiej świadomości) związany jest z przetwarzaniem rzeczywistości – wyrobem pierwszych narzędzi i przedmiotów użytkowych i zaowocował nie tylko świadomością, lecz także pewnego rodzaju rozszerzeniem świata – właśnie o te narzędzia i przedmioty.
Przetwarzanie rzeczywistości jest warunkiem koniecznym wydobywania świata materialnego. Świat nie tyle jest, co staje się; jest rzeczywistość; świat staje się, pogłębia i poszerza. W naturze człowieka leży permanentne wydobywanie świata, gdyż konstytuuje ono i podtrzymuje swoiście ludzką świadomość.
Człowiek ujmuje rzeczywistość swoiście, wydobywając ruchem jej przetwarzania (wytwórczość, eksperyment) to i w taki sposób, co i jak umożliwia mu jego (biologiczna) natura, sama ta rzeczywistość (swoiście poddając się przetwarzaniu), oraz poznająca świadomość (warunkując taki kształt wydobywanego świata, który poddaje się ujęciu przez świadomość).
Świat materialny staje się w ruchu przetwarzania rzeczywistości przez człowieka, odbywającym się pod kontrolą zmysłowości, jako to, co wydobyte, gdyż uświadamialne.
Każdy poprawnie wydobyty, powiązany ze sobą system obiektów ogólnych (np. tzw. cząstki elementarne, lecz także ogólne obiekty mechaniki newtonowskiej, np. punkt materialny) konstytuuje pewien głębszy poziom świata materialnego, zawsze jednak posiadający źródłowe odniesienia do świata zmysłowego, poprzez genetyczny ruch przetwarzania rzeczywistości.
Każda, najbardziej nawet zaawansowana teoria przyrodnicza (np. teoria kwarków w fizyce) posiada genetyczne odniesienia do rzeczywistości niezależnej, jako tego, co daje się przetwarzać pod kontrolą zmysłowości i z czego wydobywany jest świat materialnych obiektów zmysłowych, składanych dalej przez świadomość w np. odpowiednie układy eksperymentalne.
Tym, co zakotwicza głębsze poziomy świata materialnego (np. poziom zjawisk jądrowych) w rzeczywistości niezależnej, jest ostatecznie ruch przetwarzania zmysłowo danych, jednostkowych obiektów w przestrzeni fizycznej. W naukach przyrodniczych myślowe przetwarzanie obiektów teoretycznych, jeżeli poprawne, to pozostaje pod kontrolą źródłowego ruchu przetwarzania obiektów zmysłowych (np. konstruowania przyrządów pomiarowych czy zestawów eksperymentalnych)
Status matematyki w fizyce wymaga głębszych analiz (zob. dalej).
W genezie świadomości ruch przetwarzania rzeczywistości niezależnej można związać z wytwarzaniem prostych narzędzi i przedmiotów użytkowych. W poznaniu pojęciowo zaawansowanym ruch przetwarzania rzeczywistości niezależnej można związać z wytwarzaniem instrumentów badawczych i konstruowaniem z nich układów eksperymentalnych.
Każdy rzeczywisty akt poznania wypływa ze źródła świadomości i świata. W rzeczywistym poznaniu dowolnego poziomu zachowana jest wewnętrzna, prospektywna ciągłość od źródeł świadomości i świata bezpośrednio zmysłowego do tego aspektu świata, który właśnie się staje.
W każdym akcie poznania zawiera się istota stawania się i rozwoju (poznającej) świadomości i świata. Każdy akt poznania odtwarza genezę świadomości i świata zmysłowego i jest ruchem zaawansowanego nieraz wykraczania poza genetyczną naoczność.
Świat zracjonalizowany nie może stanowić podstawy pogłębiania wiedzy, gdyż zerwana zostaje wtedy ciągłość z jej źródłami.
Ruch wydobywania świata stowarzyszony jest z wglądem poznającego umysłu (nie: świadomości) w rzeczywistość i świadomym oglądem tego, co wydobyte. Zaś wydobyte może być to tylko, co uświadamialne z tego, co istnieje niezaleznie.
Wgląd i ogląd to dwa aspekty tego samego aktu wydobywania świata przez świadomość w ruchu przetwarzania rzeczywistości
Wgląd wymaga uprzedniego „odsłonięcia” – ruchem przetwarzania rzeczywistości - czegoś głębszego, niż dany aktualnie świat (metoda prób i błędów w genezie poznania; metoda hipotetyczno – eksperymentalna w nauce nowożytnej).
Każdy poprawnie utworzony obiekt ogólny jest permanentnie wydobywany z rzeczywistości niezależnej, wciąż od nowa; jest obiektem utrzymywanym w istnieniu dynamiką aktu poznania. Jeżeli ten permanentny ruch „wydobywania”, indywidualny i zbiorowy, prowadzi zawsze do tego samego, to obiekt taki może być uznany za obiektywnie istniejący obiekt świata materialnego, któremu można nadać nazwę (np. elektron).
Konkretne drzewo, rosnące gdzieś na wzgórzu, jest obiektem świata (materialnego) poprzez fakt prostej percepcji zmysłowej. Neutrino, opisane w książce z fizyki, staje się obiektem świata dopiero wtedy, gdy podmiot sam je wydobędzie z rzeczywistości niezależnej względnie niezależnym, zaawansowanym aktem poznania (problem zrozumienia i interpretacji wiedzy zastanej).
Ogólny obiekt świata materialnego odnosi się do rzeczywistości niezależnej poprzez prospektywne powiązanie ze źródłem świadomości i świata, w którym jest zakotwiczony. I tak np. obiekt teoretyczny fizyki z zasady nie może zostać bezpośrednio odniesiony do rzeczywistości niezależnej, gdyż jego związek z rzeczywistością realizuje się wyłącznie w prospektywnym ruchu poznania, poprzez coraz to bardziej zaawansowane hipotezy i układy eksperymantalne.
W poprawnie skonstruowanym, ogólnym obiekcie świata (w tym obiekcie nauki, takim jak np. punkt materialny czy elektron), odbija się pełnia swoiście ludzkiej świadomości.
Świat realny (obiekt świata realnego), to ten aspekt świata materialnego, który poddaje się bezpośredniemu oglądowi zmysłowemu (np. kamień, samochód, amperomierz; lecz już nie p. materialny, elektron, neutrino, grawiton). Obiekty takie, jak p. materialny, grawiton, neutrino, itp. – jeżeli poprawnie „wydobyte” z rzeczywistości niezależnej – to przynależą do świata materialnego głębszego poziomu. Nie są wprawdzie bezpośrednio dane zmysłowo, zawsze jednak są „przekładalne” na układy obiektów danych zmysłowo, tzn. na układy obiektów realnych (np. na zestaw eksperymentalny, w którym badana jest jakaś własność obiektu głębszego poziomu).
Obiektom świata realnego, egzystującym na zewnątrz naszej cielesności (także obiektu realnego) i postrzegalnym zmysłowo zawsze odpowiadają jakieś obiekty mentalne, np. kamień lub drzewo przywołane z pamięci i wyobrażone.
Powstaje następujący dylemat: czy odpowiedni obiekt mentalny jest odzwierciedleniem obiektu realnego, istniejącego jako taki na zewnątrz naszej świadomosci, czy może obiekt realny, jakim go postrzegamy, jest pewnego rodzaju konstruktem z (nieokreślonej) materii, odbijającym poznawcze możliwości naszego umysłu? Możliwe jest także rozwiązanie trzecie: odpowiedni obiekt mentalny jest wprawdzie odbiciem obiektu realnego, który jednakże zostaje uprzednio w odpowiedni sposób „wydobyty” z rzeczywistości „przeźroczystym” aktem poznania. Warto przy tym zwrócić uwagę na fakt, że w świecie mentalnym zawsze może zaistnieć obiekt, który wprost, „jak żywy”, odpowiadać będzie konkretnemu obiektowi świata realnego (np. przywołany z pamięci i wyobrażony kamień przydrożny, widziany kilka dni temu). Zależność odwrotna nie występuje: w świecie realnym nie występują wszystkie „obserwowalne” obiekty świata mentalnego (np. jednorożec, którego wyraźne kształty podsuwa mi wyobraźnia).
Zwykle przyjmuje się, że świat realny (bezpośrednio zmysłowy) jest od świadomości niezależny. Zakłada się, że umysł odzwierciedla świat przedkładając świadomości jego wierną kopię, uzyskaną za pośrednictwem zmysłów. Wydaje się jednak, że takie jednostronne spojrzenie na stosunek świata i jego reprezentacji mentalnej błędne.
Uświadamialne jako obiekt świata realnego może być tylko to, co także i w pełni poddaje się oglądowi mentalnemu. To, czego z zasady nie można sobie wyobrazić (np. przywołując z pamięci lub wyobrażając sobie), nie może być uświadamialnym przedmiotem świata. Dlatego można twierdzić, że wszystko, co może być uświadomione jako realny obiekt, dany zmysłowo (np. kamień przydrożny), jest obciążone naturą świadomości. Nie jest jednakże możliwe bezpośrednie określenie natury i stopnia tego obciążenia.
Obiekt realny jest jedną z granic naszego świadomego dostępu do tego, co w ogóle istnieje; granicą drugą mogłyby np. być obiekty materialne głębokiego poziomu, wykreowane w ramach Jednolitej Teorii Wszystkiego (jeżeli taka powstanie). Rzecz w tym, że są to granice uświadamialnego świata i nie mamy żadnej możliwości wykroczenia poza nie. Możemy jedynie uświadomić sobie, że uświadamialne nie jest wszystkim, co istnieje i wyciągnąć z tego konsekwencje.
W akcie uświadomienia sobie czegoś ze świata pośredniczy to, co jest (ogólnie) uświadamialne jako wrażenie zmysłowe, a czego rzeczywistość nie jest świadomości dostępna.
Należy odróżnić akt świadomego postrzegania jakości zmysłowych (np. czerwieni tego oto sztandaru) od pojęcia „wrażenia zmysłowego”, eksplikującego uświadamialność faktów percepcji zmysłowej (np. barwy sztandaru).
Pojęcie „wrażenia zmysłowego” wyraża ogólny fakt zmysłowej percepcji świata przez świadomy podmiot postrzegania. Dotyczy człowieka, nie zwierzęcia. Zwierzę z pewnością postrzega (swój) świat zmysłowo, lecz nie uświadamia sobie tego.
Wrażenia zmysłowe (swoiście) współtworzą (nasz) świat, nie odnosząc się bezpośrednio do rzeczywistości percepcji zmysłowej. Mówić więc można o świecie, nie rzeczywistości, wrażeń zmysłowych. Rzeczywistość, leżąca u podstawy wrażenia zmysłowego, nie jest świadomością uchwytna.
Gdy świat przede mną postrzegać zacznę jako wszechobecną świadomość, jakiekolwiek pojęcie wrażenia zmysłowego traci sens – „naczynie” zostaje rozbite i odrzucone (zob. rozdz. .....).
Świat wrażeń zmysłowych współtworzą dwa podstawowe rodzaje jakości zmysłowych: pierwotne i wtórne.
Tzw. pierwotnym jakością zmysłowym odpowiada percepcja przestrzennych własności ciał; ich rozciągłości i kształtu. Wrażenia rozciągłości i kształtu ciał realnych związane są z ich przestrzennością. Przestrzenność ciał realnych dotyczy ich uświadamialnego aspektu, tzn. ich natury jako obiektów „wydobytego” świata, nie rzeczywistości niezależnej.
Jakością pierwotnym nie odpowiadają jakieś szczególne organy zmysłowe. Percepcja przestrzennych własności świata zachodzi na innej zasadzie, niż percepcja np. barwy. W świecie nie daje się wyróżnić jakichś szczególnych organów zmysłowych dla jakości pierwotnych. „Organem zmysłowym” dla jakości pierwotnych zdaje się być cały podmiot w ruchu wydobywania obiektów świata realnego z rzeczywistości niezależnej lub przetwarzania tych obiektów, odbywającego się pod kontrolą wtórnych jakości zmysłowych.
Jakości pierwotne są podstawą matematyki (w szczególności geometrii; uzupełnione percepcją wielości obiektów przestrzennych - także arytmetyki); zob. dalej.
Tzw. wtórne jakości zmysłowe okazują się „zagnieżdżone” w abstrakcyjnych obiektach przestrzennych, „składających się” z rozciągłości i kształtu.
Wtórnym jakością zmysłowym odpowiadają wrażenia zmysłowe, takie jak barwy, zapachu, ciepła, genetycznie nie związane z przestrzennością przedmiotów, posiadające genezę biologiczną. Źródłem wtórnych jakości zmysłowych jest biologiczny aspekt natury człowieka.
To, co biologiczne, bywa redukowane do fizykalnego na tej samej zasadzie, na jakiej jakości wtórne redukowane są do jakości pierwotnych (zob. dalej). Powszechnie występujący w nauce nowożytnej redukcjonizm ma głębokie podstawy genetyczne, sięgające źródeł człowieka (i świata)
W ruchu wydobywania głębszych poziomów świata, w nauce nowożytnej, jakości wtórne przekładane są na jakości pierwotne (ciepło na ruch molekuł, barwa na falę o określonej długości,...). Aby przekład taki był możliwy, muszą zostać sformułowane prawa, jednoznacznie przypisujące zmianom, zachodzącym w obszarze jakości wtórnych, zmiany stanów w obszarze jakości pierwotnych, takie jak np. prawo Boltzmanna: 3/2kT=<mv2>/2, którym postuluje się proporcjonalność temperatury ciała do energii kinetycznej mikromolekuł lub takie, jak np. prawo, przypisujące określonej barwie światła odpowiednią prędkość korpuskuł świetlnych (korpuskularna teoria światła Newtona) lub falę elektromagnetyczną o określonej długości (falowa teoria światła).
Głębsze poziomy świata (np. świat zjawisk jądrowych) konstruowane są na bazie jakości pierwotnych, ze współudziałem matematyki.
Gdy jeszcze bardziej zagłębimy się w świat materialny, docierając np. do poziomu aktualnych w danym momencie elementarności (np. lata 30-te XX wieku – proton, neutron, elektron, foton ), to każdej z tych elementarności skłonni jesteśmy wstępnie przypisywać jakieś rozciągłości i kształty i utrzymywać te własności, chyba że odpowiednie prawa empiryczne, ustalone na poziomie makro i sformułowane matematycznie, prowadzą do innych wniosków, mających już naturę stricte fizyczną; powiązania pierwotnych jakości z jakościami wtórnymi są tu wielopoziomowe i pośrednie, lecz nadal istnieją i są podstawą formułowania odpowiednich praw mikroświata.
W prawa najgłębszego nawet poziomu świata materialnego organicznie wpisany jest podmiot w ruchu przetwarzania rzeczywistości i wydobywania nowych obiektów świata zmysłowego (np. zaawansowanych instrumentów badawczych). Wydobywanie świata z rzeczywistości niezależnej realizuje się w obszarze jakości pierwotnych, pod kontrolą jakości wtórnych. I tak np. nauka nowożytna (zwłaszcza fizyka) sprowadza jakości wtórne do pierwotnych (np. barwę do ruchu falowego, ciepło do ruchu cząstek).
Kształt świata materialnego – kształt tego oto drzewa, samochodu czy cząstki elementarnej jakoś tam przedstawiającej się wyobraźni – warunkowany jest przynajmniej trójstronnie: 1. naturą rzeczywistości niezależnej, 2. rzeczywistą naturą naszej zmysłowości, oraz 3. naturą naszego umysłu. Zaś wszystkie te uwarunkowania stają się w rzeczywistym akcie poznania, związanym z wydobywaniem świata.
Przeźroczysty ruch wydobywania świata warunkuje świat i świadomość w sposób, świadomości niedostępny.
Poznająca świadomość może ograniczać nasze elementarne poznanie, „filtrując” rzeczywistość przez genetycznie ukonstytuowane „matryce” (wzorce, formy,...), takie jak np. formę wrażeń zmysłowych czy formę dwupodzielności świata (przynajmniej mentalnego) na obiekty i tło.
Świadomość – stając się – konstytuuje (nasz) świat. Matryce, wzorce itp. narzędzia „filtracji” rzeczywistości nie są jednakże zakodowane w umyśle stającego się człowieka (jak można byłoby sądzić np. na gruncie kantyzmu; nie są czymś statycznym, wokół czego organizuje się świat), lecz stają się z wzajemnych odniesień rzeczywistości wewnętrznej i zewnętrznej, w ruchu żywego wydobywania świata przez stającego się człowieka.
Można odróżnić świadomość genetycznie pierwotną, stającą się w kulturowej i cywilizacyjnej próżni, oraz świadomość dojrzałą, która – gdy „krzepnie” wydobywając świat – przetwarza także wiedzę o świecie, zgromadzoną przez pokolenia. Nadrzędne jest niezależne wydobywanie świata – tylko wtedy wiedza zastana przedstawi się właściwie. Występuje tu pewna analogia pomiędzy stawaniem się nowożytnej świadomości Galileusza a kształtowaniem się świadomości współczesnego fizyka, który nie tylko musi przejąć całą dotychczasową wiedzę, lecz także i przede wszystkim poprawną metodę, która koresponduje z naturalnym, nie wyuczonym, podejściem poznawczym Galileusza.
W przypadku świadomości dojrzałej możliwe staje się „wydobycie” ogólnych kategorii (jako świata dialektyki; zob. dalej), którym każdy ogólny przedmiot wiedzy powinien podlegać. Sposób związania tych kategorii w konkretnym kontekście poznawczym współwarunkuje pojęciowy kształt przedmiotu wiedzy.
Jeżeli przyjąć, że istnieje domknięty system takich kategorii (kategorii dialektyki – Hegel; nie Marks), to pojęciowy kształt obiektów świata (nie: rzeczywistości niezależnej) warunkują wszystkie te kategorie razem wzięte, lecz w zróżnicowanych układach (zob. dalej o dialektyce).
Świat jest swoistym uzewnętrznieniem świadomości, podległym w sposobie uzewnętrznienia rzeczywistości niezależnej.
Z pewnego punku widzenia forma (materialnego) świata jest uzewnętrznieniem pewnych własności umysłu, stabilizowanych ruchem wydobywania świata, przy czym to uzewnętrznienie w postaci (materialnych) obiektów świata zależy od własności leżącej u podstawy rzeczywistości niezależnej, z której świat jest wydobywany. Świat jest swoistym uzewnętrznieniem potencjału poznawczego świadomości, odniesionym do rzeczywistości niezależnej.
Gdy rozglądam się wokół siebie, widzę swoją świadomość sprowadzoną przez rzeczywistość do świata przede mną. Albo: widzę świat, sprowadzony przez rzeczywistość do mojej świadomości. Ta dwoistość zanika w przeźroczystym akcie poznania.
Uzewnętrznieniem poznającej świadomości jest zarówno świat jednostkowych obiektów danych zmysłowo (to oto drzewo, samochód, dziecko), jak i świat ogólnych obiektów mentalnych, konstytuujących głębsze, niezmysłowe poziomy świata materialnego, dane oglądem myślowym (ten oto elektron czy pozyton) i odnoszące się do świata zmysłowego „przeźroczystym” ruchem poznawania, wypływającym ze źródeł świadomości.
To, co postrzegam, spoglądając dookoła – samochód, dom, drzewo,... – jest obciążone naturą świadomości, w sposób bezpośredni, poprzez naturę wrażeń zmysłowych, gdy patrzę na obiekty, nie przetworzone przez człowieka (to oto drzewo w Puszczy Białowieskiej), lub w sposób także bardziej zaawansowany, gdy patrzę na jakiś wytwór techniki. Patrząc na zewnątrz siebie widzę swoją świadomość, „sprowadzoną do rzeczywistości”. Gdy jestem w laboratorium, wyznaczając np. stosunek ładunku elektronu do jego masy, także w tym wszystkim, co przede mną i w wyobraźni, dostrzegam swoją świadomość. Elektron jest obiektem świata materialnego i jako taki jest współwarunkowany przez świadomość, pozostającą w „przeźroczystym” ruchu wydobywania głębszych poziomów świata.
Uświadamialny kształt światu materialnemu głębszego poziomu nadaje poznająca świadomość, doprowadzając aktem poznania do odsłonięcia istoty (danego poziomu) świata materialnego.
Istota (istota rzeczy) odsłonięta zostaje rzeczywistym aktem poznania i jest poznania tego kwintesencją. Poznanie jest tożsame z uświadomieniem sobie „istoty rzeczy”. Uchwycenie „istoty rzeczy” jest podstawą dynamicznej interpretacji wiedzy o świecie, tzn. takiej interpretacji, która podtrzymuje i warunkuje otwartość poznawczą podmiotu, wydobywającego świat.
Mówiąc o rzeczywistym poznaniu czegoś (tzn. o wydobyciu jakiegoś fragmentu czy aspektu świata, nie zaś ich pozorów), mówić będę o uchwyceniu „istoty (jakiejś) rzeczy”. Można więc mówić o istocie elektronu, ale też o istocie aktu poznania (co właśnie próbuję przedstawić). Natomiast pojęcie „istoty” przysługiwałoby samej rzeczywistości, w tym rzeczywistości aktu poznania. „istota rzeczy” dotyczy czegoś z głębszego poziomu świata i jest wyrazem poznawczego sprzężenia podmiotu z przedmiotem; „istota” zaś dotyczy rzeczywistości niezależnej i jest m. innymi nieuchwytną podstawą tego sprzężenia.
Istota (danego poziomu) świata staje się i równocześnie odsłania aktem poznania i utrzymuje swój status „istoty rzeczy” jedynie w rzeczywistym ruchu poznawania.
W momencie, w którym rzeczywisty ruch poznawania wyradza się, pojęcie „istoty rzeczy” nie wyraża już dalej poznawczych więzów podmiotu z rzeczywistością, przekształcając się w pustą deklaratywność posiadania wiedzy.
Uchwycenie „istoty rzeczy” tożsame jest ze zrozumieniem natury danego poziomu świata, zaś zrozumienie to osiąga się jedynie w rzeczywistym ruchu poznawania.
Sposób uzewnętrznienia się świadomości zależy od rzeczywistości niezależnej. Niezależna rzeczywistość przejawia się w sposobie konkretyzacji (uzewnętrznienia się) świadomości. Czynnikiem, swoiście określającym sposób uzewnętrznienia się świadomości w świecie, jest niezależna rzeczywistość
Jest to stwierdzenie nader istotne. Jeżeli bowiem założyć, że świadomość w swej totalności jest czymś domkniętym i ustabilizowanym (źródłem stabilizacji może być to, co tożsame w każdym akcie poznania, wydobywającym jakiś obiekt świata), to podstawą różnorodności obiektów świata materialnego jest niezależna rzeczywistość. Czy – dysponując wiedzą o naturze świadomości – można – z różnorodności obiektów świata materialnego – wnioskować o naturze rzeczywistości niezależnej, z której świat ten jest wydobywany?
Przyczyną swoistości obiektów świata materialnego jest niezależna rzeczywistość. Leżąca u podłoża świata rzeczywistość prowadzi do takiego uzewnętrznienia się świadomości, w którym ta rzeczywistość może się przejawić jako treść świata.
Rzeczywistość niezależna specyficznie przejawia się jako treść świata materialnego. Jednakże treść świata nie jest uchwytna niezależnie od formy świata.
Sposób uzewnętrznienia się świadomości, uwarunkowany rzeczywistością niezależną, jest formą świata. Forma świata materialnego nie wyraża jednakże ogólnego, formującego potencjału świadomości, lecz to tylko z tego potencjału i w takiej postaci, w czym i jak może przejawiać się niezależna rzeczywistość jako treść świata.
Świat materialny (w tym jego głębsze poziomy), gdy dany oglądem, jest nierozróżnialną jednią formy i treści. Oglądając jakikolwiek obiekt materialny, postrzegam bezpośrednio jednię treści i formy, konstytuujących obiekt.
Treść „rozsadza” formę, indywidualizując obiekty świata realnego; przepełnia formę i „wycieka” z niej. Forma „dławi” treść, starając się zmieścić ją całą w „naczyniu” świadomości, odnajdując w tym, co indywidualne, to wszystko, co szczególne i ogólne i zwrotnie rekonstruując z tego indywidualne.
Ogólnie pojęta świadomość jest potencjalnością świata, warunkującą od strony podmiotu uświadamialność i kształt pojęciowy dowolnego poziomu świata (materialnego i mentalnego). Świadomość zdolna jest także do wykreowania „światów możliwych”, nie warunkowanych bezpośrednio rzeczywistością niezależną.
Poprawnie pojęta świadomość – dynamicznie, w stawaniu się i samopotwierdzaniu w aktach poznania – współwarunkuje dowolne (i wszystkie) poziomy świata, w tym jego kształty zmysłowe i pojęciowe. Zawiera (potencjalnie) wszelkie światy możliwe: mentalne i realne. Te realne współwarunkowane są przez rzeczywistość bezpośrednio. Te mentalne – pośrednio, poprzez pamięć, wyobraźnię i twórczą duchowość.
Ponieważ w akcie poznania świadomość „rozpływa się” w rzeczywistości umysłu, jej rzeczywisty potencjał „światotwórczy” nie może zostać określony. Świadomość, pojętą jako dynamiczną, nieokreśloną potencjalność formalną świata, nazywać będę FORMĄ.
FORMA (pisana dużymi literami) jest tym wszystkim, co warunkuje uświadamialność, sama uświadamialną nie będąc. Jest istotą żywej, elastycznej świadomości, w poznawczym sprzężeniu z rzeczywistością formującej świat.
Gdy rozważamy świadomość oddzielnie i postrzegamy ją jako FORMĘ, a więc poza jakąkolwiek teorią świadomości, w akcie poznania, wówczas postrzegamy świadomość właściwie.
FORMA jest nieuświadamialną rzeczywistością swoiście ludzkiej świadomości. Jest także nieokreślonym potencjałem formalnym świata (materialnego i mentalnego), z którego to potencjału, w ruchu przetwarzania rzeczywistości niezależnej i pod kontrolą tej rzeczywistości, kształtuje się określona już forma świata materialnego (i mentalnego).
FORMA jest nieuświadamialna i nieokreślona, chyba że po fakcie poznania, jako świat FORMY. Ale świat FORMY nie jest rzeczywistością FORMY.
Świat FORMY to wszystko to, co uświadamialne z poznającej i twórczej myśli. Jest to świat szczególnego rodzaju, gdyż dotyczy rzeczywistości wewnętrznej.
Świat FORMY jest ogólnym abstraktem z rzeczywistego ruchu poznającej i twórczej myśli. Abstrakt ten utożsamić można z poprawnie zinterpretowaną dialektyką. Zaś jedynym poprawnym przedstawieniem dialektyki wydaje się takie, w którym wyraża ona samą siebie w sobie właściwym ruchu swoistych pojęć, nie związanych z niczym konkretnym (np. Hegel, Nauka Logiki(?)).
Dialektykę (świat FORMY) wydobyć można z rzeczywistej FORMY po fakcie poznania, z analizy dziejów poznania lub drogą umiejętnej interpretacji własnych dróg i efektów poznawczych. Problem w tym, że każdy, najmniejszy nawet okruch dialektyki poddaje się zwykle ontologicznym lub epistemologicznym interpretacjom, dostrzegając w nim coś z rzeczywistości lub rzeczywistego poznania. Idzie o to, by ją wydobyć i utrzymać, lecz nie wykorzystywać bezpośrednio. Umysłowa praca nad czystą dialektyką podtrzymuje bowiem w działaniu jej ukryte źródło – rzeczywisty ruch poznawania.
Kluczową kategorią dialektyki jest kategoria całości. Całość ta jest czymś, wyodrębniającym się w ruchu poznawania z całości nadrzędnej; jest więc także częścią. Całość najwyższego rzędu nie jest uświadamialna, gdyż nie są uchwytne jej granice – poznający umysł cechuje bezgraniczna otwartość (to tylko w Ogólnej Teorii Względności, dotyczącej świata, nie rzeczywistości niezależnej, mówi się o promieniu wszechświata i jego ograniczeniach). Stąd jest nieokreśloną, zawsze unoszącą się przesłanką i celem dla poznającego umysłu.
Jesteśmy przeświadczeni o spójności i jedyności świata materialnego. W sposób naturalny wyodrębniamy w świecie materialnym podcałości, takie jak np. zjawiska elektromagnetyczne, zjawiska cieplne, zjawiska grawitacyjne itd., ujmowane zrazu odrębnymi teoriami fizycznymi. Dążymy dalej do syntez i sformułowania jednolitej teorii wszystkiego. Wszystko to za sprawą naturalnego dążenia umysłu do całościowego ogarnięcia świata. Zwykle okazuje się jednak, że wszystkie „domknięcia” świata są przedwczesne; rzeczywistość rozsadza wszelkie teoretycznie domknięte całości (np. już Newton postulował, że mechanika klasyczna jest teorią, zdolną wyjasnić wszystkie zjawiska fizyczne).
Dialektyka nie jest tożsama z FORMĄ. Źródłem FORMY jest związanie rzeczywistości wewnętrznej z zewnętrzną aktami żywego poznania; dialektyki – świadoma refleksja nad ruchem poznającej i twórczej myśli, nie zawsze uświadamiana jako taka. W związku z tym istnieje niebezpieczeństwo utożsamienia FORMY rzeczywistej ze światem FORMY, a ten z istotą rzeczywistości niezależnej (czyni tak np. tzw. materializm dialektyczny)
Gdy świat materialny (błędnie) utożsamiany jest z rzeczywistością, świat FORMY (błędnie) z FORMĄ, wówczas w całościowej refleksji nad wiedzą, światem i poznaniem możliwe staje się poszukiwanie jedności poznania, świata (w tym społeczeństwa) i wiedzy na gruncie dialektyki. Czyni tak np. materializm historyczny i dialektyczny. O błędności takiego podejścia wiele społeczeństw przekonało się w sposób koszmarnie realny.
Ruch wydobywania świata podlega pewnym prawidłom ogólnym, które – gdy pojęte niezależnie od poznawczego kontekstu – eksplikowane mogą być przez świadomość jako ogólnie pojęta „logika klasyczna”.
Ogólnie pojęta logika klasyczna jest (domkniętym) światem formy ruchu wydobywania świata i jako taka nie musi odpowiadać rzeczywistej formie tego ruchu.
Wraz z ukonstutuowaniem się świadomości dojrzałej kontrolę nad ruchem wydobywania świata przejmuje FORMA. W poznawaniu zaczyna dominować dążenie do całościowego ogarnięcia rzeczywistości. Wszędzie tam, gdzie to całościowanie staje się nadrzędne – we wszystkich aktach rzeczywistego poznania – logika podporządkowana zostaje FORMIE.
Logika klasyczna ma dwa oblicza, z których jedno eksplikowane bywa w ramach teorii logiki klasycznej, drugie zaś funkcjonuje w rzeczywistym poznaniu. I tak np. teoria logiki klasycznej, gdy powstaje, to jako podporządkowana FORMIE, bywa jednak uświadamiana i opracowywana jako od FORMY niezależna, na swoich własnych podstawach.
Rzeczywistemu ruchowi wydobywania głębszych poziomów świata materialnego – podległemu FORMIE - odpowiada logika naturalna (LOGIKA), różna od logiki klasycznej jako teorii, eksplikowanej na własnych podstawach (np. jako system aksjomatyczno-dedukcyjny).
Dlaczego „logika naturalna”? Dlatego, że konstytuuje się wraz z powstaniem świadomości i świata oraz występuje wszędzie tam, gdzie ma miejsce rzeczywiste pogłębianie i rozszerzanie świata (materialnego). Gdy poznanie wyradza się, świadomość rzeczywista zastąpiona zostaje protezą, współtworzoną przez logikę klasyczną. FORMA (i wszystko, co z nią związane), przestaje spełniać swoje światotwórcze funkcje. Uświadamiany świat staje się światem pozornym, zachowującym pozory świata rzeczywistego jedynie poprzez biologicznie warunkowaną zmysłowość.
Każda rekonstrukcja wiedzy, podporządkowana jakiejkolwiek teorii logiki, nie zaś LOGICE, jest z gruntu fałszywa i bezpłodna.
Na styku logiki naturalnej (LOGIKI) i logiki klasycznej (logiki uprzedmiotowionej) powstają paradoksy logiczne, przybierające w obszarze świata logiki postać sprzeczności, nie dających się przezwyciężyć.
Sprzeczności logiczne nie występują w rzeczywistym ruchu wydobywania świata. To, co w ramach teorii logiki przybiera postać nierozwiązywalnej sprzeczności logicznej, w żywym poznawaniu nie występuje, gdyż nie zezwala na to kontrolująca poznanie FORMA, prowadząca do świadomego oglądu tego tylko, co niesprzeczne (świat materialny nie jest wewnętrznie sprzeczny). Z rzeczywistości niezależnej wydobywane jest to tylko, co logicznie niesprzeczne.
Kluczowym trybem logiki naturalnej (LOGIKI) jest tryb warunkowy z kwantyfikatorem egzystencjalnym [dla pewnego (x)(jeżeli a(x), to b(x))], zaś kluczowym prawem – prawo wyłączonego środka z kwantyfikatorem ogólnym [dla każdego (x)(~[~p(x) i p(x)])
Choć przetwarzanie rzeczywistości i wydobywanie materialnego świata przebiega na poziomie obiektów jednostkowych, to rzeczywisty akt poznania prowadzi ostatecznie do wiedzy ogólnej. Głębsze poziomy świata materialnego wydobywane są w rytm egzystencjalnie kwantyfikowanego trybu warunkowego, pod kontrolą ogólnie kwantyfikowanego prawa wyłączonego środka. Poznanie zawsze zmierza do wydobycia świata wewnętrznie niesprzecznego, zwłaszcza, gdy jest to świat głębszego poziomu. Stwierdzenie to można potraktować także jako istotne określenie natury ruchu „wydobywania „świata”.
Rzeczywisty związek logiki z dialektyką realizuje się w „przeźroczystym” akcie poznania, jako związek pomiędzy LOGIKĄ i FORMĄ. Rzeczywisty, tzn. światotwórczy, w którym nadrzędną jest FORMA, nie dopuszczająca do wydobycia świata wewnętrznie sprzecznego.
Problem bezpośredniego związku (świata) dialektyki ze (światem) logiki; przedmiotu teorii dialektyki z przedmiotem teorii logiki, jest problemem pozornym. Związek dialektyki z logiką wprawdzie istnieje, jednakże na zdecydowanie głębszym poziomie rzeczywistego aktu poznania, „przeźroczystego” dla samoświadomości. Dlatego nie jest uświadamialna istota tego związku.
W poznaniu zaawansowanym, tzn. takim, w którym wydobywane są głębsze niż bezpośrednio zmysłowy poziomy świata materialnego, FORMA jest nadrzędna względem LOGIKI. O samej genezie świadomości trudno się sensownie wypowiadać – występuje tu analogia z trudnościami, pojawiającymi się w przypadku prób analizy momentu Wielkiego Wybuchu (co było przed i w punkcie „0” nie wiemy; możemy jedynie zbliżać się do tego punktu od teraźniejszości wstecz).
Rzeczywista nadrzędność FORMY prowadzi do poprawnego ukonstytuowania się LOGIKI, tzn. takiego, które w wywodach logicznie poprawnych nie produkuje „wiedzy pozornej”, przedkładając ją ponadto świadomości jako jedynie prawdziwą.
Jakakolwiek nadrzędność logiki klasycznej nad FORMĄ nie prowadzi do rzeczywistych efektów poznawczych. Gdy kontrolę nad wiedzą przejmie logika klasyczna, skonstruowana na swoich własnych podstawach, wiedza wyradza się, tracąc źródłowe odniesienia do rzeczywistości.
Najogólniejszy związek FORMY z LOGIKĄ i zmysłowością można szkicowo opisać (tzn. przedstawić na poziomie świata) następująco: całość jako unosząca się przesłanka i cel steruje procesem wydobywania obiektów świata, w ruchu przetwarzania rzeczywistości niezależnej pod kontrolą zmysłowości i świadomości, w rytm egzystencjalnego trybu warunkowego i zgodnie z ogólnym prawem wyłączonego środka.
To, co wydobyte z rzeczywistości aktem poznania, podlega świadomemu oglądowi jako świat
Można rozróżnić dwa skrajnie przeciwstawne przedmioty oglądu: 1. obiekty jednostkowe, dane bezpośrednio zmysłowo i 2. „istotę rzeczy”, daną pojęciowo i często wyrażaną z pomocą zaawansowanych środków, np. matematycznych.
Gdy przedmiotem świadomego oglądu jest obiekt świata materialnego, wydobyty aktem poznania, to obydwa przeciwstawne przedmioty oglądu występują równocześnie (np. w naukach empirycznych). Gdy nie ma odniesień do zmysłowości, znika materialność świata; gdy nie ma odniesień do „istoty rzeczy”, znika ruch poznawania i poprawne interpretacje wiedzy.
Pomiędzy tymi skrajnościami sytuuje się obiekt ogólny (np. elektron), nie będący jednostkowym przedmiotem bezpośredniego oglądu, lecz czymś szczególnym; konkluzją z wzajemnego odniesienia tego, co jednostkowe i „istoty rzeczy”.
Poprawna wiedza jest oglądem „istoty rzeczy” i dotyczy świata w ruchu wydobywania z rzeczywistości niezależnej.
Obiekt ogólny odniesiony być może albo wprost do świata bezpośrednio zmysłowego (np. ideał wierzchowca - araba pełnej krwi), albo do głębszego poziomu świata (np. neutrino). Zawsze jednak jest wynikiem aktu poznania, w którym odniesiono jednostkowe obiekty zmysłowe (konie rasy arabskiej; ślady w komorze pęcherzykowej) do „istoty rzeczy” (idei konia; teorii cząstek elementarnych)
Wiedza pozorna powstaje wtedy, gdy na naturalny akt poznania nałożone zostaje obce mu jarzmo, nie pozwalające spełniać umysłowi funkcji „wydobywczych” w sposób wolny. Wiedzę pozorną wytwarza świadomość zniewolona (np. przez postulat ogólności i racjonalność wywodu, przez „ego”, język (jego ogólne struktury gramatyczne i ściśle określone znaczenia terminów), złą tradycję, złe teorie (np. materializm historyczny), schematy pojęciowe itd.). Jeżeli fakt zniewolenia świadomości nie jest dostrzeżony, wiedzę pozorną podmiot uznaje zwykle za prawdziwą.
Istotą czynników, zniewalających świadomość i generujących pozór wiedzy jest to, że wszystkie one prowadzą do zerwania genetycznych związków świadomości z rzeczywistością.
Wiedza pozorna jest najgłębszym rodzajem niewiedzy, gdyż – będąc niepoprawna z zasady - przedstawia się zwykle świadomości jako jedynie prawdziwa.
Widać już w tym miejscu, że szkicowana teoria posiada głęboki wydźwięk humanistyczny, gdyż wydaje się zdolna do ukierunkowania świadomości przeciwko temu w niej samej, co głęboko destrukcyjne w sposobie postrzegania samego siebie i innych, jako zniekształconych obiektów świata, bezprawnie utożsamianych z rzeczywistymi.
METODĄ nazywam rzeczywisty ruch poznawania, prowadzący do wydobycia jakiegoś poziomu świata materialnego, wyrażający się dynamiczną jednią FORMY, LOGIKI i zmysłowości.
Wyrazem funkcjonowania METODY jest technika i nowożytne przyrodoznawstwo, w ruchu stawania się i rozwoju
METODA nie jest uświadamialna; uświadamialny jest świat METODY, który nie jest METODĄ rzeczywistą, gdyż ta druga realizuje się w „przeźroczystym” akcie poznania i nie jest świadomości dostępna.
Świat METODY odpowiada temu, co uświadamialne jako metoda nauki nowożytnej. Jednym z uświadamialnych przejawów METODY – pewnym aspektem świata METODY - jest to, co funkcjonuje w nauce pod nazwą metody hipotetyczno-eksperymentalnej. Oczywiście metoda hipotetyczno-eksperymentalna nie jest całym światem METODY. Do świata METODY należy także indukcja (enumeracyjna i eliminacyjna), metoda prób i błędów, metoda hipotetyczno-dedukcyjna, weryfikacja i falsyfikacja i inne.
Nie jest możliwe związanie elementów świata METODY w METODĘ rzeczywistą. Każda ustabilizowana racjonalizacja METODY jest jałowa poznawczo z zasady.
Implicite przyjmuje się, że wszystkie podmioty (układy) poznawania są równoważne poznawczo; że forma świata jest taka sama dla wszystkich.
Można powiedzieć, że forma świata jest niezmiennicza względem „transformacji” z jednego układu (podmiotu) poznawczego do innego i niezależna od czasoprzestrzennego usytuowania tych układów oraz ich materialnych kontekstów.
Niezmienniczość formy świata nie jest postrzegana tak długo, jak długo się sprawdza. Gdy okazało się, że istnieją jednak pewne problemy, to znaleziono reguły „przekładu” i odpowiednie ustalenia explicite uzyskały rangę prawa czy zasady (np. zasada transformacji Galileusza). Jednakże już w Ogólnej Teorii Względności explicite powraca się do równoważności wszystkich układów odniesienia, sprzężonych z obserwatorami, wprost na niej budując. Można sformułować zasadę ogólną, zgodnie z którą formalny aspekt świata jest niezmienniczy względem transformacji z jednego układu poznawania do dowolnego innego. Wynika z niej np., że o ile explicite nie istnieje teoria (prawo, zasada), stanowiące inaczej, to forma obiektów głębszych poziomów świata materialnego nie zależy od miejsca, czasu i materialnego kontekstu z zasady
Język może wspomagać FORMĘ w jej działaniach wydobywczych i twórczych.
Powszechnie znany przykład takiego użycia języka związany jest z nazwiskiem Bohra. Z relacji jego współpracowników wiadomo, że sposób wyrażania się Bohra był bardzo niejasny, sprawiający momentami wrażenie bełkotu. Został nawet ukuty odpowiedni termin: „bornian”. Być może taki właśnie sposób kontaktu językowego dopomógł współpracownikom Bohra w samodzielnym dotarciu do rodzących się, zasadniczo nowych idei.
„W naszych umysłach muszą być osadzone pewne podstawowe reguły języka – rodzaj gramatyki uniwersalnej” (idea Chomskiego). Są osadzone – poprzez naturę ruchu wydobywania świata. Jednakże jest to gramatyka naturalna, podporządkowana FORMIE, odpowiednik logiki naturalnej.
Matematyka jest niezmienniczym abstraktem z jakości pierwotnych i wielości obiektów przestrzennych, swoiście wydobywanym przez umysł i podporządkowanym naturze wolnej FORMY.
To, co zależy od umiejscowienia i stanu ruchu podmiotu w przestrzeni i czasie oraz od materialnego kontekstu, nie jest pierwotnym tworzywem matematyki. W matematyce nie obowiązuje np. transformacja Galileusza (nie istnieją wyróżnione układy odniesienia, względem których niezmiennicze byłyby twierdzenia matematyczne.) Wszystkie poznawcze układy odniesienia są matematycznie równoważne. W matematyce nie ma także ruchu wydobywania materialnego świata; matematyka jest zakotwiczona w oglądzie własności przestrzennych obiektów świata i FORMIE.
Powstaje istotny problem odniesień tego, co matematyczne w świecie danym zmysłowo (kształt, rozciągłość, wielość), do rzeczywistości niezależnej. Np. jak i w jakim stopniu przestrzeń, w której jesteśmy umiejscowieni, jest rzeczywista, także na swoich krańcach, w dających się tylko pomyśleć, nieskończonych granicach, w głąb i wszerz (zob. dalej)? Czy matematyka mówi coś dodatkowo, choć swoiście, o rzeczywistości lub świecie; coś, nie może zostać uchwycone poza nią?
Poprzez to, że źródłem matematyki jest bezpośrednia naoczność kształtu i rozciągłości oraz (nieuświadamialna) FORMA, a więc tylko to, co nie poddaje się źródłowemu przetworzeniu dyskursywną myślą, poprawnie rozwijana matematyka zdaje się być dziedziną, w pełni odporną na generowanie „wiedzy pozornej”.
Matematyka – stając się i rozwijając – podlega w tym FORMIE i LOGICE.
Matematyka jest FORMĄ w działaniu, swoiście zawłaszczającą uprzednio wydobyty świat wielości i jakości pierwotnych i porządkującą swoje abstrakty w rytm LOGIKI (naturalnej). Przy czym nie jest możliwe sprowadzenie matematyki do logiki (klasycznej) lub dialektyki (także teorii zbiorów), gdyż logika klasyczna i dialektyka nie wyrażają rzeczywistości aktu poznania matematycznego.
Paradoksy logiki klasycznej, także paradoksy teorii zbiorów, nie mają wpływu na powstawanie teorii matematycznych.
Zaawansowana twórczość matematyczna ma za podstawę to wszystko, co matematycznego stworzono uprzednio, sukcesywnie poszerzając własne podstawy o nowe teorie, twierdzenia, dowody,... Rozwój matematyki ograniczony jest jedynie matematycznym potencjałem świata i potencjałem FORMY.
Matematyka powstaje wciąż na nowo, na coraz to rozleglejszej podstawie, rozszerzanej przez FORMĘ na bazie pierwotnego oglądu świata i tego, co stworzyła uprzednio.
Naturę matematyczną ma wszelka twórczość, która rozwija się swobodnie na samorozszerzającej się, źródłowo określonej i ustabilizowanej podstawie, niezmienniczej względem dowolnego układu odniesienia.
Można wyobrazić sobie twórczość, nie będącą matematyką sensu stricte, lecz posiadającą matematyczną naturę. Wydaje się, że naturę matematyczną posiada np. większość (wszystkie?) utworów Bacha. Można wspomnieć różnorodne utwory innych kompozytorów, będące wariacjami na zadany temat.
W najbardziej zaawansowanej teorii matematycznej zawarty jest świat wielości i jakości pierwotnych oraz rzeczywista FORMA i LOGIKA.
Ogląd w matematyce realizuje się przeprowadzeniem dowodu matematycznego. Sformułowanie pojęć pierwotnych i aksjomatów jest równoważnikiem uchwycenia „istoty rzeczy”
Szczególnymi, genetycznie pierwotnymi teoriami matematycznymi są: geometria Euklidesa i arytmetyka liczb naturalnych.
Geometria Euklidesa (i euklidesowa stereometria) to matematyczne ujęcie obiektów przestrzeni fizykalnej, zakładające równoważność wszystkich punktów (miejsc) i momentów; nieskończoność przestrzeni i jej wiecznotrwałość (absolutny czas i przestrzeń u Newtona)
Geometrie nieeuklidesowe powstały w wyniku negacji aksjomatu w podstawie empirycznego. Powstaje pytanie, jak odnoszą się te geometrie do świata i dlaczego jedna z nich mogła „pasować” do OTW?
Arytmetyka liczb naturalnych zakłada wielość obiektów, będących konglomeratami jakości pierwotnych. Jak możliwe są inne rodzaje liczb?
Zaawansowana teoria liczb w pewien klarowny sposób ujawnia możliwości FORMY.
Genetycznie biorąc przestrzeń i czas powinny być rozpatrywane rozłącznie. Czasoprzestrzeń teorii względności wypływa z fizyki, bezpośrednio dotyczy więc uprzednio wydobytego świata głębszego poziomu, nie zaś świata realnego, danego bezpośrednio zmysłowo.
Ogólne pojęcia przestrzeni i czasu powstają wraz z wyabstrahowaniem z wielości i jakości pierwotnych matematyki, zwłaszcza geometrii i arytmetyki.
Matematyka zakłada równoważność miejsc i chwil, abstrahując od tych własności ciał, które zależą od rodzaju materiału i układu odniesienia, co pociąga za sobą pojęcia nieskończonej przestrzeni i nieskończonego czasu
Można rozróżnić czas wewnętrzny, pozaświadomy, będący m. innymi (nieuświadamialnym) „podłożem” aktu poznania, oraz czas zewnętrzny, fizykalny, będący wynikiem aktu poznania.
Podmiot w akcie poznania nie uświadamia sobie istnienia i upływu czasu. Naturę czasu wewnętrznego jako „podłoża” aktu poznania trafnie określił Richard Feynmann: „czas jest tym, co się zdarza, kiedy nic się nie dzieje”.
Czas zewnętrzny (świat czasu) posiada swój wymiar potoczny i naukowy. Czas rozumiany potocznie daje się wprawdzie mierzyć (np. klepsydrą), lecz już nie „rozciągać” w nieskończoność. Jest czasem „lokalnym”. Nie ma podstaw, pozwalających dostrzec możliwość równoważności wszystkich miejsc i chwil ze względu na upływ czasu.
Czas nauki pojawia się wraz z matematyką (geometrią i arytmetyką liczb naturalnych). Geometria i arytmetyka są wyabstrahowane przez FORMĘ jako to, co m. innymi uniwersalne, niezależne od stanu ruchu podmiotu, potocznie rozumianych miejsca i czasu, oraz materialnego kontekstu. Wraz z powstaniem matematyki czas (i przestrzeń) mogą zostać pojęte jako (matematycznie) nieskończone. Przy czym własność nieskończoności czasu dotyczy świata czasu, nie jego rzeczywistego „odpowiednika”.
Istota zliczania czasu (kalendarz!) sprowadza się do znalezienia transformacji, pozwalającej przechodzić z jednych systemów kalendarza do innych. Podstawą jest strzałka czasu > matematycznie rozumiana oś liczbowa z nieskończonymi krańcami i równoważnością wszystkich punktów.
Także przestrzeń można zróżnicować na pozaświadomą przestrzeń aktu poznania, w której realizuje się przetwarzanie rzeczywistości, oraz przestrzeń zewnętrzną względem tego aktu, fizykalną, uświadamialną w wyniku aktu poznania.
Parafrazując przytoczoną powyżej wypowiedź Feynmanna dotyczącą czasu wewnętrznego można powiedzieć, że „przestrzeń (wewnętrzna) jest tym, co się widzi, kiedy nic się nie dzieje.” Nie występuje jednakże prosta analogia pomiędzy czasem wewnętrznym i „wewnętrzną” przestrzenią; na poziomie zmysłowym zdają się one czymś zasadniczo różnym.
Podobnie jak czas „zewnętrzny”, przestrzeń fizykalna (świat przestrzeni) posiada swój wymiar potoczny i naukowy. Przestrzeń rozumiana potocznie daje się wprawdzie mierzyć (np. taśmą mierniczą), lecz już nie rozciągać w nieskończoność. Jest przestrzenią „lokalną”. Nie ma podstaw, pozwalających dostrzec możliwość równoważności wszystkich miejsc. Przestrzeń nauki pojawia się wraz z matematyką (geometrią i arytmetyką liczb naturalnych). Wraz z powstaniem matematyki przestrzeń (i czas) mogą zostać pojęte jako (matematycznie) nieskończone.
Własność nieskończoności przestrzeni dotyczy świata przestrzeni, niekoniecznie zaś przestrzeni rzeczywistej.
Fizyka jest ruchem wydobywania z rzeczywistości niezależnej i ujmowania przez świadomość głębszych od zmysłowego poziomów świata materialnego, konstytutywnie wykorzystującym w ujmowaniu świata matematykę.
Wydobywanie świata materialnego podlega METODZIE i odbywa się w ramach FORMY i w rytm LOGIKI (naturalnej)
Warte podkreślenia są dwie sprawy: 1. fizyka (nowożytna) wykracza poza zmysłową naoczność, konstytutywnie wykorzystując matematykę, oraz 2. wiedza z dziedziny fizyki dotyczy świata materialnego, nie rzeczywistości niezależnej.
Powstaje następujący problem: czy i jak w naszej wiedzy z dziedziny fizyki ujawnia się rzeczywistość niezależna? Jest to w istocie pytanie o naturę naszego poznawania: czy, jak i w jakim stopniu nasze poznanie zdolne jest dosięgnąć rzeczywistości? .
Z drugiej strony można powiedzieć, że fizyka to matematyka, uzupełniana w ruchu przetwarzania rzeczywistości o to wszystko, co zależne od stanu ruchu laboratoryjnego układu odniesienia i materialnego kontekstu, oraz ograniczana do tego tylko, co ma źródłowe przełożenie na jakości zmysłowe.
Matematyka nie zależy od układu odniesienia i materialnego kontekstu; fizykę konstytuuje to, czego matematyka nie „zagarnia” ze względu na brak bezpośredniej, „naocznej” uniwersalności.
Prawa fizyki (zwłaszcza mechaniki) z natury rzeczy są matematyczne, gdyż zawierają matematykę implicite, jako podstawowe tworzywo.
Dążeniem fizyki jest sprowadzenie wszystkiego do tych własności świata, z których wyabstrahowana została matematyka. Przy czym w różnych dziedzinach fizyki matematyka posiadać może różny status. Matematyka jest np. konstytutywnym składnikiem mechaniki, czego nie można powiedzieć o kalorymetrii. Jednakże zjawiska cieplne ostatecznie sprowadza się do mechanicznego ruchu molekuł...
Pojęcia absolutnej przestrzeni i absolutnego czasu mechaniki klasycznej zakładają matematykę, która nie tyle jest językiem mechaniki, co jej konstytutywnym, niezbywalnym tworzywem, z którego konstruowane są prawa mechaniki. To, co nazywamy mechaniką klasyczną, jest tylko wierzchołkiem góry lodowej.
Prawa mechaniki klasycznej sformułowane są dla ruchu i oddziaływań mas punktowych lub rozciągłych brył geometrycznych, mogących poruszać się po swoich trajektoriach w nieskończoność i w nieskończonej przestrzeni. Mechanika klasyczna to matematyka uzupełniona o to i do tego ograniczona, co z wielości obiektów „złożonych” z jakości pierwotnych zależy od układu odniesienia. Czasoprzestrzeń teorii względności (szczególnej i ogólnej), poprzez swoje źródłowe odniesienia, implicite zakłada absolutną, euklidesową przestrzeń i absolutny czas.
Mikroświat to świat materialnych obiektów niezmysłowych głębszego poziomu, których układy i oddziaływania wzajemne odpowiedzialne są za zjawiska „naoczne”, zachodzące w makroświecie (świecie zmysłowym; np. w układach przyrządów badawczych; w eksperymencie naukowym).
Mikroobiekt tym różni się od obiektu makroskopowego, że z zasady nie jest postrzegalny bezpośrednio zmysłowo i jako taki nie może być przedmiotem bezpośredniego przetwarzania i wzajemnego odnoszenia (jak np. te oto dwa kamienie przydrożne). Obiekty, które mogą być obserwowane przez mikroskop i którymi można manipulować bezpośrednio (np. pewne molekuły?), choć mogą posiadać bardzo małe rozmiary, nie są obiektami mikroświata sensu stricte. Pojawia się problem jednoznacznego rozróżnienia obiektów świata materialnego na makroskopowe i mikroskopowe. Rozróżnienie to powinno posiadać charakter teoriopoznawczy, nie ontologiczny.
Mikroobiekty i ich własności nie mogą być określone bezpośrednim oglądem zmysłowym. Powstaje pytanie, jak i na jakiej podstawie obiekty te i ich własności są konstruowane?
Można twierdzić, że na granicy świata makro i mikro powstaje nieciągłość poznawcza, wyrażająca się swoistym przekształceniem świata METODY. Podstawą określania własności mikroobiektów staje się wnioskowanie redukcyjne: postuluje się istnienie takich niezmysłowych mikroobiektów, których własności pozwalają na wyjaśnienie zjawisk, zachodzących na poziomie świata zmysłowego. Przy czym fizyka w swoim naturalnym rozwoju nie postrzega poznawczej nieciągłości, pojawiającej się na granicy świata makro i mikro.
Klasyczny fizyk rozciąga newtonowskie pojęcia absolutnej przestrzeni i czasu na mikroświat, konstruując tym „środowisko własne” dla potencjalnych mikroobiektów. Wnosi także w mikroświat matematykę jako podstawowe tworzywo, z którego konstruuje mikroobiekty, nie zauważając źródłowych ograniczeń matematyki do świata jakości pierwotnych, FORMY i LOGIKI.
W powyższym kontekście można zadać wiele istotnych pytań, np. takie: 1. Czy nie może być tak, że jeżeli pojęcia czasu i przestrzeni oraz konstrukcje matematyczne odnoszą się do świata (makroskopowego), nie zaś rzeczywistości niezależnej, to np. w teoriach mikroświata powstają piętrowe przekłamania interpretacyjne? 2. Co faktycznie wyraża zasada nieoznaczoności Heisenberga, dotycząc mikroobiektów, w jakiejś mierze skonstruowanych przez świadomość na bazie klasycznie określonego czasu i przestrzeni, klasycznych pojęć z dziedziny mechaniki, z konstytutywnym wykorzystaniem matematyki?
Widać wyraźnie, że na gruncie rozwijanej tutaj teorii wiedzy możliwe staje się sformułowanie nowych, istotnych dla fizyki pytań o zasadniczym znaczeniu interpretacyjnym.
Władysław Natanson, wybitny polski fizyk okresu międzywojennego: „nauka będzie kiedyś zjednoczoną analizą jednego jedynego faktu: poznawania ludzkiego.” Sadzę, że w stwierdzeniu tym zawarta jest głęboka prawda.
Ogólnym przedmiotem biologii są żywe organizmy. Przy czym biologia próbuje uchwycić rzeczywistość życia na poziomie świata materialnego, nie rzeczywistości niezależnej.
Wszystko, co powiedziano powyżej na temat fizyki, dotyczy także fizykalnego aspektu żywych organizmów. W szczególności istotne zdają się wszystkie uwagi, dotyczące mikroświata i jego prospektywnych, teoriopoznawczych związków ze światem makro, a tych z matematyką.
Przetwarzanie „substancji” życiowej organizmów biologicznych odbywa się bądź na poziomie makroskopowym, np. metodami tradycyjnej hodowli (i owocuje m. innymi prawami Mendla), bądź na poziomie mikroskopowym, metodami „manipulacji” genetycznych (co prowadzi m. innymi do wyodrębnienia kodu genetycznego).
Manipulacje genetyczne odbywają się w żywym organizmie, na poziomie świata materialnego, wydobytego wpierw przez fizykę (i chemię). To, że się udają, świadczy m. innymi o poprawności dróg wydobywania świata przez fizykę oraz o materialnej naturze cielesności żywych organizmów. To, że nie udaje się – jak dotąd - wytworzyć życia w laboratorium fizycznym, może świadczyć o rozbieżności pomiędzy światem fizyki i rzeczywistością organizmów biologicznych.
Genetyka, gdy osiąga sukcesy, to zawsze bazuje na materiale, posiadającym biologiczną genezę. Pomysł, by złożyć żywy organizm z cząstek elementarnych wydaje się absurdem, i to nie tylko z powodu potencjalnej złożoności takiego układu, lecz także – a może przede wszystkim – z tego powodu, że cząstki te są obiektami (naszego) świata, nie rzeczywistości, podczas gdy żywy organizm, gdy nie skonceptualizowany, jest czymś rzeczywistym z zasady.
Można sformułować hipotezę, że wytworzenie życia z obiektów czysto fizykalnych jest niemożliwe z zasady i podjąć próbę falsyfikacji tej hipotezy, tzn. próbę wykazania jej fałszywości. W przypadku, gdyby próba falsyfikacji się powiodła, osiągnęlibyśmy niewiarygodny wynik: stwierdzona zostałaby, przynajmniej częściowo, zbieżność świata (fizyki) i rzeczywistości niezależnej.
Człowiek jest specyficznie świadomym, żywym organizmem biologicznym. Wszystko, co powiedziano powyżej na temat organizmu biologicznego, dotyczy także biologicznego (i fizykalnego) aspektu człowieka.
Jednym ze swoistych już problemów człowieka jest to, że często siebie i innych ogranicza do tego, co uświadamialne, a co nie musi być rzeczywiste, utożsamiając siebie i innych z (nierzeczywistym) obiektem świata.
Człowiek często postrzega siebie i innych przez pryzmat języka, źle interpretowanej wiedzy, ról i oczekiwań społecznych itp., ograniczając siebie do tego, co wie lub może o sobie wiedzieć. Bierze się stąd instrumentalne traktowanie siebie i innych, także w aspekcie podmiotu poznawania i samopoznania.
Gdy człowiek postrzega z siebie to tylko, co zdolny jest sobie uświadomić, to przestaje być czymś rzeczywistym: nie jest w stanie dostrzec, kim jest naprawdę. Także innych ludzi postrzega nieprawdziwie: nie widzi ani tego, czym drugi człowiek jest, ani tego, czym ten drugi wyobraża sobie, że jest (np. Gąbrowiczowskie przyprawianie gęby...). Nawet gdy podstawą kontaktu z drugim człowiekiem jest rzeczywista miłość, to często ulega ona instrumentalizacji, rutynie, w myśl tego, co wiadomo o miłości i oczekiwaniach drugiego człowieka; nie mogąc się spełnić, miłość często przeradza się w nienawiść...
Człowiek, zyskując świadomość, równocześnie popada w „grzech pierworodny”: zrywa „jabłko z drzewa wiadomości dobra i zła”; jak uczy historia i dzień dzisiejszy, skonceptualizowane dobro nie wydaje się najlepszym rozwiązaniem dla ludzkości.
Jeżeli „Bóg jest miłością”, to może jedna z dróg do Boga wiedzie ścieżkami, szkicowanymi tutaj?
Karl Jaspers w Filozofii egzystencji pisał:
"Ku człowiekowi prowadzą dwie drogi, ujmujące go jako przedmiot badań lub jako wolność.
Człowiek jest przedmiotem badań anatomii, fizjologii i socjologii. Antropologia, badająca rasy i konstytucje fizyczną, studiuje całokształt jego cielesności. Zyskano już znaczną wiedzę, której cechę zasadniczą stanowi to, że każde poznanie jest cząstkowe - także poznanie względnych całości; wyniki poznania są rozproszone - nie składają się w jeden skończony obraz. Dlatego poznanie to staje się fałszywe zawsze, gdy prowadzi do totalnych sądów o bycie człowieka, do rzekomo pewnej całościowej wiedzy. (...)
Każda wiedza o człowieku, gdy absolutyzuje samą siebie i uznaje za wiedzę o całości człowieka, sprawia, że jego wolność znika. (człowiek jest zawsze czymś więcej, niż to, co o sobie wie. (...)
Świat okazuje się niezgłębialny. Ale człowiek odnajduje w sobie coś, czego nie znajduje nigdzie w świecie, coś nie dającego się poznać ani dowieść, coś, co nigdy nie staje się przedmiotem, co wymyka się wszelkiej empirycznej nauce: wolność i to, co się z nią wiąże. Doświadczam jej nie dzięki wiedzy o czymś, ale dzięki czynowi. W wolności odnajduję drogę wiodąca przez świat mnie samego ku transcendencji. (...)
Jeżeli jednak dążymy do uczynienia wolności treścią wiedzy i przedmiotem badań, to rodzi się szczególna forma zabobonu. (...) wolność, błądząc, kieruje się w swym dążeniu pewnym absolutnym ideałem. (...) Tak, jak człowiek znika, gdy jako przedmiot poznania w teorii ras, psychoanalizie, marksizmie uznawany jest za pojętego lub pojmowalnego w całości, tak zadanie bycia człowiekiem znika w obrazach ideału człowieka."[1]
Prawdziwa walka o wolność zaczyna się w momencie, gdy człowiek uświadomi sobie, że to, co zniewala go przede wszystkim, jest w nim samym, w jego umyśle. Zaś człowiek naprawdę wewnętrznie wolny nie przyczynia się do zniewolenia kogokolwiek.
Wolność jest implicite treścią i celem moich rozważań. Pogodzić wolność z samowiedzą; zdobywając wiedzę zawrzeć w niej i pogłębić wolność. Czy nie jest to zadanie ponad możliwości naturalnego poznawania?
Zniewolenie człowieka może być wynikiem nie tylko zewnętrznego uzależnienia politycznego, lecz także uzależnienia od języka, tradycji, kultury czy schematu myślowego. I nie w tym rzecz, by odrzucić to wszystko i wyobcować się, lecz w tym, aby dostrzec istotę uzależnień wewnętrznych, przezwyciężyć to w nich, co destrukcyjne, zaś resztę rozwinąć w godne człowieka warunki życia duchowego i społecznego.
Można wyobrazić sobie sytuację, w której człowiek dostrzeże swoje uwarunkowania i zapragnie obrócić świadomość przeciwko temu w niej samej, co destrukcyjne. Wiąże się to z odzyskaniem pierwotnej spontaniczności i nieuwarunkowania oraz tej perspektywy genetycznie pierwotnej, w której wszystko się staje: swoiście ludzka świadomość i cały nasz świat.
Wolność musi być ugruntowana w transcendencji; w boskiej, niewyrażalnej podstawie wszechrzeczy. Inaczej w ogóle nie może się zrealizować. Rzecz w tym, by nie mieszać tego, co "boskie", z tym, co "cesarskie"; tego, co może być dane jedynie objawieniem, i tego, co może zostać określone na gruncie poznania naturalnego. Idzie o to, by określić zakres możliwej samorealizacji człowieka na gruncie tego, co świadomość przedstawia sobie jako swoiście ludzką własność człowieka, tj. na gruncie samej tej świadomości. Wtedy i tylko wiedza nie ulegnie degradacji, zaś objawienie uzyskać może właściwą interpretację.
Kant pisał: "Dla koniecznego praktycznego używania mego rozumu nie mogę więc nawet przyjąć Boga, wolności i nieśmiertelności, jeżeli zarazem nie odbiorę rozumowi spekulatywnemu jego roszczenia do przesadnych poznań. Dla uzyskania ich bowiem musi rozum posługiwać się takimi zasadami, które wystarczają w rzeczywistości tylko dla przedmiotów możliwego doświadczenia, a jeżeli pomimo to zostają zastosowane do czegoś, co nie może być przedmiotem doświadczenia, zamieniają je w rzeczywistości zawsze w zjawisko i w ten sposób czynią niemożliwym wszelkie praktyczne rozszerzenie czystego rozumu. (...) Pierwszą przeto i najważniejszą sprawę dla filozofii stanowi pozbawienie jej raz na zawsze wszelkiego szkodliwego wpływu przez zatamowanie źródła błędów."[2]
"Krytyka (...) przeciwstawia się uroszczeniu, że można w badaniach posuwać się naprzód wyłącznie przy pomocy czystego poznania z pojęć wedle zasad od dawna używanych przez rozum, a bez zbadania ich rodzaju i prawa, na mocy których rozum do nich doszedł."[3]
Moim celem jest określenie "cesarskiego" aspektu transcendencji, tzn. tego, co może być w tej dziedzinie domeną naturalnego poznania i na gruncie naturalnego poznania. Niniejsze analizy w żaden sposób nie odnoszą się do tego, co poznanie naturalne nie jest władne powiedzieć na swej własnej podstawie. Nie jest także moim celem przeciwstawianie i wartościowanie czegokolwiek. Człowiek jawi się ostatecznie jako zawieszony pomiędzy wieloma nieskończonościami, których nie jest w stanie przeniknąć i często pragnie - przynajmniej w naszej kulturze - znaleźć oparcie w objawieniu. Rzecz w tym, aby sposób zorganizowania się ducha ludzkiego wokół objawienia i sposób interpretacji treści objawienia nie naruszały naturalnej transcendencji jako podstawy.
Kant swoją refleksją transcendentalną poszukiwał wyjaśnień dla tego, co jest nieempiryczną podstawą naszego życia, poznawania i wiedzy. Nie zauważa jednak - przynajmniej explicite - żywego podmiotu, pośredniczącego pomiędzy światem "w sobie" a jego pojęciowym ujęciem. Pisze np.: "... materia wszelkiego zjawiska jest nam wprawdzie dana tylko a posteriori, ale forma jego, na ich przyjęcie gotowa, musi cała tkwić a priori w umyśle i dlatego musi być rzeczą możliwą rozważać ją całkowicie w oddzieleniu od wszelkiego wrażenia." Przy całej głębi i nowatorstwie Kanta, to abstrakcyjne potraktowanie umysłu (intelektu, podmiotu), w oderwaniu od całego kontekstu życia i poznawania, wydaje się główną przyczyną tego, że Kant swoich celów nie osiągnął. Nie w tym rzecz, by - uwzględniwszy sprawczą moc podmiotu w poznaniu - określać jego własności i odnosić strony stosunku poznawczego - rzeczywistość i naszą wiedzę - na gruncie wiedzy o podstawie tego stosunku, tylko w tym, aby samemu być tym podmiotem, nie zniekształconym samowiedzą.
Ten pośredniczący podmiot, pozostający w ruchu doświadczania i ujmowania - gdy siebie nieświadomy - jest nieempirycznym warunkiem zarówno świata wrażeń, jak i pojęć. Forma i wrażenie stają się w tym ruchu i ten podstawowy fakt winien zostać uwzględniony.
Kant dostrzegał wzajemne warunkowanie się świata "dla nas" i naszej wiedzy o świecie. Problem podstawy tego warunkowania się rozwiązał jednakże w duchu aprioryzmu, apriorycznej nadrzędności absolutyzowanego intelektu. Tymczasem podstawą jest żywy podmiot w akcie poznawczego wglądu w rzeczywistość. Aby osiągnąć cele, założone przez Kanta, należy postąpić krok dalej i zapytać, jak odnaleźć siebie samego w tej podstawie?
Kant dokonał przełomu kopernikańskiego w filozofii, lecz nie postąpił dalej, w kierunku, który w fizyce wytyczył Galileusz.
Kopernik tylko zapoczątkował rewolucję w fizyce. Po nim musiał pojawić się Kepler, Galileusz, Newton, i inni. I tak np. za "ojca" fizyki nowożytnej uważa się powszechnie Galileusza. Czy z filozofią jest podobnie? Jeżeli tak, to po wnikliwej analizie stanu współczesnej filozofii należałoby stwierdzić, że nawet swymi największymi dokonaniami ciągle znajduje się ona w stadium przedgalileańskim.
Zadaję pytania, podobne do tych, które postawił Kant: jakie są nieempiryczne warunki naszego doświadczania i ujmowania świata oraz jak te warunki określić? Odpowiadam na te pytania jednak inaczej...
[1] Karl Jaspers, Filozofia egzystencji, PIW 1990r
[2] Immanuel Kant, Krytyka czystego rozumu, PWN 1957, str. 42-44
[3] Tamże, str. 47
Gdy utracony zostaje genetyczny kontakt człowieka z rzeczywistością, to świat rozpada się, przekształcając się w czystą formę pozbawioną treści, dającą się w pewnych granicach swobodnie kształtować, pozorującą świat i przedstawiającą się jako rzeczywistość. W sposób koszmarnie realny dotyczy to także człowieka jako przedmiotu samowiedzy.
Utożsamianie świata z rzeczywistością, w tym sprowadzanie siebie do tego tylko, co explicite wiem lub mogę o sobie (i innych) wiedzieć, jest naturalnym sposobem funkcjonowania prostomyślnego umysłu. Możliwe jest przezwyciężenie takiego stanu. Wymaga to jednak zdecydowanie dużego wysiłku umysłu.
Szkicowana teoria podejmuje m. innymi próbę ukierunkowania świadomości przeciwko temu w niej samej, co destrukcyjne, tzn. przeciwko temu, co prowadzi do oderwania świata (i człowieka) od rzeczywistości i podstawienia w miejsce rzeczywistości martwej formy pozoru świata. Wierzę, że przyczułki zostały uchwycone...